niedziela, 30 grudnia 2012

Tak samo, a jednak inaczej

Jest dokładnie tak jak myślałam.
Choć się stale oszukuję, że to nieprawda, choć starałam się ukryć gdzieś jak najdalej każde wspomnienie o tobie, to tak naprawdę nigdy nie zniknąłeś z moich myśli. Ani z mojego serca, które postanawiasz zapewne znowu ranić, wracając....
Jest dokładnie tak, jak chciałam.
Choć niezupełnie chciałam, żeby bolało... chciałam....wiesz czego tak naprawdę chciałam?
Żebyś się czasem odezwał, żebyś mi powiedział co u Ciebie.. Co tak na serio, bo nie miałam ochoty słuchać tego człowieka, za którego obliczem się chowałeś mówiąc, że to nim jesteś.
Ja wiem jaki jesteś.
Przecież nie znałam bardziej wrażliwej osoby od Ciebie, nie myślałam nigdy, że ktoś może aż tak bardzo czuć, tak mocno myśleć... Obudź się, taki jesteś! Nie uwierzę, że jesteś skończonym idiotą czy chamem... To, że starałeś się mi to wielokrotnie uświadomić przez jakiś czas...to o niczym nie świadczy!
Czuję, że coś jest nie tak.
I co - zniknąłeś, a ja sobie w duchu cicho wierzyłam, że wrócisz. Na pewno.
A wokół było i jest pełno kłamstw, wokół świat rozszarpie na strzępy wszystko co masz, jeśli się nie obronisz, jeśli nie odnajdziesz kogoś, dla kogo w ogóle warto się bronić...
Nagle tak znowu się zjawiasz, czasem wspomnisz, że jest tak sobie.
Może nie jest najlepiej.
Gdy potem po prostu dzwonisz, żeby się pożegnać.
I ja słyszę, że coś wewnątrz ciebie pęka na pół. Co to jest, jeśli nie to serce, które tak cholernie za wszelką cenę starałeś się ukryć?!
Boże, przecież kazałeś mi zapomnieć, zapomniałeś, zniknąłeś i myślałeś, że ja się na to nabiorę?!
Miałam zachować się jak wszyscy? Ja widzę, kim jesteś naprawdę! Wiem to i zawsze wiedziałam.
Mówisz, że tak naprawdę nigdy nie było dobrze... To po co, powiedz - po co mnie oszukiwałeś?!
Dla mojego dobra?!
Zupełnie jakbym nie krzyczała gdzieś za twoimi plecami, że jest mi źle, że umieram....ale nie. Ty nadal grałeś w te swoje gierki - "jestem zły, jestem podły" .
A teraz co? Stoisz na krawędzi, wyciągasz telefon i do kogo zadzwonisz?
Do mnie.
Żeby się pożegnać.
Liczyłeś na to, że tym razem naprawdę dam ci odejść? Nigdy nie pozwoliłam, zbyt wiele poświęciłam, żebyś znów mógł mnie wciągnąć w tą swoją zabawę w smutne życie.
Trochę za bardzo się wczułam, wiesz? Może trzeba było od początku być szczerym, co?
"Pokaże odwagę ten kto odchodzi..."
Gówno prawda.
Odwagę, pokaże ten, który wytrwa wtedy, kiedy jest najgorzej.

Vuohi

środa, 26 grudnia 2012

Ryba i Ptak

Wolny na wietrze
przed siebie prze i gna
leci po niebie
muzykę wiatr mu gra

Pod powierzchnią wody
przepływa niczym myśl
wolna od ducha pogody
sama wśród innych ryb

Na własność mają
wody i przestworza
a za towarzystwo -
chmury oraz morza

Na cóż jednak tej wolności
tyle los kosztować dał
kiedy nie zna ptak miłości
a ryba tylko siebie ma...?

Vuohi , 26.12.12

niedziela, 23 grudnia 2012

Jeden wieczór

Był to dzień przed wigilią, było chłodno. Za oknem sypał wyczekany przez wszystkich śnieg, który ani trochę nie przejmował się zziębniętymi ludźmi co chwila przechodzącymi po chodniku. Nikt tak naprawdę nie domyślał się, że spadnie on akurat w tej chwili, gdy dzień już powoli dobiegał końca. W jednym z przydrożnych domów, światło paliło się tylko w jednym pokoju, i choć było słabe, ktoś siedzący w fotelu wytężał wzrok i czytał książkę. Niczego mu nie trzeba, nic mu nie potrzebne. Na święta może być sam, chce być sam... aby więcej nie rozmyślać na ten temat, zajął się własnie tą książką. A jednak patrząc wstecz, zawsze był przy nim ktoś. Jeszcze rok temu, była ona. Sprawiała swym uśmiechem, że chciało się wracać do domu. Dom był cały dla niej i chciało się żyć po prostu dla niej. A odeszła zbyt niespodziewanie...Poza nią nie miał nikogo. Na pozór nikogo, bo przecież świat pełen był ludzi. Ale wolał być sam, zostać sam, czytając kolejny rozdział książki fantasy. Fantasy, bo wcale nie przypominała tego szarego, prostego świata wokół, o którym chciał zapomnieć. Chłonął każdą jej stronę i każde zapisane na niej słowo, z całej siły skupiając się tylko na niej.
A tymczasem, gdzieś za oknem, szedł ktoś inny, ktoś mały, niski i chudy. Zziębnięty i wyczerpany, ale ani trochę nie spieszył się przed siebie. Nie uciekał przed śniegiem. Może nie uciekał tylko dlatego, że nie miał dokąd?
Może jeszcze jeden dom...sprawdzi w ostatnim domu...więcej już nie da rady, to musi być tu! Musiał znaleźć schronienie choć na tę jedną noc... Ale nikogo dla niego nie było. W pierwszym domu, nie mieszkał nikt, w drugim, nikogo nie obchodził chłopiec bez dachu nad głową. Z poszarpaną duszą gdzieś wewnątrz, z głową pełną niespełnionych marzeń... Dalej była pusta droga, którą przemierzał resztkami sił, z resztką nadziei...
Może jednak tym razem się uda?
Podszedł do drzwi, uniósł rękę i zapukał trzy razy. Człowiek w środku ocknął się, odgłos wyrwał go z czytania lektury. Nikogo się nie spodziewał, nikogo nie chciał widzieć. Oparł się więc z powrotem na oparciu swego fotela i zaczął szukać wzrokiem miejsca na stronie, w którym skończył czytać, gdy wtem usłyszał ponowne pukanie do drzwi. Wstał, odkładając książkę z lekką irytacją, po czym udał się w kierunku drzwi. Przekręcił jeden zamek, potem następny, chwycił za klamkę, i nagle lodowaty wiatr wdarł się do środka. Wbił wzrok przed siebie - nic nie ujrzał, więc spojrzał na dół. Ujrzał chłopca w niebieskiej, cienkiej kurtce.
"Czego tutaj szukasz, mały? Kolędnicy chyba nie chodzą jeszcze o tej porze... a już na pewno nie samotnie..." Zapytał ochrypłym głosem. " Ja... nie mam dokąd iść... i jestem głodny." Odparł. Starszy mężczyzna poczuł dziwne ukłucie w sercu.
"Och.. mam niewiele, ale dla Ciebie na pewno się coś znajdzie.." Pierwszy raz od wielu miesięcy, uśmiechnął się, sam od siebie, do kogoś.
Chłopiec zjadł ciepły posiłek w milczeniu, a milczeli obaj. Na koniec, starzec zapytał: "Dlaczego nie jesteś w domu ze swoją rodziną?"
Mały spojrzał na niego uważnie. "Uciekłem. Moja rodzina... chyba nie potrafi być rodziną..." zamyślił się.
"wiesz... - zaczął tamten - czasem warto docenić to, że w ogóle jeszcze ją masz. Bo widzisz...ja także uciekłem.. Uciekłem sam od siebie, bo nie mam już nikogo." Spojrzał, widząc w chłopcu jakąś niewykorzystaną szansę ze swojego życia. "No, pożyczę ci jakieś cieplejsze ubranie, zjesz coś jeszcze...i wracaj do domu. Rodzice na pewno się martwią..."
"Ale...jak mam się odwdzięczyć?"
"Obiecaj mi, że od dziś będziesz doceniał to, co masz, zgoda?" Stary człowiek uśmiechnął się kolejny raz. Mógł dać komuś to, czego nie potrafił wykorzystać, będąc sam odkąd takim go zostawiono. Czasem po prostu docenia się coś, dopiero wtedy, gdy nam tego zabraknie....

Vuohi