poniedziałek, 30 grudnia 2013

Odległy fragment mojego serca

Zdaje się, że mam to, co zawsze chciałam mieć. Brakuje pewnych rzeczy, ale w porównaniu z tym, co mam, to nic. Mam wspaniałych przyjaciół, ukochaną osobę, dobrą rodzinę, wyobraźnię, szkołę i możliwości.
A czasami nadchodzi taki moment...że czuję jedynie pustkę.
Nie wiem skąd bierze się chęć wypłakania, wylania z siebie wodospadu łez.
Jestem beznadziejna. Głupia. Nie potrafię dać nikomu dość szczęścia. Nie potrafię wziąć się w garść. Użalam się nad sobą.
Nic z tego nie ma sensu, a na pewno ja go nie widzę. Dlaczego więc mnie to dopada? Czego mi tak bardzo brakuje? Może jest to jakaś sprawa sprzed lat, coś co chciałam wykrzyczeć lecz kazano mi milczeć i teraz te słowa...gniją we mnie...?

I wiem, że najbardziej w życiu można żałować tylko tego, czego się nie zrobiło.

Wyciągnięta w moim kierunku dłoń, którą zignorowałam, bo nie chciałam cierpieć.
Oczy, czekające aż się odwrócę i uśmiechnę...czego nie zrobiłam, bo nie mogłabym w nie spojrzeć.
Tchórz.
Słyszę za sobą jego kroki, słyszę jak odchodzi. Jak rzuca przez ramię ciche "do widzenia", a ja, obojętnie stoję odwrócona. Całe moje ciało krzyczy, wrzeszczy "ODWRÓĆ SIĘ!".
Ale ja się nie odwracam.
Robię to dopiero, gdy już nie mogę zobaczyć go w tłumie. Rozglądam się rozpaczliwie, i pieką mnie oczy.
Dzień, w którym znienawidziłam siebie z całej siły.
Dzień, w którym go straciłam.

Mam to, czego chciałam. Może właśnie tak miało być, bym mogła mieć to, co teraz. Bym mogła być szczęśliwa z kimś innym. Ale to oznacza, że i ten ból, ten ciągły strach...musiały być ze mną nie bez powodu przez taki czas.
Ja po prostu na nie zasłużyłam.

Minęło tyle czasu, tyle starałam się zmienić.
Przypadki, w których istnienie zwątpiłam, stały się dowodami, na istnienie przeznaczenia.
Wierzę w to z całej siły. Wierzę w to, że będziemy szczęśliwi.
Nie na końcu.
Jeszcze przed nim. Byśmy mogli oddychać głęboko nie zatruwając się tym powietrzem. Byśmy mogli żyć pełnią życia.
I wierzę w to, że pustka, którą w sobie noszę i nawiedza mnie raz na jakiś czas...kiedyś zniknie.
Pozostanie jedynie odległym wspomnieniem...


Vuohi

piątek, 13 grudnia 2013

Byłeś

Byłeś obok.
Ciepło, po mojej prawej stronie i spokojny oddech, w który wsłuchiwałam się przez całą noc.
Życie, dające więcej szczęścia, niż wszystkie bogactwa tego świata. Popatrz...
A mówiłeś, że nie umiesz czarować.
Przysunęłam usta do twojego ucha i szepnęłam swoje własne zaklęcie, a moje serce zakołysało się pod wpływem tych słów. Wyciągnęłam rękę i ogarnął ją chłód, gdy tylko oderwała się od twojego ciała, lecz wówczas...przysunęłam ją do ciebie z powrotem, końcami palców muskając twój policzek.
Drgnąłeś, ale wiedziałam, że to nigdy nie będzie moją zasługą, bowiem...nie jestem w stanie cię poruszyć...

Niespokojnie zerkałam na zegar co jakąś chwilę, a godziny zdawały się przeskakiwać, jedna za drugą. Nie mogłam zasnąć, nie mogłam stracić tej chwili. Nie mogłam pozwolić sobie na zamknięcie oczu, bo wiedziałam, że gdy znów je otworzę...ciebie już nie będzie.
Przez okno wpadał do pokoju śnieżny blask księżyca, zawieszonego na tle nieba. Wielki i dostojny, ze swą świetlistą twarzą, pośród głębokiego, bezkresnego granatu. Leżałam nieruchomo, patrząc nie na ten widok, lecz na cień, jaki rzucały twoje rzęsy na policzek. Wpatrywałam się w twoje ciało, spokojne jak fale oceanu, gdy kolejne twoje oddechy unosiły je, po czym pozwalały mu opadać.
Wiesz jaki jesteś?
I d e a l n y.

Wszystko stawało się coraz bledsze, coraz jaśniejsze, z każdą kolejną minutą. Traciłam oddech wraz z kolejnymi łzami, które...chciałam, by moczyły twoją pościel.
Bo ja...czuję twoje ciepło.
Mogę cię podziwiać.
Ale ty mnie nigdy nawet nie zobaczysz...

Błądziłam tyle dni, starając się odszukać coś równie pięknego, jak widok, do którego wracałam co noc. Tak pięknego, jak cichy szept twojego snu. Nie ma niczego podobnego, nie ma niczego, co istnieje na ziemi, a jest choć trochę podobne do ciebie.
I jestem skazana, na pragnienie tylko i wyłącznie ciebie, choć jesteś...wyśniony.

Może to tylko ja...
Tylko ja jestem snem, o którym zapomnisz tuż po przebudzeniu. Może to ja nigdy nie istniałam, ani nawet w czyjejś myśli, i nigdy, przenigdy nie byłam dla nikogo tęsknotą...
Strach pchnął do przodu kolejne łzy, a świt kradł mi ciebie kawałek po kawałku.
Było cię coraz mniej, twoje ciepło odchodziło powoli...
Wszystkim, czego pragnęłam, było zatrzymać czas, zatrzymać ciebie...choć nigdy nawet mnie nie poznałeś. Mogłam widzieć cię tylko nocą, tylko gdy śniłeś, gdy oboje mieliśmy spać. Czuwałam, wsłuchując się w twój oddech, rozkoszując się ciepłem twego ciała obok...
A teraz, miał to być ostatni raz, kiedy tu jestem...

Czy nie mogłeś choć raz się obudzić?!
Czyż nie mogłeś spojrzeć choć jeden, jedyny raz w moje oczy?!
Nie mogłeś poczuć tego, że jestem... JESTEM CO NOC PRZY TOBIE?!

Dla ciebie nigdy nie będę istnieć, moje Marzenie.
I zasnę raz na zawsze, by już nigdy nie musieć cierpieć u twego boku.
Bo najwięcej szczęścia ofiarowałeś mi w bólu...
Gdy w półmroku, patrzyłam na twój profil, a ty po prostu...

Byłeś.



Vuohi