piątek, 8 listopada 2013

Bezgranicznie

12 marca
Nie mam pojęcia, jak to się stało. Nigdy nie wierzyłam, że marzenia się spełniają.
Powiedziałam tylko, co czuję, choć tak bardzo się bałam. Było to dla mnie najtrudniejsze do tej pory, bo mimo naszej dwuletniej przyjaźni, nie umiałam być w stu procentach szczera. Ale to chyba zrozumiałe, że nie chciałam tego niszczyć.
Z czasem jednak przychodzi taki moment, że musimy wyrzucić z siebie coś, co nas gryzie. A rok, to naprawdę sporo czasu. Musiałam to wszystko przemyśleć, zastanowić się, czy to ma sens. Gdybym go straciła, chyba bym umarła.
Dlatego muszę teraz się starać…
Wszystko to jest chyba zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Czy na pewno sobie na to zasłużyłam? Może zaakceptował to, co czuję, bo nie chciał mnie zranić?
Wolę pozostać ślepa, jeżeli tak jest. Być głucha na te myśli, które nie dają mi spokoju od kilku ostatnich dni. Jedno jest pewne – muszę zrobić wszystko, by na niego zasłużyć. Żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia. Nie jestem idealna, ale będę się starać.
Może to zauważy. Może naprawdę to odwzajemni, a nie tylko zaakceptuje.

13 marca
Chciałabym, żeby to było prawdą. Żeby to nie był sen.
Nadal nie powiedział mi tego, co tak bardzo chciałam usłyszeć, o co prosiłam przez tyle miesięcy. Tymczasem, gdy odważyłam się do tego przyznać, zdaje się bardziej nieosiągalny niż wcześniej.
Jest tak, jakby nic się nie zmieniło na zewnątrz. Tylko we mnie coś pękło, złamała się jakaś bariera. Nie wiem już, czy jestem z tego powodu tak szczęśliwa jak wczoraj.
To podejrzanie zbyt proste. Musi być w tym jakiś haczyk i albo cała ta sprawa jest mu obojętna, albo sam ukrywał to, co ja od jakiegoś czasu. I bardzo się boję, że to pierwsze jest prawdą. Dlatego wciąż na siłę zaciskam oczy i wolę nie widzieć.
Tak samo jak wcześniej wolałam nie czuć, choć jednocześnie tak bardzo tego pragnęłam. Wszystko w życiu się zmienia.

14 marca
Nie potrafię powstrzymywać myśli, choć umiem zatrzymywać je w sobie. Na ile okaże się to przydatne, może dowiem się wkrótce. Z biegiem czasu sądzę, że jednak lepiej zachować pewne przemyślenia dla siebie.
I uczucia.
Bo choć pozornie nic się nie zmieniło, to zmieniło się wszystko. Byłam pewna, że na lepsze, że gdy to powiem, wszystko będzie piękniejsze. Tak naprawdę nie jest, a ja z każdym dniem coraz bardziej się boję, że na niego nie zasługuję. Byłam, owszem, przez cały czas, gdy tego potrzebował. Ale nigdy nie zrobiłam nic, by mógł również czuć coś więcej.
Może to ja jestem zbyt naiwna i nie widzę niczego, co robił źle…

15 marca
Dzisiaj po raz pierwszy się widzieliśmy, odkąd się dowiedział. Odkąd pozbyłam się wszystkiego, co w sobie ukrywałam. Czy to sprawiedliwe wobec niego, że tym go obrzuciłam? Może nie dałam mu w ten sposób wyboru?
Jednak zachowywał się, jakby naprawdę mu zaczęło zależeć. Już nie na przyjaciółce, ale po prostu na mnie, na dziewczynie. Czy w ten sposób mi się udało?
Boję się, że on tylko udawał. Choć wiem, że do tej pory nie był taki pogodny. Pół roku patrzyłam, jak nie daje sobie rady i starałam się wyciągnąć go na powierzchnię. Gdyby od początku wiedział…dobiłoby go to? Kiedyś myślałam, że był taki dlatego, że też to „coś” ukrywał, i jak ja, nie potrafił o tym mówić. A  był przy okazji o tyle gorszym aktorem ode mnie, że nie umiał udawać, że jest silny i szczęśliwy.
Bo tak naprawdę do tej pory nie wiem, co go zepchnęło w tamto miejsce, gdzieś na dole, bardzo blisko dna. A on nie wie, że ja także się o nie otarłam.
I nigdy się nie dowie, ponieważ nie wspomnę o niczym, co mogłoby przypomnieć mu tamten stan. Nie zrobię nic, co mogłoby ponownie go w niego wprowadzić. Będę tylko robić wszystko, by na niego zasłużyć, bo tak myślę…że kocham go bezgranicznie.

16 marca
Wydzwaniałam do niego cały dzień. Pisałam. Pytałam jego znajomych.
Nie wiem, dlaczego się nie odzywa…Jest już dziesiąta, a on nadal milczy. Nie mogę, nie chcę się tym przejmować, ale to wszystko samo się dzieje. Czuję, jak serce tłucze się o moje żebra, jak krzyczy.
Czy to ja zrobiłam coś nie tak?

17 marca
Czuł się bardzo źle. Nie był w stanie nawet zwlec się z łóżka. Nie musiał mnie przepraszać, ani o nic prosić; postanowiłam po prostu do niego pójść.
Miał podwyższoną temperaturę, to zwykłe przeziębienie. Chciałam, by wiedział jak się martwię, ale jednocześnie nie mogłam wpędzać go w poczucie winy z tego powodu. Każdy przecież ma czasem gorszy dzień i nie ma siły napisać chociaż jednego smsa czy puścić sygnału na telefon. Nie ma się wówczas siły, by zrobić cokolwiek.
Zostałam przy nim na dwie godziny i starałam się robić wszystko, by mu pomóc. Gdyby wiedział, ile znaczy dla mnie jeden jego uśmiech…

18 marca
Prosił, bym dzisiaj nie przychodziła, bo nie chce mnie zarazić. Ale czy to jest odpowiednie wyjście – posłuchać go? Nalegałam, ale nie dawał za wygraną. Mimo wyrzutów sumienia, nie odwiedziłam go w końcu.
Może on mnie unika. Może dlatego od tamtej pory ciągle trzyma się na dystans. Widzimy się coraz rzadziej, nie patrzy na mnie. Nie patrzy mi w oczy.
Muszę zrobić coś więcej, muszę stać się lepsza.
Może jako przyjaciółka mu odpowiadałam, ale teraz widzi we mnie wszystkie wady dziewczyny, wszystko, o co nie dbałam wcześniej…

19 marca
Lekarz powiedział, że to zapalenie oskrzeli; musi posiedzieć w domu około tygodnia. Mam nie widzieć go przez tydzień. Przez całe siedem dni. Nie mogę nawet zbliżyć się do niego.
A on wcale na to nie narzeka.
Ten czas muszę wykorzystać, by coś zmienić. Nie mogę zmarnować tej okazji, może dzięki temu, zauważy, że się staram i doceni mnie. Trzeba dawać z siebie wszystko, przecież był moim marzeniem, stał się dla mnie wszystkim. Nie mam już nic na własność. Muszę…
Chcę.
Chcę dla niego wszystko poświęcić.
Chcę na niego zasługiwać.
20 marca
Dzisiaj nic nie jadłam. Nie mogę znieść myśli, że każdy kilogram jest na wierzchu, że wszystko po mnie widać. On na pewno też to widział, może więc właśnie to go tak ode mnie odrzucało. Dlaczego więc mnie zaakceptował? Żeby pokazać, że patrzy sercem, a nie oczami? Żeby nie było mi przykro?
Może tylko udaje, że jest szczęśliwy…
Ciągle odpycham od siebie tę myśl, lecz ona powraca każdego dnia jak bumerang. Nie mogę przestać odnajdywać w sobie kolejnych wad. Tak bardzo mi zależy na tym wszystkim. Tak bardzo zależy mi na nim.
Muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy. Ten tydzień, który nas dzieli, może być szansą.

21 marca
Czuję się bardzo słaba, ale wiem, że odzyskam siły, gdy tylko się z nim zobaczę. Jeszcze tylko pięć dni. On też wtedy będzie czuł się lepiej, gdy wyzdrowieje.
Chcę zakryć lustra w moim domu, a jednocześnie nie mogę przestać w nie patrzeć. Porównywać, szukać, oglądać.
Muszę widzieć wszystko jego oczami. Każdy szczegół jest istotny.
Może powinnam zmienić coś jeszcze? Zawsze mówił, że podobają mu się jasne włosy, takie jak tej dziewczyny z naszej starej szkoły. Kiedyś bardzo mu na niej zależało, może zacznie mu zależeć, gdy będę choć trochę do niej podobna…?
Boję się tylko, że wszystko zepsuję. Nigdy na niczym tak bardzo mi nie zależało, a to właśnie może stać się przyczyną porażki. Mimo, że czułam do niego coś więcej już od dłuższego czasu, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek mu o tym powiem. Teraz moje słowa, muszą znaleźć pokrycie w rzeczywistości; muszę postarać się jeszcze bardziej.

22 marca
Potrzebuję więcej snu.
Dziś jest sobota, miałam czas na załatwienie paru spraw. Udało mi się wykupić jakiś pakiet na darmowe rozmowy i mogę teraz częściej z nim porozmawiać, skoro już się nie widzimy.
Kupiłam też farbę do włosów, jaśniejszą o kilka tonów od mojego naturalnego koloru.
Zastanawiam się tylko, co jeszcze mogę w sobie zmienić. Musi to być niespodzianka, o niczym mu jeszcze nie mówiłam.
Powinnam zrobić coś z oczami, z dnia na dzień coraz bardziej mi puchną – są sine i podkrążone. Wyglądam, jakby ktoś nabił mi dwa sińce na twarzy.
Lubię ubierać się tak, jak mi wygodnie, ale chyba muszę zakładać coś bardziej kobiecego. Kto chciałby chodzić z chłopczycą? Już i tak jestem wystarczająco płaska, by mnie za taką uznać. Staram się to wszystko ukrywać, czego nie mogę zmienić. Wiem, że i tak pewnie już dawno to zauważył. Jutro muszę znowu iść na zakupy.

23 marca
Od trzech dni nic nie jadłam, ale czuję się dobrze. Niedługo się z nim zobaczę i na pewno wtedy się mu spodobam. Ujrzy we mnie kogoś innego. Ujrzy we mnie nie swoją przyjaciółkę, ale swoją dziewczynę. Pokocha mnie.
Pokocha mnie bezgranicznie.
Przefarbowałam włosy i udało mi się kupić kilka sukienek, a nawet parę butów na obcasie. Jeśli nie będę taka niska, to też będzie łatwiej zauważyć mnie w tłumie. To na pewno ważne, słyszałam, że dla chłopaków bardzo ważny jest wygląd, nawet jeśli patrzą na charakter. To po prostu tkwi w ich naturze, dlatego muszę się postarać.

24 marca
Jeszcze dwa dni. Tracę powoli kontrolę nad sobą. To chyba wszystko przez to, że tak bardzo za nim tęsknie. Rozmawiamy tylko przez telefon. Wiem, że to dlatego nie mówi, że mnie kocha. Może ten pierwszy raz chce powiedzieć mi to prosto w oczy?
W szkole czułam się bardzo słabo na większości lekcji, a na jednej z nich zdarzyło mi się nawet przysnąć. Nie chciałam tego, ale ostatnio naprawdę muszę spać dłużej, a nie piję już porannej kawy, bo jestem na diecie.
Swoją drogą, ciekawe ile można schudnąć w siedem dni. Mogę przecież to przedłużyć, po prostu odmówię sobie na przykład zjedzenia z nim obiadu, gdy się zobaczymy.
Odbicie w lustrze wcale nie wydaje się zmieniać, jeśli nie licząc tego, że moja skóra traci powoli kolor. Nie mam pojęcia, czym to jest spowodowane.

25 marca
Chciałabym, żeby nie pomyślał o mnie, jak o pustej osobie. Przecież stać mnie na więcej, mogę przyłożyć się do nauki. Nigdy nie byłam w tym zła, ale wiem, że można jeszcze lepiej się uczyć. Mimo mojego zwiększonego zapotrzebowania na sen, uczę się ostatnio do drugiej w nocy. Wcześniej mogłabym też zrobić więcej, ale muszę z nim rozmawiać, zanim pójdzie spać. Mam nadzieję, ze kiedy jutro się zobaczymy, jego serce zabije szybciej.

26 i 27 marca
Odwołał spotkanie.
Lekarz stwierdził, że antybiotyk nie zadziałał i musi podać mu silniejszy lek. On sam powiedział zaś, że znów podwyższyła mu się temperatura, i że bardzo mu przykro, ale nie możemy się zobaczyć.
Nie chciałam by poczuł się winny, rozmawiałam z nim jeszcze kilka minut, ale łzy same pociekły mi po policzkach. Może los daje mi kolejną szansę, by zrobić coś jeszcze?
Płacząc w poduszkę nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam. Obudziłam się dopiero po trzynastu godzinach snu, następnego dnia, i zaspałam do szkoły.
Robi się coraz cieplej, będę mogła ubrać się w którąś z tych sukienek, gdy go wreszcie pójdę odwiedzić. Kiedy tylko wrócą mu siły, na pewno się zobaczymy, bez względu na to, ile jeszcze lekarz każe mu siedzieć w domu.
Zrobiłam też coś bardzo złego, ale już nie mogłam się powstrzymać i musiałam coś zjeść. Prócz całego obiadu, zjadłam jeszcze kilka kanapek i wypiłam mnóstwo kawy. Nie wiem co się ze mną stało, po prostu straciłam nad sobą kontrolę.
Po południu zmusiłam się, by to wszystko zwrócić.
Tydzień głodówki nie mógł pójść na marne.

28 marca
Mama zaczęła się o mnie martwić. Stwierdziła, że bardzo zmizerniałam w ciągu ostatnich dni; wyglądam na zmęczoną. Nie jestem przecież chora, nic mi nie jest.
Uważa też, że lepiej mi było w ciemnych włosach. Ale nie obchodzi mnie jej zdanie, bo to jemu mam się podobać.
Strasznie za nim tęsknie i brakuje mi go. Prosiłam dzisiaj, żebyśmy mogli się zobaczyć i zgodził się na pojutrze, czyli na niedzielę. Godziny bez niego dłużą mi się w nieskończoność, ale staram się zabijać jakoś ten czas.
Naprawdę, oceny w szkole podniosły się o kilka stopni. Z trójek i czwórek wyciągnęłam na piątki, popoprawiałam stare sprawdziany. Jeszcze kilka tygodni i będę mieć idealną średnią.

29 marca
Schudłam siedem kilogramów, myślę, że jeszcze pięć i będzie całkiem dobrze. Jednak patrząc w lustro, uzyskana liczba znika i widzę tylko skórę wiszącą na mnie w różnych miejscach, lub układającą się w fałdy. Na ten widok robi mi się niedobrze i choć nic nie jadłam, znów wymiotuję.
Boję się, że on tego nie doceni. Może zauważy kolor włosów, ale nic poza tym. Nie wiem, co mogłabym jeszcze zrobić, ogarnia mnie bezsilność. Gdybym mogła, zrobiłabym sobie szereg operacji plastycznych. Co z tego, że nie przypominałabym już siebie.
Chcę po prostu być idealna dla niego.
Chcę na niego zasługiwać.
On jest dla mnie idealny.

30 marca
Od samego rana serce tłukło mi się coraz głośniej. Chciałam się wyspać, by wyglądać na wypoczętą, ale z tego stresu obudziłam się już o siódmej.
Umyłam się szybko i nałożyłam na siebie warstwę makijażu, jakby maskę, za którą skryłam opuchnięte oczy. Ubrałam jedną z tych sukienek i szpilki, choć było dziś tylko siedemnaście stopni. Ale to było nieważne, chciałam po prostu się już z nim zobaczyć.
Wyszłam z domu o godzinę za wcześnie, ale nie mogłam się powstrzymać. Pół godziny później, byłam już pod drzwiami jego domu, które otworzył mi jego tata.
Choć znamy się od kilku lat, chyba na początku mnie nie poznał. Odebrałam to jako dobry znak – przecież właśnie tego chciałam. Zmienić się.
Weszłam do jego pokoju nie mogąc uciszyć tłukącego się serca i stanęłam w progu.
Leżał na łóżku, przykryty kołdrą, wśród kilku dużych poduch. Spojrzał na mnie z przerażeniem, a po chwili strach malujący się na jego twarzy, zniknął wraz z pojawieniem się uśmiechu.
- Nie poznałem cię na początku. – Wydusił z siebie. Podniósł się na miejscu i poprawił pościel. – Wybacz, że panuje tu taki bałagan, ale nadal jestem dosyć osłabiony. – Poklepał miejsce na brzegu łóżka, zachęcając mnie, bym je zajęła. Podeszłam do niego rozsiewając woń słodkich perfum.
- Nie przejmuj się, jak chcesz mogę tu posprzątać. – Uśmiechnęłam się i poczułam jak pieką mnie oczy ze zmęczenia. Miałam ochotę rzucić się na łóżko obok niego i zasnąć.
- Nie, nie ma mowy! Jesteś tutaj gościem. – Zaprotestował i podrapał się bezradnie za uchem. – Co cię nakłoniło do takich…zmian? – Dodał po chwili, a ja poczułam, jak radość zaczyna mnie powoli opuszczać. Sądziłam, że się ucieszy i skomplementuje mój wygląd.
- Ja…pomyślałam, że skoro bardziej podoba ci się taki kolor… - Uniosłam rękę do włosów. Pokręcił głową.
- Och…nie musiałaś tego robić. – Poczułam się upokorzona, jak nigdy dotąd. Nie spodobało mu się to. Nie podobało mu się nic, co dla niego zrobiłam.
Zacisnęłam pięści, błagając w duchu, bym się nie rozpłakała.
- Wyglądasz na bardzo zmęczoną… - Patrzyłam na niego, zachowując kamienny wyraz twarzy.
- Ostatnio się nie wysypiam. – Odparłam szorstko, po czym spojrzałam mu w oczy. – Chciałam, żebyś wiedział…że cię kocham. – Głos mi się załamał.
- A no właśnie… - Westchnął, sprawiając wrażenie, że trudno mu mówić. – Trochę unikałem tego spotkania…
Serce niemal przestało mi bić, nie czułam już w ogóle swojego ciała. Zupełnie jakby moje mięśnie umarły.
- Ja bardzo chciałem, żebyś była szczęśliwa. Nie przemyślałem tego wszystkiego…po prostu kiedy wyznałaś mi, że czujesz coś więcej…że chciałabyś być ze mną…zgodziłem się, bo uwielbiam cię jako przyjaciółkę. Jesteś świetna, naprawdę. Tylko, że…
Oczy mnie paliły. Nie mogłam oddychać.
- Nie chcę cię zranić. Chciałbym tylko…żeby było tak jak wcześniej. – Odwrócił wzrok, a obraz przed oczami zaczął mi się rozmazywać. Straciłam…
Straciłam wszystko.

Nie potrafiłam znieść jego spojrzenia. Nie potrafiłam znieść jego obecności obok. Uciekłam z jego domu, wybiegłam potykając się w wysokich butach i rozmywając łzami starannie wykonany makijaż.
Wpadłam do domu, krzycząc z bólu, jaki narodził się w moim sercu, jaki skurczał wszystkie moje mięśnie, wykańczając mnie. Byłam sama. Rzuciłam się w stronę lustra w moim pokoju, w którym każdego dnia obserwowałam zmiany.
Uderzyłam z całej siły pięścią w jego powierzchnię.
I jeszcze raz.
Kawałki szkła powbijały się w moje pięści, odprysnęły też na inne części ciała, rysując twarz, ręce i nogi. Zdarłam z siebie buty i cisnęłam obcasem raz jeszcze w to lustro, roztrzaskując je na kawałeczki.
Krzyczałam.
Wzięłam jeden z odłamków i wbiłam go z całej siły w swoje prawe udo, wrzeszcząc ponownie z bólu. Chcę siebie zniszczyć.
Chcę siebie znienawidzić.
Bez jego miłości, jestem tylko pustą, kruchą konstrukcją, z kości i skóry.

31 marca
Nie poszłam do szkoły. Nie odbieram od niego telefonów.
Nienawidzę siebie.
Podeszłam do roztrzaskanego na podłodze lustra, którego nikt nie zauważył, bo zamknęłam pokój na klucz. Paliła mnie skóra; drobinki szkła powbijane w moje ciało płonęły.
Sięgnęłam po nożyczki i naciągnęłam kosmyk ufarbowanych włosów tak, aż poczułam ból, i ucięłam go. Potem kolejny.
Jeden za drugim, aż moje postrzępione włosy sięgały mi uszu.
Niszczyłam wszystko, co miało sprawić, że pokocha mnie bezgranicznie.

Czuję, jak gorycz spływa po mojej twarzy, łza za łzą.
Zdzieram z siebie sukienkę i targam na strzępy, palce krwawią mi od nitek tkaniny, którą napinam rozrywając. Cały mój ciężar opiera się na kolanach, pod którymi kruszy się potłuczone lustro. Czuję te odłamki, zgrzytające pod moimi kośćmi, ocierające się o rozprutą skórę.
Nigdy stąd nie wyjdę.
Nigdy stąd nie wyjdę.
Nigdy stąd nie wyjdę.




Vuohi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz