Chłodny wiatr szarpie moje włosy. Nie mogę się obudzić, nie mogę odgarnąć ich z twarzy, nie mogę się ruszyć...
Nie czuję wcale bólu, nie czuję niczego, prócz oczywistych rzeczy jak lodowata, wilgotna ziemia pode mną, jak oszroniona trawa dotykająca mojego zimnego jak śnieg ciała. Nawet zamarznięta woda nie topnieje na mojej skórze...
Oczy na wpół zamknięte, dostrzegam pierwsze promienie wschodzącego słońca i nie chcę myśleć kto, jak i dlaczego to zrobił.
A może sama to zrobiłam? Sama doprowadziłam do własnej śmierci? Samozniszczenie jest takie banalne...
Nie mogę wstać, nie mogę się zbudzić, nie mogę zaistnieć na nowo. Musze czekać dopóki ktoś mnie tutaj nie odnajdzie....Czekam, czekam na znak, jak mam sprawić byście mnie usłyszeli??
Umarłam, porzucili mnie, zostałam sama, mimo mroźnej nocy, a może nocy kilku, w jednej cienkiej osłonie własnej skóry. Mrok spowił moje ramiona, zapadam się powoli w tym miejscu, w którym tak właśnie tkwię od wielu godzin...
Chmury rozganiane przez światło, chmury jak cienkie obłoki nadziei, która ponoć ma umierać ostatnia...Tli się we mnie jej płomień, jeszcze istnieje, krzyczy we mnie "znajdą cię! ocalejesz! musisz ocaleć!" ....
Wierzyłam jej jeszcze chwilę temu, tej nocy tracić ja zaczęłam.. Już nie wybawi mnie nic, ja przestaję istnieć, zapadam się, coraz bardziej zapadam się....
Czuję jak kropla spada na mój brzuch, kolejne na me nogi, na szyję, na czoło...mokną moje włosy, coraz więcej kropel, resztka mego ciała uginająca się pod ciężarem deszczu.. Nie mogę się zasłonić, nie mogę rozgonić chmur, ani skulić się w kłębek, z dala od świata i od lodowatych strumieni wody, lejących się z nieba.
Nawet niebo płacze nade mną.
Nawet ziemia drży pode mną.
Znajdź mnie, bo jeszcze nie mój czas, ja jeszcze nie chcę się pożegnać, ja jeszcze chcę tu zostać...!
Obudź mnie, chwyć za rękę, podnieś i wyciągnij z tego błota beznadziei, zabierz mnie stąd! Zabierz mnie!
Nie szukaj ich, zapomnij o tych co to uczynili, spójrz na mnie! Mijasz mnie tak obojętnie! Boże, spójrz na mnie! Nie uginaj nieba nad nimi! Zapomnij, odejdą! Zbaw mnie! Tylko ja zostaję, nie mogę niczego sama zrobić!
Pomóż mi, nie chcę odchodzić tak wcześnie....
Nie chcę pożegnać tego świata, nie chcę patrzeć na Was z góry, tak beznadziejnie nic nie mogąc uczynić....
Znikam, znikam cały czas, tak mało chwil, tak ulotnych, tak mało mi pozostało... Nie mogę nic zrobić sama...
Od tak, potykasz się o moje ręce, aniele...dostrzegasz zabłocone włosy, porzucone przez duszę ciało, osamotnione, wśród tej trawy....
Znaleźliście mnie, tak? Daj mi teraz odejść w spokoju, tak się musi stać, mimo, że ja nadal nie chcę się pożegnać....Nie chcę zniknąć tak łatwo..
Wzleciałam dzięki tobie, ponad niebo i zachody słońca, ponad te upały i te mroźne dni...
Tamci też odeszli, ukarani własnym sumieniem, moi "przyjaciele"...
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz