wtorek, 25 września 2012

And I don't want to say "goodbye"...

Chłodny wiatr szarpie moje włosy. Nie mogę się obudzić, nie mogę odgarnąć ich z twarzy, nie mogę się ruszyć...
Nie czuję wcale bólu, nie czuję niczego, prócz oczywistych rzeczy jak lodowata, wilgotna ziemia pode mną, jak oszroniona trawa dotykająca mojego zimnego jak śnieg ciała. Nawet zamarznięta woda nie topnieje na mojej skórze...
Oczy na wpół zamknięte, dostrzegam pierwsze promienie wschodzącego słońca i nie chcę myśleć kto, jak i dlaczego to zrobił.
A może sama to zrobiłam? Sama doprowadziłam do własnej śmierci? Samozniszczenie jest takie banalne...
Nie mogę wstać, nie mogę się zbudzić, nie mogę zaistnieć na nowo. Musze czekać dopóki ktoś mnie tutaj nie odnajdzie....Czekam,  czekam na znak, jak mam sprawić byście mnie usłyszeli??
Umarłam, porzucili mnie, zostałam sama, mimo mroźnej nocy, a może nocy kilku, w jednej cienkiej osłonie własnej skóry. Mrok spowił moje ramiona, zapadam się powoli w tym miejscu, w którym tak właśnie tkwię od wielu godzin...
Chmury rozganiane przez światło, chmury jak cienkie obłoki nadziei, która ponoć ma umierać ostatnia...Tli się we mnie jej płomień, jeszcze istnieje, krzyczy we mnie "znajdą cię! ocalejesz! musisz ocaleć!" ....
Wierzyłam jej jeszcze chwilę temu, tej nocy tracić ja zaczęłam.. Już nie wybawi mnie nic, ja przestaję istnieć, zapadam się, coraz bardziej zapadam się....
Czuję jak kropla spada na mój brzuch, kolejne na me nogi, na szyję, na czoło...mokną moje włosy, coraz więcej kropel, resztka mego ciała uginająca się pod ciężarem deszczu.. Nie mogę się zasłonić, nie mogę rozgonić chmur, ani skulić się w kłębek, z dala od świata i od lodowatych strumieni wody, lejących się z nieba. 
Nawet niebo płacze nade mną.
Nawet ziemia drży pode mną.
Znajdź mnie, bo jeszcze nie mój czas, ja jeszcze nie chcę się pożegnać, ja jeszcze chcę tu zostać...!
Obudź mnie, chwyć za rękę, podnieś i wyciągnij z tego błota beznadziei, zabierz mnie stąd! Zabierz mnie!
Nie szukaj ich, zapomnij o tych co to uczynili, spójrz na mnie! Mijasz mnie tak obojętnie! Boże, spójrz na mnie! Nie uginaj nieba nad nimi! Zapomnij, odejdą! Zbaw mnie! Tylko ja zostaję, nie mogę niczego sama zrobić!
Pomóż mi, nie chcę odchodzić tak wcześnie....
Nie chcę pożegnać tego świata, nie chcę patrzeć na Was z góry, tak beznadziejnie nic nie mogąc uczynić....
Znikam, znikam cały czas, tak mało chwil, tak ulotnych, tak mało mi pozostało... Nie mogę nic zrobić sama...
Od tak, potykasz się o moje ręce, aniele...dostrzegasz zabłocone włosy, porzucone przez duszę ciało, osamotnione, wśród tej trawy....
Znaleźliście mnie, tak? Daj mi teraz odejść w spokoju, tak się musi stać, mimo, że ja nadal nie chcę się pożegnać....Nie chcę zniknąć tak łatwo..
Wzleciałam dzięki tobie, ponad niebo i zachody słońca, ponad te upały i te mroźne dni...
Tamci też odeszli, ukarani własnym sumieniem, moi "przyjaciele"...

Vuohi

niedziela, 16 września 2012

As You Wish

Jeśli chcesz wiedzieć, to tak, byłeś dla mnie wszystkim.
Właściwie jesteś nadal, ale to jest inna, długa i smutna historia.
Nie chcesz mych opowieści, nie chcesz mnie, więc odchodzę, jak sobie życzysz.
Moje odejście, jest ostatnim Twoim słowem, ostatnim pragnieniem, jakie dane mi poznać, tak?
Rozumiem.
Już mnie nie ma, popatrz, przecież znikam, odchodzę! Już nie musisz udawać, że tęsknisz, że Ci zależy...
Kogo ja oszukuję...ty nawet nie udawałeś....
Przepraszam, co ja Ci zrobiłam, że tak bardzo czujesz się skrzywdzony? Nie sądzisz, że to ja powinnam teraz płakać? Przecież sam tego chciałeś, powiedziałeś odejdź, więc odeszłam by cię więcej nie skrzywdzić.
Teraz jesteś kimś innym, masz swoje drugie życie, odcięte od przeszłości, w której znaczyłam dla Ciebie więcej niż wszystko...Tak? Tak jest, pomogę ci zapomnieć...
Cśś, to nie boli, tylko zamknę Ci oczy, a Ty policzysz do dziesięciu. Gdy je otworzysz - mnie już nie będzie, okej?
Auć.
Nawet nie próbujesz walczyć o to, bym została. Trochę boli, i boli to, że odejdę i nie będę z Tobą rozmawiać tak długo...ale skoro masz być wtedy szczęśliwy, proszę bardzo.
Jak sobie życzysz.
Boże, na co ja się godzę?! Popatrz ile robię! Serce naprawdę mi pęka, ale robię ot dla Ciebie!!!
Prawdopodobnie nigdy już się nie zakocham, nigdy nie będę szczęśliwa, bo moje serce zostaje przy Tobie, ale to nic! Odchodzę z tym wszystkim, tak jak sobie życzysz!!!
Czasem jak o mnie wspomnisz, jak śmiesz zatęsknić, wiesz gdzie mnie szukać, tak?
Niestety, ale zbyt Cię kocham, żeby odejść zupełnie i żeby pozwolić odejść Ci z moich myśli. Więc, zawsze możesz na mnie liczyć. Dobrze wiesz, że będę czekać póki się nie odezwiesz.
Marzę, by Cię kiedyś jeszcze zobaczyć, jeśli to niemożliwe, nie mów mi tego. Wolę żyć nadzieją.
Może zaprosisz mnie kiedyś, bym spojrzała na Twoje szczęście z nią. Może nazwiesz mnie przyjaciółką, a ja znów ze spokojem dam się poniżyć.
Póki co, trochę jeszcze będę płakać, ale to wiesz na pewno.
Bądź co bądź, zejdę Ci z oczu, tak jak sobie życzysz, w duchu mając cichą nadzieję, że może zatęsknisz szybciej niż obiecujesz...

Vuohi

wtorek, 11 września 2012

Love

Miłość do najbliższej osoby, ona jest życiem i szczęściem.
Daje nadzieje, dodaje sił na każdy dzień. Trwa na dobre i na złe. Wypełnia każdą chwilę życia i jest jego sensem. Zostawia ślad, na drodze donikąd.
Oddychasz nią.
Żyjesz nią.
Jesteś nią.
Ona jest tak piękna i nieznana...
Potrafi być także równie okrutna i bezlitosna.
Miłość nieodwzajemniona, jest jak wiecznie czekanie. Jest bólem i nieustannym staniem w miejscu. Kłuje w serce i rani duszę, ale nadal jest i wciąż istnieje. Nie daje o sobie zapomnieć.
Czujesz ją, nie możesz uciec. Pragniesz jej, ale nie możesz mieć w pełni.
Nagle życie, które było oddychaniem, biciem serca, potem miłością i tylko tą miłością....staje się jedynie umieraniem.
Umierasz powoli, odchodząc, masz ostatnią nadzieję, że choć na końcu poczujesz trochę szczęścia.
To, co się wydarzyło, jest tylko wytworem twej wyobraźni.
Nie martw się więc.
Już wygrałeś bilet na drugą stronę.

Ukojenie Twego bólu.

Vuohi