wtorek, 21 maja 2013

Melancholia

Tysiącami róż winna być usłana
Do Ciebie wiodąca, droga nieznana
Jednak los wieloma zmartwieniami darzy
Tych, co pragną iść w stronę marzeń...

Nigdy nie sądziłam, że jest to możliwe,
Ale teraz wiem, że nie będę szczęśliwa
Prędzej mi dane umrzeć z miłości,
Niż zasmakować Twej obecności...

Zmroziło krew w żyłach nasze rozstanie,
Serce w lód zmieniło to pożegnanie...
Och, gdybym tylko mogła czas cofnąć...!
Nie zawahałabym się Ciebie dotknąć!

Nikt tak za Tobą tęsknił nie będzie,
Jak w owej chwili tęskni me serce
Duszę rozdziera na strzępy gorzka miłość,
Jaką to serce Ciebie darzyło

Ze wszystkich dotąd smaków znanych mi,
Ten jeden zdawał się być najpiękniejszy
Jakiego me usta łaknęły z całych sił,
Lecz nie poznały po dzień dzisiejszy...

I mimo, że cierpienia tyle mi zadałeś,
Nikogo już nigdy nie będę w stanie
Tak mocno pokochać, jak Ciebie kocham
Bo oddałabym wszystko, gdybym tylko mogła

Może i winnam darować Ci wszystko,
Zapomnieć i karmić swą duszę nienawiścią...?
Wmawiać sobie, iż jesteś wszystkim, czego nie chcę...
Lecz nie potrafię, bo tylko Tobie oddałam serce!

Ku sennej krainie chylą się powieki,
Znużone czekaniem, aż znów się pojawisz
Wkrótce swe oczy zamknę na wieki,
Wierząc, że z uścisku śmierci mnie wybawisz...

Vuohi

niedziela, 12 maja 2013

Fade

Dłonie trzęsą się, drżą podobnie jak łzy utkwione w moich oczach, wiszące na rzęsach, panicznie bojąc się upaść. Ruch, niszczycielska siła.
Gdybyśmy przecież stali w miejscu, nic złego nie miałoby prawa się wydarzyć…
Zaciskam pięści, chcąc powstrzymać strach, który przejmuje nade mną kontrolę. Tworzę więc kolejne kłamstwo w tym świecie pełnym oszustw. Okłamuję siebie, że to nie boli, że wszystko będzie dobrze…
To takie piękne uczucie; trwanie w nadziei, że to wszystko jeszcze się nie skończy.
„Jesteśmy wieczni, uwierz…”
Słyszę własny oddech, szumiącą krew w uszach, dudniący odgłos bijącego serca, który roznosi się echem po całym ciele.  Oddałabym tak wiele za skrzydła, które miałam zawsze, gdy byłeś obok…
Tyle mi obiecałeś, tyle było dla nas, przed nami…Pamiętasz?
Zaciskam oczy, a łzy wymykają się spod powiek, odczepiają się od rzęs i płyną na dół po policzkach, napędzane niewidzialną siłą. Siłą, która niemal nie istnieje, ale jest to ta sama, która sprawia, że nadal wierzę w ciebie. W to, że byłeś prawdziwy.
Przecież kazałeś mi wierzyć. Wierzyć, że jesteśmy wieczni…
Szept ugrzęzł gdzieś w moim gardle, nie mogąc się wydobyć przerodził się w bezgłośną modlitwę, żebyś dostrzegł, że płaczę…Jeśli istniejesz, otrzyj me łzy!
Ponownie zaciskam dłonie, w jednej z nich czuję chłodną, ostrą krawędź. Moje zbawienie, mój kres…
Skoro życie bez ciebie jest taką torturą, to czyż śmierć nie winna być błogosławieństwem?
Jestem już zmęczona czekaniem na znak od kogoś, kto istniał tylko w moim śnie, kto był jak mój własny anioł stróż, po czym zniknął bez śladu. Otwieram oczy i widzę zamazany obraz delikatnego światła, tańczącego na niebie i malującego świt.
To taka piękna pora na umieranie…
Przywołuję na myśl twoje oczy i twój głos, brzmiący jak kojąca melodia. Pełen wspomnień, przesiąknięty tęsknotą obraz twojej twarzy… Ból ściska moje serce chcąc je zmiażdżyć.
Jeśli kiedykolwiek marzyłam o śmierci, to chciałam umierać właśnie w twoich ciepłych ramionach. W tej chwili, gdy noc spotyka słońce i wita się z nim w ten cudowny sposób na zaróżowionym tle…
Szkoda, że życie nauczyło mnie, że marzenia się nie spełniają. Nie te, których najbardziej pragniemy.
Szkoda, że akurat teraz sobie to uświadamiam…gdy tak bardzo mi cię brakuje.
Pozwoliłeś mi uwierzyć, że możemy razem wszystko. Dziękuję ci, że nauczyłeś mnie siły miłości. Tylko dlaczego jest ona tak słaba właśnie w tej chwili, kiedy rozumiem, że nigdy nie kochałam niczego tak bardzo, jak ciebie…? Że przenigdy nie poczułam obecności kogokolwiek tak blisko siebie, by jednocześnie tęsknić za nim w każdej przerwie między kolejnym dotykiem…
Chciałam zbyt wiele? Chciałam poczuć się kochana przez niewłaściwą osobę?
Więc tak to jest czuć, jak serce powoli pęka…
Boże, jak piękna jest to chwila na pożegnanie…
Szkoda tylko, że nie ma już nikogo, kogo mogłabym pożegnać. Nie ma nawet ciebie.
A to ty nauczyłeś mnie jak odkrywać dobro we wszystkim tym, co nas niszczy…
Pójdę więc twoją drogą. Pozwól, że wraz z ostatnim mym oddechem wzejdzie słońce…
Dłonie drżą jeszcze bardziej, ze strachu i z zimna. Widać po mnie jak bardzo się boję, choć nie dopuszczam do świadomości tego lęku.
Ostrze zagłębia się we mnie, szarpiąc skórę.
Wszystko będzie się działo tak powoli, powietrze zagęszcza się wokół mnie, pomagając mi w smakowaniu własnego bólu.
Przygryzam dolną wargę odruchowo, aż czuję metaliczny smak krwi.
Pomóż mi przetrwać te chwile zwątpienia, zagłusz głos nadziei, że jeszcze jest dla mnie szansa, że jeszcze mogę się wycofać…
Nie muszę odchodzić stąd samotnie…Nie muszę odchodzić stąd bez ciebie…
Przepiękna cisza, osnuta mgłą tego poranka.
Stróżka szkarłatnego płynu osuwa się powoli wzdłuż mojego nadgarstka, ku palcom, by wreszcie na ich końcach popełnić samobójstwo i rzucić się wprost na ziemię, obok mojego ciała.
Wszystko dzieje się tak bardzo powoli…
Gdzie podział się ból? Teraz tylko on jest w stanie obudzić mój umysł, tak by przywołał znów na myśl twój obraz, tylko on może znów poruszyć moje serce…
Unoszę to ostrze, moją klęskę i wybawienie.
Jeden gwałtowny ruch.
Ból wzmaga się, czuję go tuż pod żebrami, coraz głębiej, aż rozchodzi się po całym ciele.
Mimowolnie trzęsę się, daję się ponieść temu wrażeniu, jakie czyni.
Tkwiłeś w tym bólu tak samo realnie, jak w moich marzeniach…
Och, chciałabym móc cię wyśnić…Ale już jest za późno na krótkie sny.
Nie ma już ratunku, spadam na dno, powoli, bardzo powoli…
Nastąpi teraz ulga, cudowny sen…Obiecaj mi, że tam będziesz! Obiecaj, że na mnie tam zaczekasz!
Proszę, to moje ostatnie życzenie.
Jeśli nigdy nie byłeś prawdziwy, to może nareszcie będziesz przy mnie, gdy i ja przestanę istnieć?
Wyciągam ostrze do połowy, rozdzierając ponownie skórę.
Krztuszę się, jakby powietrze nagle stało się trujące.
Każdy wdech rani mnie głęboko w płuca, jakby je spalał. Coraz trudniej jest mi oddychać. Gdyby dane mi było chociaż móc poczuć twój zapach…Oddałabym te ostatnie sekundy za jedno zaciągnięcie się tą wonią…
Więc to tak wygląda koniec…
Nie ma tu światła.
Stoję niepewnie w ciemności, a nade mną rozsypane miliardy gwiazd. Nie ma mnie, nie ma nic.
Zniknął ból, ale nie zniknęła świadomość. Czekam na ciebie, przepełniona ostatnią nadzieją.
Dostrzegam cień za horyzontem. Porusza się i jest coraz bliżej.
Serce przyspiesza, bije coraz głośniej, choć jeszcze zaledwie chwilę temu zdawałam się je stracić…
Czy to ty?
Tak dobrze cię znam, ale tak naprawdę nigdy nie spotkałam naprawdę…
Jestem tak podekscytowana, mój sen nabiera barw, staje się rzeczywisty…!
Nie mogę już patrzeć i wyczekiwać, zamykam oczy.
Ziemia drży delikatnie, gdy się zbliżasz.
Proszę, by ten pierwszy raz był najpiękniejszym ze wszystkich, nawet gdyby miał być ostatnim…
Policzki znów zwilżają łzy, tym razem ze wzruszenia.
Czuję nareszcie twój smak, ten pierwszy, odkąd cię poznałam w moich marzeniach. Wraz z zetknięciem się naszych ust, czuję ukłucie w brzuchu i wiem, że właśnie stajesz się bardziej realny niż kiedykolwiek dotąd.
Dziękuję ci, że dotrzymałeś słowa.
Straciłam cielesne życie wierząc we wszystko, co powiedział mi mój sen. Moja dusza dopiero się narodziła.
Teraz jestem pewna, że już nigdy cię nie stracę. Nigdy nie odszedłeś, bo nigdy nie istniałeś. Czekałeś tylko, abym oddała ci własne życie, jako twój początek…
I jesteś najpiękniejszą chwilą ze wszystkich, jakie mogłam smakować…

Vuohi, (00.30) 

środa, 1 maja 2013

Obietnica

Lekki dreszcz przebiega po moich plecach, to przez energię, którą mi przesyłasz w jednym, drobnym dotyku. Światła, dookoła blask. Kolory tęczy, powieki opadają, są zbyt ciężkie bym mogła je udźwignąć...Tyle światła, tyle barw...
Dłonie trwają zetknięte ze sobą, jakby wzajemnie się przyciągały, a jednak wciąż się boję, że niedługo znikniesz i zniknie całe to ciepło, że pozostawisz po sobie jedynie pustkę...
Tylko ten dotyk jest obietnicą...
Muzyka zagłusza moje serce, bijące coraz szybciej i mocniej. Światła, drżące powietrze, wirujące kolory. Robi się duszno, niemal nie mam czym oddychać, pozostajesz tylko ty przede mną, wokół nie ma nic, tylko rozmyty obraz, tańczący z dudniącą muzyką. Ciemność rozdziera blask tysiąca reflektorów, raz się zapalają raz gasną, żyją własnym rytmem poza nami.
Ciepły, spokojny oddech na mojej skórze... Tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
Powietrze się zagęszcza, z trudem łykam je kolejny raz. Wiem, że jesteś, ale nie mam na to żadnego dowodu, prócz twoich obietnic, prócz tej wiary w ciebie, która trzyma mnie jeszcze przy życiu. Czuję ciebie, jest to wszystko, co mogę dziś otrzymać. Wszystko czego mogę zapragnąć.
Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samej. Zginę w tym blasku, pochłonie mnie ciemność, zmiażdży mnie muzyka, lęk połamie mi kości...
Czuję twój zapach, zaciągam się nim, wdycham go, czuję go w płucach, potem rozchodzi się po całym ciele. Najpiękniejsza woń ze wszystkich, jakie znam. Zapomnienie i uzależnienie w jednym wdechu.
Jedna, słodka sekunda przerwy, jest ciemno i cicho, słyszę fragment twego urywanego oddechu...
Musisz być prawdziwy.
Znów muzyka, hałas...Ciemność, światła, ciemność...
Myśli chcą współgrać z otoczeniem, pędzą tam i z powrotem, tłuką się w głowie. W uszach szumi krew, ciśnienie szybko wzrasta, potem znów opada...
Omdlenie w zabójczej prędkości...
Zamknij mnie przed całym światem.
Blisko, jesteś na wyciągnięcie ręki, ale dlaczego nie mogę cię dotknąć?
Ogłusza mnie hałas, oślepia mnie światło. Twój zapach mnie odurza, upadam coraz niżej. Motyle w brzuchu nie unoszą mnie już, tylko ciągną na dno... Chwyć mnie za rękę, pomóż mi wstać!
Góra, dół, góra...
Nogi same się uginają, chcą tańczyć, chcą mnie zanieść dalej, ale znów spadam, upadam...
Czuję twój smak przez ułamek sekundy, otwieram oczy, a twoje są zamknięte. Zielone światło oświetla twoją skórę. Potem czerwone, niebieskie, żółte.
Zmieniają się, tysiąc kolorów na sekundę, muzyka tłucze się w mojej głowie, chcąc zagłuszyć myśli.
Czy to pułapka? Zwabiłeś mnie tutaj, wiedziałeś, że pójdę za tobą wszędzie...A teraz mnie zniszczysz, zaprowadzisz nad przepaść, drogą usłaną pocałunkami...?
Ale nic na to nie poradzę, mogę teraz się rozpaść, mogę stać się niewyobrażalnie delikatna, tylko by to poczuć przez chwilę...
Jesteś, ale coraz słabiej czuję twój zapach. Zostawiasz tylko delikatny ślad na moich ustach, jakbym właśnie zetknęła je z płatkami więdnących róż...Ich intensywny zapach, dotyk i smak...odchodzą.
Rytm muzyki przejmuje kontrolę nad moim sercem, zamykam oczy ze zmęczenia, szukam cię na oślep.
Gdzie jesteś?
Jeszcze chwilę temu, ledwie minutę temu byłeś, czułam to na pewno...!
Dotyk zdawał się być taką piękną obietnicą... Gdzie jest ciepło twego oddechu? Twój skrawek życia, pozostawiony na moim ciele, gdzie on jest?
Otwieram szeroko oczy. Chwieję się na nogach.
Hałas, ludzie, tłumy. Światła, muzyka, drżenie ścian i podłogi w jej rytmie...
Coś ciągnie mnie na dół, czuję ciężkość w każdym centymetrze mojego ciała.
Robi się zimno, lodowaty pot na skroniach. Pochłania mnie ciemność, pochłania mnie niezliczona ilość kolorów. Sekunda czerni, sekunda blasku...
Nie mogę znieść tego zamieszania, chcę uciec... Ale nie mogę się ruszyć bez ciebie...
Wiedziałeś, że jesteś wszystkim dla mnie, wiedziałeś to dobrze, ale postanowiłeś zniknąć...
Słyszę teraz wszystko jakby z oddali, spod zmrużonych powiek dostrzegam tylko twoją oddalająca się postać. Łzy? Czy to łzy lśnią na twojej twarzy? Czy to moje własne przysłaniają mi ciebie?!
Słony smak na ustach, wracasz się pożegnać?
Nie odwracasz się... Krople na rzęsach rozpraszają światło.
Nie wrócisz, nie wrócisz by choć się pożegnać?!
Nie ma ciebie, a ja czuję, że się rozpadam. Tu mnie zaprowadziłeś, na krawędź, na skraj życia.
Upadam tak nisko, jak nigdy dotąd, wokół wszystko wiruje, a ciebie już po prostu nie ma.
Kochałam całym sercem, teraz całym swoim istnieniem. Wszędzie pozostał jakiś ślad, w każdym moim ruchu jest cząstka ciebie...
Światła, światła, światła....
Czerwień, zieleń, biel.
Umieram, chcę umrzeć... Dlaczego zniknąłeś? Czym było to wszystko? Sama to sobie wymyśliłam...
Tak bardzo o tobie marzyłam, tak pragnęłam twej bliskości, że uwierzyłam, że twój dotyk jest obietnicą.
Sądziłam, że zostaniesz ze mną...
Ktoś krzyczy, ktoś stara się podnieść mnie z podłogi, ktoś stara się mnie udźwignąć.
Ale ja już nie dam rady, wszystko co mogłam mieć, ciągnie mnie teraz na dno.
Pokochałam kogoś bez serca?
Nie masz serca?
Światła powoli gasną, muzyka cichnie... Wołasz mnie?
Nawet na mnie nie czekasz...To nie twój głos.
Do końca mam nadzieję, że zaraz się zjawisz, zabierzesz mnie stąd...
Ale tylko wykorzystałeś moją naiwność, zabrałeś wszystko, co chciałam ci dać.
Jestem taka pusta, pożarła mnie pustka, pochłonęła mnie nicość... Powoli wszystkie moje mięśnie tracą siłę, moje kości zanikają, znika cielesna powłoka...
Chwilę jeszcze moja dusza kręci się tu wokół, tańczy, próbuje cię znaleźć...
Jednak ty już zrobiłeś wszystko. Zabrałeś mnie tutaj, jakbyś chciał mi udowodnić moją głupotę, mój własny upadek.
Tak wiele obietnic kryło się w twoim zapachu, twoim dotyku...
Teraz została głucha cisza i pusta ciemność.
Rozpadłam się w samotności, w jakiej mnie pozostawiłeś...
I mimo wszystko wolałabym umierać z twojej ręki, niż w ten brutalny sposób, tęskniąc za kimś, kogo nigdy nie będę mieć...

Vuohi