12
marca
Nie
mam pojęcia, jak to się stało. Nigdy nie wierzyłam, że marzenia się spełniają.
Powiedziałam
tylko, co czuję, choć tak bardzo się bałam. Było to dla mnie najtrudniejsze do
tej pory, bo mimo naszej dwuletniej przyjaźni, nie umiałam być w stu procentach
szczera. Ale to chyba zrozumiałe, że nie chciałam tego niszczyć.
Z
czasem jednak przychodzi taki moment, że musimy wyrzucić z siebie coś, co nas
gryzie. A rok, to naprawdę sporo czasu. Musiałam to wszystko przemyśleć,
zastanowić się, czy to ma sens. Gdybym go straciła, chyba bym umarła.
Dlatego
muszę teraz się starać…
Wszystko
to jest chyba zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Czy na pewno sobie na to
zasłużyłam? Może zaakceptował to, co czuję, bo nie chciał mnie zranić?
Wolę
pozostać ślepa, jeżeli tak jest. Być głucha na te myśli, które nie dają mi
spokoju od kilku ostatnich dni. Jedno jest pewne – muszę zrobić wszystko, by na
niego zasłużyć. Żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia. Nie jestem idealna, ale
będę się starać.
Może
to zauważy. Może naprawdę to odwzajemni, a nie tylko zaakceptuje.
13
marca
Chciałabym,
żeby to było prawdą. Żeby to nie był sen.
Nadal
nie powiedział mi tego, co tak bardzo chciałam usłyszeć, o co prosiłam przez
tyle miesięcy. Tymczasem, gdy odważyłam się do tego przyznać, zdaje się
bardziej nieosiągalny niż wcześniej.
Jest
tak, jakby nic się nie zmieniło na zewnątrz. Tylko we mnie coś pękło, złamała
się jakaś bariera. Nie wiem już, czy jestem z tego powodu tak szczęśliwa jak
wczoraj.
To
podejrzanie zbyt proste. Musi być w tym jakiś haczyk i albo cała ta sprawa jest
mu obojętna, albo sam ukrywał to, co ja od jakiegoś czasu. I bardzo się boję,
że to pierwsze jest prawdą. Dlatego wciąż na siłę zaciskam oczy i wolę nie
widzieć.
Tak
samo jak wcześniej wolałam nie czuć, choć jednocześnie tak bardzo tego
pragnęłam. Wszystko w życiu się zmienia.
14
marca
Nie
potrafię powstrzymywać myśli, choć umiem zatrzymywać je w sobie. Na ile okaże
się to przydatne, może dowiem się wkrótce. Z biegiem czasu sądzę, że jednak
lepiej zachować pewne przemyślenia dla siebie.
I
uczucia.
Bo
choć pozornie nic się nie zmieniło, to zmieniło się wszystko. Byłam pewna, że
na lepsze, że gdy to powiem, wszystko będzie piękniejsze. Tak naprawdę nie
jest, a ja z każdym dniem coraz bardziej się boję, że na niego nie zasługuję.
Byłam, owszem, przez cały czas, gdy tego potrzebował. Ale nigdy nie zrobiłam nic,
by mógł również czuć coś więcej.
Może
to ja jestem zbyt naiwna i nie widzę niczego, co robił źle…
15
marca
Dzisiaj
po raz pierwszy się widzieliśmy, odkąd się dowiedział. Odkąd pozbyłam się
wszystkiego, co w sobie ukrywałam. Czy to sprawiedliwe wobec niego, że tym go
obrzuciłam? Może nie dałam mu w ten sposób wyboru?
Jednak
zachowywał się, jakby naprawdę mu zaczęło zależeć. Już nie na przyjaciółce, ale
po prostu na mnie, na dziewczynie. Czy w ten sposób mi się udało?
Boję
się, że on tylko udawał. Choć wiem, że do tej pory nie był taki pogodny. Pół
roku patrzyłam, jak nie daje sobie rady i starałam się wyciągnąć go na
powierzchnię. Gdyby od początku wiedział…dobiłoby go to? Kiedyś myślałam, że
był taki dlatego, że też to „coś” ukrywał, i jak ja, nie potrafił o tym mówić.
A był przy okazji o tyle gorszym aktorem
ode mnie, że nie umiał udawać, że jest silny i szczęśliwy.
Bo
tak naprawdę do tej pory nie wiem, co go zepchnęło w tamto miejsce, gdzieś na
dole, bardzo blisko dna. A on nie wie, że ja także się o nie otarłam.
I
nigdy się nie dowie, ponieważ nie wspomnę o niczym, co mogłoby przypomnieć mu
tamten stan. Nie zrobię nic, co mogłoby ponownie go w niego wprowadzić. Będę
tylko robić wszystko, by na niego zasłużyć, bo tak myślę…że kocham go
bezgranicznie.
16
marca
Wydzwaniałam
do niego cały dzień. Pisałam. Pytałam jego znajomych.
Nie
wiem, dlaczego się nie odzywa…Jest już dziesiąta, a on nadal milczy. Nie mogę,
nie chcę się tym przejmować, ale to wszystko samo się dzieje. Czuję, jak serce
tłucze się o moje żebra, jak krzyczy.
Czy
to ja zrobiłam coś nie tak?
17
marca
Czuł
się bardzo źle. Nie był w stanie nawet zwlec się z łóżka. Nie musiał mnie
przepraszać, ani o nic prosić; postanowiłam po prostu do niego pójść.
Miał
podwyższoną temperaturę, to zwykłe przeziębienie. Chciałam, by wiedział jak się
martwię, ale jednocześnie nie mogłam wpędzać go w poczucie winy z tego powodu.
Każdy przecież ma czasem gorszy dzień i nie ma siły napisać chociaż jednego
smsa czy puścić sygnału na telefon. Nie ma się wówczas siły, by zrobić
cokolwiek.
Zostałam
przy nim na dwie godziny i starałam się robić wszystko, by mu pomóc. Gdyby
wiedział, ile znaczy dla mnie jeden jego uśmiech…
18
marca
Prosił,
bym dzisiaj nie przychodziła, bo nie chce mnie zarazić. Ale czy to jest
odpowiednie wyjście – posłuchać go? Nalegałam, ale nie dawał za wygraną. Mimo
wyrzutów sumienia, nie odwiedziłam go w końcu.
Może
on mnie unika. Może dlatego od tamtej pory ciągle trzyma się na dystans.
Widzimy się coraz rzadziej, nie patrzy na mnie. Nie patrzy mi w oczy.
Muszę
zrobić coś więcej, muszę stać się lepsza.
Może
jako przyjaciółka mu odpowiadałam, ale teraz widzi we mnie wszystkie wady
dziewczyny, wszystko, o co nie dbałam wcześniej…
19
marca
Lekarz
powiedział, że to zapalenie oskrzeli; musi posiedzieć w domu około tygodnia.
Mam nie widzieć go przez tydzień. Przez całe siedem dni. Nie mogę nawet zbliżyć
się do niego.
A
on wcale na to nie narzeka.
Ten
czas muszę wykorzystać, by coś zmienić. Nie mogę zmarnować tej okazji, może
dzięki temu, zauważy, że się staram i doceni mnie. Trzeba dawać z siebie
wszystko, przecież był moim marzeniem, stał się dla mnie wszystkim. Nie mam już
nic na własność. Muszę…
Chcę.
Chcę
dla niego wszystko poświęcić.
Chcę
na niego zasługiwać.
20
marca
Dzisiaj
nic nie jadłam. Nie mogę znieść myśli, że każdy kilogram jest na wierzchu, że
wszystko po mnie widać. On na pewno też to widział, może więc właśnie to go tak
ode mnie odrzucało. Dlaczego więc mnie zaakceptował? Żeby pokazać, że patrzy
sercem, a nie oczami? Żeby nie było mi przykro?
Może
tylko udaje, że jest szczęśliwy…
Ciągle
odpycham od siebie tę myśl, lecz ona powraca każdego dnia jak bumerang. Nie
mogę przestać odnajdywać w sobie kolejnych wad. Tak bardzo mi zależy na tym
wszystkim. Tak bardzo zależy mi na nim.
Muszę
zrobić wszystko, co w mojej mocy. Ten tydzień, który nas dzieli, może być
szansą.
21
marca
Czuję
się bardzo słaba, ale wiem, że odzyskam siły, gdy tylko się z nim zobaczę.
Jeszcze tylko pięć dni. On też wtedy będzie czuł się lepiej, gdy wyzdrowieje.
Chcę
zakryć lustra w moim domu, a jednocześnie nie mogę przestać w nie patrzeć.
Porównywać, szukać, oglądać.
Muszę
widzieć wszystko jego oczami. Każdy szczegół jest istotny.
Może
powinnam zmienić coś jeszcze? Zawsze mówił, że podobają mu się jasne włosy,
takie jak tej dziewczyny z naszej starej szkoły. Kiedyś bardzo mu na niej
zależało, może zacznie mu zależeć, gdy będę choć trochę do niej podobna…?
Boję
się tylko, że wszystko zepsuję. Nigdy na niczym tak bardzo mi nie zależało, a
to właśnie może stać się przyczyną porażki. Mimo, że czułam do niego coś więcej
już od dłuższego czasu, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek mu o tym powiem.
Teraz moje słowa, muszą znaleźć pokrycie w rzeczywistości; muszę postarać się
jeszcze bardziej.
22
marca
Potrzebuję
więcej snu.
Dziś
jest sobota, miałam czas na załatwienie paru spraw. Udało mi się wykupić jakiś
pakiet na darmowe rozmowy i mogę teraz częściej z nim porozmawiać, skoro już
się nie widzimy.
Kupiłam
też farbę do włosów, jaśniejszą o kilka tonów od mojego naturalnego koloru.
Zastanawiam
się tylko, co jeszcze mogę w sobie zmienić. Musi to być niespodzianka, o niczym
mu jeszcze nie mówiłam.
Powinnam
zrobić coś z oczami, z dnia na dzień coraz bardziej mi puchną – są sine i
podkrążone. Wyglądam, jakby ktoś nabił mi dwa sińce na twarzy.
Lubię
ubierać się tak, jak mi wygodnie, ale chyba muszę zakładać coś bardziej
kobiecego. Kto chciałby chodzić z chłopczycą? Już i tak jestem wystarczająco
płaska, by mnie za taką uznać. Staram się to wszystko ukrywać, czego nie mogę
zmienić. Wiem, że i tak pewnie już dawno to zauważył. Jutro muszę znowu iść na
zakupy.
23
marca
Od
trzech dni nic nie jadłam, ale czuję się dobrze. Niedługo się z nim zobaczę i
na pewno wtedy się mu spodobam. Ujrzy we mnie kogoś innego. Ujrzy we mnie nie
swoją przyjaciółkę, ale swoją dziewczynę. Pokocha mnie.
Pokocha
mnie bezgranicznie.
Przefarbowałam
włosy i udało mi się kupić kilka sukienek, a nawet parę butów na obcasie. Jeśli
nie będę taka niska, to też będzie łatwiej zauważyć mnie w tłumie. To na pewno
ważne, słyszałam, że dla chłopaków bardzo ważny jest wygląd, nawet jeśli patrzą
na charakter. To po prostu tkwi w ich naturze, dlatego muszę się postarać.
24
marca
Jeszcze
dwa dni. Tracę powoli kontrolę nad sobą. To chyba wszystko przez to, że tak
bardzo za nim tęsknie. Rozmawiamy tylko przez telefon. Wiem, że to dlatego nie
mówi, że mnie kocha. Może ten pierwszy raz chce powiedzieć mi to prosto w oczy?
W
szkole czułam się bardzo słabo na większości lekcji, a na jednej z nich
zdarzyło mi się nawet przysnąć. Nie chciałam tego, ale ostatnio naprawdę muszę
spać dłużej, a nie piję już porannej kawy, bo jestem na diecie.
Swoją
drogą, ciekawe ile można schudnąć w siedem dni. Mogę przecież to przedłużyć, po
prostu odmówię sobie na przykład zjedzenia z nim obiadu, gdy się zobaczymy.
Odbicie
w lustrze wcale nie wydaje się zmieniać, jeśli nie licząc tego, że moja skóra
traci powoli kolor. Nie mam pojęcia, czym to jest spowodowane.
25
marca
Chciałabym,
żeby nie pomyślał o mnie, jak o pustej osobie. Przecież stać mnie na więcej,
mogę przyłożyć się do nauki. Nigdy nie byłam w tym zła, ale wiem, że można
jeszcze lepiej się uczyć. Mimo mojego zwiększonego zapotrzebowania na sen, uczę
się ostatnio do drugiej w nocy. Wcześniej mogłabym też zrobić więcej, ale muszę
z nim rozmawiać, zanim pójdzie spać. Mam nadzieję, ze kiedy jutro się
zobaczymy, jego serce zabije szybciej.
26
i 27 marca
Odwołał
spotkanie.
Lekarz
stwierdził, że antybiotyk nie zadziałał i musi podać mu silniejszy lek. On sam
powiedział zaś, że znów podwyższyła mu się temperatura, i że bardzo mu przykro,
ale nie możemy się zobaczyć.
Nie
chciałam by poczuł się winny, rozmawiałam z nim jeszcze kilka minut, ale łzy
same pociekły mi po policzkach. Może los daje mi kolejną szansę, by zrobić coś
jeszcze?
Płacząc
w poduszkę nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam. Obudziłam się dopiero po
trzynastu godzinach snu, następnego dnia, i zaspałam do szkoły.
Robi
się coraz cieplej, będę mogła ubrać się w którąś z tych sukienek, gdy go
wreszcie pójdę odwiedzić. Kiedy tylko wrócą mu siły, na pewno się zobaczymy,
bez względu na to, ile jeszcze lekarz każe mu siedzieć w domu.
Zrobiłam
też coś bardzo złego, ale już nie mogłam się powstrzymać i musiałam coś zjeść.
Prócz całego obiadu, zjadłam jeszcze kilka kanapek i wypiłam mnóstwo kawy. Nie
wiem co się ze mną stało, po prostu straciłam nad sobą kontrolę.
Po
południu zmusiłam się, by to wszystko zwrócić.
Tydzień
głodówki nie mógł pójść na marne.
28
marca
Mama
zaczęła się o mnie martwić. Stwierdziła, że bardzo zmizerniałam w ciągu
ostatnich dni; wyglądam na zmęczoną. Nie jestem przecież chora, nic mi nie
jest.
Uważa
też, że lepiej mi było w ciemnych włosach. Ale nie obchodzi mnie jej zdanie, bo
to jemu mam się podobać.
Strasznie
za nim tęsknie i brakuje mi go. Prosiłam dzisiaj, żebyśmy mogli się zobaczyć i
zgodził się na pojutrze, czyli na niedzielę. Godziny bez niego dłużą mi się w
nieskończoność, ale staram się zabijać jakoś ten czas.
Naprawdę,
oceny w szkole podniosły się o kilka stopni. Z trójek i czwórek wyciągnęłam na
piątki, popoprawiałam stare sprawdziany. Jeszcze kilka tygodni i będę mieć
idealną średnią.
29
marca
Schudłam
siedem kilogramów, myślę, że jeszcze pięć i będzie całkiem dobrze. Jednak
patrząc w lustro, uzyskana liczba znika i widzę tylko skórę wiszącą na mnie w
różnych miejscach, lub układającą się w fałdy. Na ten widok robi mi się
niedobrze i choć nic nie jadłam, znów wymiotuję.
Boję
się, że on tego nie doceni. Może zauważy kolor włosów, ale nic poza tym. Nie
wiem, co mogłabym jeszcze zrobić, ogarnia mnie bezsilność. Gdybym mogła,
zrobiłabym sobie szereg operacji plastycznych. Co z tego, że nie
przypominałabym już siebie.
Chcę
po prostu być idealna dla niego.
Chcę
na niego zasługiwać.
On
jest dla mnie idealny.
30
marca
Od
samego rana serce tłukło mi się coraz głośniej. Chciałam się wyspać, by
wyglądać na wypoczętą, ale z tego stresu obudziłam się już o siódmej.
Umyłam
się szybko i nałożyłam na siebie warstwę makijażu, jakby maskę, za którą
skryłam opuchnięte oczy. Ubrałam jedną z tych sukienek i szpilki, choć było
dziś tylko siedemnaście stopni. Ale to było nieważne, chciałam po prostu się
już z nim zobaczyć.
Wyszłam
z domu o godzinę za wcześnie, ale nie mogłam się powstrzymać. Pół godziny
później, byłam już pod drzwiami jego domu, które otworzył mi jego tata.
Choć
znamy się od kilku lat, chyba na początku mnie nie poznał. Odebrałam to jako
dobry znak – przecież właśnie tego chciałam. Zmienić się.
Weszłam
do jego pokoju nie mogąc uciszyć tłukącego się serca i stanęłam w progu.
Leżał
na łóżku, przykryty kołdrą, wśród kilku dużych poduch. Spojrzał na mnie z
przerażeniem, a po chwili strach malujący się na jego twarzy, zniknął wraz z
pojawieniem się uśmiechu.
-
Nie poznałem cię na początku. – Wydusił z siebie. Podniósł się na miejscu i
poprawił pościel. – Wybacz, że panuje tu taki bałagan, ale nadal jestem dosyć
osłabiony. – Poklepał miejsce na brzegu łóżka, zachęcając mnie, bym je zajęła.
Podeszłam do niego rozsiewając woń słodkich perfum.
-
Nie przejmuj się, jak chcesz mogę tu posprzątać. – Uśmiechnęłam się i poczułam
jak pieką mnie oczy ze zmęczenia. Miałam ochotę rzucić się na łóżko obok niego
i zasnąć.
-
Nie, nie ma mowy! Jesteś tutaj gościem. – Zaprotestował i podrapał się
bezradnie za uchem. – Co cię nakłoniło do takich…zmian? – Dodał po chwili, a ja
poczułam, jak radość zaczyna mnie powoli opuszczać. Sądziłam, że się ucieszy i
skomplementuje mój wygląd.
-
Ja…pomyślałam, że skoro bardziej podoba ci się taki kolor… - Uniosłam rękę do
włosów. Pokręcił głową.
-
Och…nie musiałaś tego robić. – Poczułam się upokorzona, jak nigdy dotąd. Nie
spodobało mu się to. Nie podobało mu się nic, co dla niego zrobiłam.
Zacisnęłam
pięści, błagając w duchu, bym się nie rozpłakała.
-
Wyglądasz na bardzo zmęczoną… - Patrzyłam na niego, zachowując kamienny wyraz
twarzy.
-
Ostatnio się nie wysypiam. – Odparłam szorstko, po czym spojrzałam mu w oczy. –
Chciałam, żebyś wiedział…że cię kocham. – Głos mi się załamał.
-
A no właśnie… - Westchnął, sprawiając wrażenie, że trudno mu mówić. – Trochę
unikałem tego spotkania…
Serce
niemal przestało mi bić, nie czułam już w ogóle swojego ciała. Zupełnie jakby
moje mięśnie umarły.
-
Ja bardzo chciałem, żebyś była szczęśliwa. Nie przemyślałem tego wszystkiego…po
prostu kiedy wyznałaś mi, że czujesz coś więcej…że chciałabyś być ze
mną…zgodziłem się, bo uwielbiam cię jako przyjaciółkę. Jesteś świetna,
naprawdę. Tylko, że…
Oczy
mnie paliły. Nie mogłam oddychać.
-
Nie chcę cię zranić. Chciałbym tylko…żeby było tak jak wcześniej. – Odwrócił
wzrok, a obraz przed oczami zaczął mi się rozmazywać. Straciłam…
Straciłam
wszystko.
Nie
potrafiłam znieść jego spojrzenia. Nie potrafiłam znieść jego obecności obok.
Uciekłam z jego domu, wybiegłam potykając się w wysokich butach i rozmywając
łzami starannie wykonany makijaż.
Wpadłam
do domu, krzycząc z bólu, jaki narodził się w moim sercu, jaki skurczał
wszystkie moje mięśnie, wykańczając mnie. Byłam sama. Rzuciłam się w stronę
lustra w moim pokoju, w którym każdego dnia obserwowałam zmiany.
Uderzyłam
z całej siły pięścią w jego powierzchnię.
I
jeszcze raz.
Kawałki
szkła powbijały się w moje pięści, odprysnęły też na inne części ciała, rysując
twarz, ręce i nogi. Zdarłam z siebie buty i cisnęłam obcasem raz jeszcze w to
lustro, roztrzaskując je na kawałeczki.
Krzyczałam.
Wzięłam
jeden z odłamków i wbiłam go z całej siły w swoje prawe udo, wrzeszcząc
ponownie z bólu. Chcę siebie zniszczyć.
Chcę
siebie znienawidzić.
Bez
jego miłości, jestem tylko pustą, kruchą konstrukcją, z kości i skóry.
31
marca
Nie
poszłam do szkoły. Nie odbieram od niego telefonów.
Nienawidzę
siebie.
Podeszłam
do roztrzaskanego na podłodze lustra, którego nikt nie zauważył, bo zamknęłam
pokój na klucz. Paliła mnie skóra; drobinki szkła powbijane w moje ciało
płonęły.
Sięgnęłam
po nożyczki i naciągnęłam kosmyk ufarbowanych włosów tak, aż poczułam ból, i
ucięłam go. Potem kolejny.
Jeden
za drugim, aż moje postrzępione włosy sięgały mi uszu.
Niszczyłam
wszystko, co miało sprawić, że pokocha mnie bezgranicznie.
Czuję,
jak gorycz spływa po mojej twarzy, łza za łzą.
Zdzieram
z siebie sukienkę i targam na strzępy, palce krwawią mi od nitek tkaniny, którą
napinam rozrywając. Cały mój ciężar opiera się na kolanach, pod którymi kruszy
się potłuczone lustro. Czuję te odłamki, zgrzytające pod moimi kośćmi,
ocierające się o rozprutą skórę.
Nigdy
stąd nie wyjdę.
Nigdy
stąd nie wyjdę.
Nigdy
stąd nie wyjdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz