Był to dzień przed wigilią, było chłodno. Za oknem sypał wyczekany przez wszystkich śnieg, który ani trochę nie przejmował się zziębniętymi ludźmi co chwila przechodzącymi po chodniku. Nikt tak naprawdę nie domyślał się, że spadnie on akurat w tej chwili, gdy dzień już powoli dobiegał końca. W jednym z przydrożnych domów, światło paliło się tylko w jednym pokoju, i choć było słabe, ktoś siedzący w fotelu wytężał wzrok i czytał książkę. Niczego mu nie trzeba, nic mu nie potrzebne. Na święta może być sam, chce być sam... aby więcej nie rozmyślać na ten temat, zajął się własnie tą książką. A jednak patrząc wstecz, zawsze był przy nim ktoś. Jeszcze rok temu, była ona. Sprawiała swym uśmiechem, że chciało się wracać do domu. Dom był cały dla niej i chciało się żyć po prostu dla niej. A odeszła zbyt niespodziewanie...Poza nią nie miał nikogo. Na pozór nikogo, bo przecież świat pełen był ludzi. Ale wolał być sam, zostać sam, czytając kolejny rozdział książki fantasy. Fantasy, bo wcale nie przypominała tego szarego, prostego świata wokół, o którym chciał zapomnieć. Chłonął każdą jej stronę i każde zapisane na niej słowo, z całej siły skupiając się tylko na niej.
A tymczasem, gdzieś za oknem, szedł ktoś inny, ktoś mały, niski i chudy. Zziębnięty i wyczerpany, ale ani trochę nie spieszył się przed siebie. Nie uciekał przed śniegiem. Może nie uciekał tylko dlatego, że nie miał dokąd?
Może jeszcze jeden dom...sprawdzi w ostatnim domu...więcej już nie da rady, to musi być tu! Musiał znaleźć schronienie choć na tę jedną noc... Ale nikogo dla niego nie było. W pierwszym domu, nie mieszkał nikt, w drugim, nikogo nie obchodził chłopiec bez dachu nad głową. Z poszarpaną duszą gdzieś wewnątrz, z głową pełną niespełnionych marzeń... Dalej była pusta droga, którą przemierzał resztkami sił, z resztką nadziei...
Może jednak tym razem się uda?
Podszedł do drzwi, uniósł rękę i zapukał trzy razy. Człowiek w środku ocknął się, odgłos wyrwał go z czytania lektury. Nikogo się nie spodziewał, nikogo nie chciał widzieć. Oparł się więc z powrotem na oparciu swego fotela i zaczął szukać wzrokiem miejsca na stronie, w którym skończył czytać, gdy wtem usłyszał ponowne pukanie do drzwi. Wstał, odkładając książkę z lekką irytacją, po czym udał się w kierunku drzwi. Przekręcił jeden zamek, potem następny, chwycił za klamkę, i nagle lodowaty wiatr wdarł się do środka. Wbił wzrok przed siebie - nic nie ujrzał, więc spojrzał na dół. Ujrzał chłopca w niebieskiej, cienkiej kurtce.
"Czego tutaj szukasz, mały? Kolędnicy chyba nie chodzą jeszcze o tej porze... a już na pewno nie samotnie..." Zapytał ochrypłym głosem. " Ja... nie mam dokąd iść... i jestem głodny." Odparł. Starszy mężczyzna poczuł dziwne ukłucie w sercu.
"Och.. mam niewiele, ale dla Ciebie na pewno się coś znajdzie.." Pierwszy raz od wielu miesięcy, uśmiechnął się, sam od siebie, do kogoś.
Chłopiec zjadł ciepły posiłek w milczeniu, a milczeli obaj. Na koniec, starzec zapytał: "Dlaczego nie jesteś w domu ze swoją rodziną?"
Mały spojrzał na niego uważnie. "Uciekłem. Moja rodzina... chyba nie potrafi być rodziną..." zamyślił się.
"wiesz... - zaczął tamten - czasem warto docenić to, że w ogóle jeszcze ją masz. Bo widzisz...ja także uciekłem.. Uciekłem sam od siebie, bo nie mam już nikogo." Spojrzał, widząc w chłopcu jakąś niewykorzystaną szansę ze swojego życia. "No, pożyczę ci jakieś cieplejsze ubranie, zjesz coś jeszcze...i wracaj do domu. Rodzice na pewno się martwią..."
"Ale...jak mam się odwdzięczyć?"
"Obiecaj mi, że od dziś będziesz doceniał to, co masz, zgoda?" Stary człowiek uśmiechnął się kolejny raz. Mógł dać komuś to, czego nie potrafił wykorzystać, będąc sam odkąd takim go zostawiono. Czasem po prostu docenia się coś, dopiero wtedy, gdy nam tego zabraknie....
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz