Jest dokładnie tak jak myślałam.
Choć się stale oszukuję, że to nieprawda, choć starałam się ukryć gdzieś jak najdalej każde wspomnienie o tobie, to tak naprawdę nigdy nie zniknąłeś z moich myśli. Ani z mojego serca, które postanawiasz zapewne znowu ranić, wracając....
Jest dokładnie tak, jak chciałam.
Choć niezupełnie chciałam, żeby bolało... chciałam....wiesz czego tak naprawdę chciałam?
Żebyś się czasem odezwał, żebyś mi powiedział co u Ciebie.. Co tak na serio, bo nie miałam ochoty słuchać tego człowieka, za którego obliczem się chowałeś mówiąc, że to nim jesteś.
Ja wiem jaki jesteś.
Przecież nie znałam bardziej wrażliwej osoby od Ciebie, nie myślałam nigdy, że ktoś może aż tak bardzo czuć, tak mocno myśleć... Obudź się, taki jesteś! Nie uwierzę, że jesteś skończonym idiotą czy chamem... To, że starałeś się mi to wielokrotnie uświadomić przez jakiś czas...to o niczym nie świadczy!
Czuję, że coś jest nie tak.
I co - zniknąłeś, a ja sobie w duchu cicho wierzyłam, że wrócisz. Na pewno.
A wokół było i jest pełno kłamstw, wokół świat rozszarpie na strzępy wszystko co masz, jeśli się nie obronisz, jeśli nie odnajdziesz kogoś, dla kogo w ogóle warto się bronić...
Nagle tak znowu się zjawiasz, czasem wspomnisz, że jest tak sobie.
Może nie jest najlepiej.
Gdy potem po prostu dzwonisz, żeby się pożegnać.
I ja słyszę, że coś wewnątrz ciebie pęka na pół. Co to jest, jeśli nie to serce, które tak cholernie za wszelką cenę starałeś się ukryć?!
Boże, przecież kazałeś mi zapomnieć, zapomniałeś, zniknąłeś i myślałeś, że ja się na to nabiorę?!
Miałam zachować się jak wszyscy? Ja widzę, kim jesteś naprawdę! Wiem to i zawsze wiedziałam.
Mówisz, że tak naprawdę nigdy nie było dobrze... To po co, powiedz - po co mnie oszukiwałeś?!
Dla mojego dobra?!
Zupełnie jakbym nie krzyczała gdzieś za twoimi plecami, że jest mi źle, że umieram....ale nie. Ty nadal grałeś w te swoje gierki - "jestem zły, jestem podły" .
A teraz co? Stoisz na krawędzi, wyciągasz telefon i do kogo zadzwonisz?
Do mnie.
Żeby się pożegnać.
Liczyłeś na to, że tym razem naprawdę dam ci odejść? Nigdy nie pozwoliłam, zbyt wiele poświęciłam, żebyś znów mógł mnie wciągnąć w tą swoją zabawę w smutne życie.
Trochę za bardzo się wczułam, wiesz? Może trzeba było od początku być szczerym, co?
"Pokaże odwagę ten kto odchodzi..."
Gówno prawda.
Odwagę, pokaże ten, który wytrwa wtedy, kiedy jest najgorzej.
Vuohi
Choć się stale oszukuję, że to nieprawda, choć starałam się ukryć gdzieś jak najdalej każde wspomnienie o tobie, to tak naprawdę nigdy nie zniknąłeś z moich myśli. Ani z mojego serca, które postanawiasz zapewne znowu ranić, wracając....
Jest dokładnie tak, jak chciałam.
Choć niezupełnie chciałam, żeby bolało... chciałam....wiesz czego tak naprawdę chciałam?
Żebyś się czasem odezwał, żebyś mi powiedział co u Ciebie.. Co tak na serio, bo nie miałam ochoty słuchać tego człowieka, za którego obliczem się chowałeś mówiąc, że to nim jesteś.
Ja wiem jaki jesteś.
Przecież nie znałam bardziej wrażliwej osoby od Ciebie, nie myślałam nigdy, że ktoś może aż tak bardzo czuć, tak mocno myśleć... Obudź się, taki jesteś! Nie uwierzę, że jesteś skończonym idiotą czy chamem... To, że starałeś się mi to wielokrotnie uświadomić przez jakiś czas...to o niczym nie świadczy!
Czuję, że coś jest nie tak.
I co - zniknąłeś, a ja sobie w duchu cicho wierzyłam, że wrócisz. Na pewno.
A wokół było i jest pełno kłamstw, wokół świat rozszarpie na strzępy wszystko co masz, jeśli się nie obronisz, jeśli nie odnajdziesz kogoś, dla kogo w ogóle warto się bronić...
Nagle tak znowu się zjawiasz, czasem wspomnisz, że jest tak sobie.
Może nie jest najlepiej.
Gdy potem po prostu dzwonisz, żeby się pożegnać.
I ja słyszę, że coś wewnątrz ciebie pęka na pół. Co to jest, jeśli nie to serce, które tak cholernie za wszelką cenę starałeś się ukryć?!
Boże, przecież kazałeś mi zapomnieć, zapomniałeś, zniknąłeś i myślałeś, że ja się na to nabiorę?!
Miałam zachować się jak wszyscy? Ja widzę, kim jesteś naprawdę! Wiem to i zawsze wiedziałam.
Mówisz, że tak naprawdę nigdy nie było dobrze... To po co, powiedz - po co mnie oszukiwałeś?!
Dla mojego dobra?!
Zupełnie jakbym nie krzyczała gdzieś za twoimi plecami, że jest mi źle, że umieram....ale nie. Ty nadal grałeś w te swoje gierki - "jestem zły, jestem podły" .
A teraz co? Stoisz na krawędzi, wyciągasz telefon i do kogo zadzwonisz?
Do mnie.
Żeby się pożegnać.
Liczyłeś na to, że tym razem naprawdę dam ci odejść? Nigdy nie pozwoliłam, zbyt wiele poświęciłam, żebyś znów mógł mnie wciągnąć w tą swoją zabawę w smutne życie.
Trochę za bardzo się wczułam, wiesz? Może trzeba było od początku być szczerym, co?
"Pokaże odwagę ten kto odchodzi..."
Gówno prawda.
Odwagę, pokaże ten, który wytrwa wtedy, kiedy jest najgorzej.
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz