piątek, 19 września 2014
Nie ma miłości
środa, 10 września 2014
Znam Ją.
Rozpoznałam Ją pośród tłumu.
Ubrana jak zwykle, na
czarno, z akcentem bieli na szyi i nadgarstku.
Trzymała w ręce dobrze
znany mi przedmiot:
Zeszyt do nut. Pusty.
Nie musiała go otwierać,
bym wiedziała, co jest w środku. Było tam dokładnie to samo, co na dnie
Jej bladych, cichych oczu:
Nic.
Zaciśnięte usta, włosy
spięte w ciasny kok, z którego jeden luźny kosmyk opadał na czoło.
Po obu stronach białej
twarzy, ciągnął się ledwo widoczny ślad, coś jakby przedłużenie linii ust.
Blizna, po zaszytym
dawno uśmiechu.
Udawałam wciąż, że Jej
nie widzę, kątem oka łakomie obserwując każdy szczegół.
Nic się w Niej nie
zmieniło, ani odrobinę. Ona także starała się unikać mojego wzroku.
Mimo, że prawie nigdy
nie otwierała ust, potrafiła sprawić, że wszystko wokół nagle milkło.
Jarzeniówka zamigotała z
niepokojem nad Jej głową, jednocześnie wabiąc moje spojrzenie.
I nasze oczy spotkały się
na chwilę:
Poczułam odłamki lodu
wbijające się w źrenice. Wstrzymałam oddech i cofnęłam się o krok, ale było już
za późno, by uciec. Jej chłód zacisnął dłonie na mych ramionach, wciskając swe
pazury w mą skórę.
W momencie cały świat
zwolnił i przestał szumieć. W jednej chwili cały kolor odszedł ode mnie i
wyblakło dosłownie wszystko.
A Ona stała teraz ze mną
twarzą w twarz, z iskierkami gniewu w oczach.
Oślepiała mnie tym
spojrzeniem, mroziła mi powieki i przekłuwała policzki, by je również
uczynić tak niewzruszonymi, jak Jej.
- Moja Samotności…
Chyba trochę mi Ciebie
szkoda.
I trochę żal mi też
siebie…
Skostniałaś, tak i ja
teraz skostnieję.
Nie mogłam się od Ciebie
uwolnić.
I w moim gardle, jak i w
Twoim, krzyk ugrzęźnie -
pozostanie tylko cisza.
I może jakiś strach,
malujący się za którymś z naszych oczu.
Tylko Ty wiesz, i tylko
ja wiem, o naszej cichej tajemnicy:
Mrok pożreć umie śmiejące
się oczy,
A „wśród tłumu, jest się
także samotnym”…