Kiedyś miałam nadzieję, że wszystko się ułoży.
W momencie, gdy wszystko zaczęło się sypać, ja stałam bez ruchu w miejscu, ale nie załamałam się, wierzyłam tylko, że to przeminie. Nie pragnęłam ukojenia. Wiem, że każdy ból jest potrzebny, każde istnienie jest potrzebne.
Wszystko co miałam, pękło na pół. Mój dom, moje serce, moja rodzina i moje marzenia pękły na pół. Tak dziwnie było, być jedyną wspólną częścią, tylko ja razem mogłam trzymać te dwa światy.
Nie było mi tak źle, póki wierzyłam, że wszystko wróci do normy. Byłam pewna, że to sen, chciałam, by to był tylko żart, ale odkryłam, że to było i jest prawdziwe. Nie da się ponownie tego naprawić, nie można cofnąć czasu. A nawet gdyby można było, nie chciał tego nikt prócz mnie.
Wtedy dopiero dostrzegłam, ile mi odebrano. Nie umiałam zrozumieć dlaczego, nie umiałam się odnaleźć w nowym świecie, który zbudowano na rozstaniu się dwóch. Czy cokolwiek mogło jeszcze być pewne, jeśli wszystko co dotąd takie było, zostało stracone?
A nadzieja umiera ostatnia. Więc nadal miałam ją, wierząc z całej siły, że mogę jeszcze kiedyś czuć się normalnie, tak jak wcześniej, kiedy chwile dawały mi szczęście i umiałam się nimi cieszyć.
Raz coś się zmieniało, czasem było lepiej, potem znów gorzej. Nigdy nie mogłam być spokojna, nie potrafiłam stać w miejscu ani nie czułam się bezpieczna, stale obawiając się, że zaraz stracę grunt pod nogami..
A nadszedł czas, że chwilę było lepiej. Miałam wrażenie, że to na co czekałam tak długo, ze ten spokój wreszcie nadszedł. Złudzenie.
Głupia nadzieja, głupia moja nadzieja , a tak bardzo błagałam o to lepsze życie, tak prosiłam, tyle dała mi ona i tyle odebrała zarazem ... Nie potrafiłam się podnieść, już drugi raz straciłam więcej niż bym mogła kiedykolwiek później mieć...
Dno.
Tak, teraz mi ktoś powie, że już nie może się podnieść, że nie ma niczego, na czym mógłby się oprzeć. Nie ma sensu dalej żyć, nie ma powodu, nic nie może go zatrzymać tutaj, kiedy śmierć tak daje mu skrzydła, tak bardzo namawia by odbił się od dna, tak łatwo, ale w druga stronę.... Nie mogę słuchać, nie mogę patrzeć na to cierpienie. Nie potrafię zostawić nikogo, kto mógłby czuć to, co ja kiedyś..
Bo teraz istnieje ktoś, ktoś kto daje mi wiarę. Z każdym upadkiem czuję jego dłoń za sobą, wyciągniętą w mym kierunku, by pomóc mi wstać. Moja nadzieja, ona tak naprawdę umiera ostatnia, i już nie żałuję jej. Ona dała mi kogoś, kto jest odpowiedzią na wszystkie me modlitwy. Kogoś, komu mogę powierzyć swoje życie. Jest mym marzeniem, moją siłą, każdym momentem mego istnienia, najsłabszym i najmocniejszym mym oddechem...
Odnajdź to w sobie, spójrz, trwaj w nadziei, nie daj jej odejść, ona cię nie zostawi. I czekaj, aż wskaże Ci drogę. Ześle kogoś jak i mi...
Mam dla kogo znów otworzyć oczy .
Mam swoją jedną pewną drogę...
Vuohi
W momencie, gdy wszystko zaczęło się sypać, ja stałam bez ruchu w miejscu, ale nie załamałam się, wierzyłam tylko, że to przeminie. Nie pragnęłam ukojenia. Wiem, że każdy ból jest potrzebny, każde istnienie jest potrzebne.
Wszystko co miałam, pękło na pół. Mój dom, moje serce, moja rodzina i moje marzenia pękły na pół. Tak dziwnie było, być jedyną wspólną częścią, tylko ja razem mogłam trzymać te dwa światy.
Nie było mi tak źle, póki wierzyłam, że wszystko wróci do normy. Byłam pewna, że to sen, chciałam, by to był tylko żart, ale odkryłam, że to było i jest prawdziwe. Nie da się ponownie tego naprawić, nie można cofnąć czasu. A nawet gdyby można było, nie chciał tego nikt prócz mnie.
Wtedy dopiero dostrzegłam, ile mi odebrano. Nie umiałam zrozumieć dlaczego, nie umiałam się odnaleźć w nowym świecie, który zbudowano na rozstaniu się dwóch. Czy cokolwiek mogło jeszcze być pewne, jeśli wszystko co dotąd takie było, zostało stracone?
A nadzieja umiera ostatnia. Więc nadal miałam ją, wierząc z całej siły, że mogę jeszcze kiedyś czuć się normalnie, tak jak wcześniej, kiedy chwile dawały mi szczęście i umiałam się nimi cieszyć.
Raz coś się zmieniało, czasem było lepiej, potem znów gorzej. Nigdy nie mogłam być spokojna, nie potrafiłam stać w miejscu ani nie czułam się bezpieczna, stale obawiając się, że zaraz stracę grunt pod nogami..
A nadszedł czas, że chwilę było lepiej. Miałam wrażenie, że to na co czekałam tak długo, ze ten spokój wreszcie nadszedł. Złudzenie.
Głupia nadzieja, głupia moja nadzieja , a tak bardzo błagałam o to lepsze życie, tak prosiłam, tyle dała mi ona i tyle odebrała zarazem ... Nie potrafiłam się podnieść, już drugi raz straciłam więcej niż bym mogła kiedykolwiek później mieć...
Dno.
Tak, teraz mi ktoś powie, że już nie może się podnieść, że nie ma niczego, na czym mógłby się oprzeć. Nie ma sensu dalej żyć, nie ma powodu, nic nie może go zatrzymać tutaj, kiedy śmierć tak daje mu skrzydła, tak bardzo namawia by odbił się od dna, tak łatwo, ale w druga stronę.... Nie mogę słuchać, nie mogę patrzeć na to cierpienie. Nie potrafię zostawić nikogo, kto mógłby czuć to, co ja kiedyś..
Bo teraz istnieje ktoś, ktoś kto daje mi wiarę. Z każdym upadkiem czuję jego dłoń za sobą, wyciągniętą w mym kierunku, by pomóc mi wstać. Moja nadzieja, ona tak naprawdę umiera ostatnia, i już nie żałuję jej. Ona dała mi kogoś, kto jest odpowiedzią na wszystkie me modlitwy. Kogoś, komu mogę powierzyć swoje życie. Jest mym marzeniem, moją siłą, każdym momentem mego istnienia, najsłabszym i najmocniejszym mym oddechem...
Odnajdź to w sobie, spójrz, trwaj w nadziei, nie daj jej odejść, ona cię nie zostawi. I czekaj, aż wskaże Ci drogę. Ześle kogoś jak i mi...
Mam dla kogo znów otworzyć oczy .
Mam swoją jedną pewną drogę...
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz