Nie jestem pewna, co się właściwie stało.
Zasnęłam? Było tak ciepło, czułam się dobrze po raz pierwszy od wielu lat. Każdy dzień dotąd był udręką, walczyłam sama z sobą. Nie widziałam światła...
Aż do dziś.
Uderzyło we mnie, rażąc w oczy, oślepiając, a ja nie mogłam się ruszyć. Potem wzniosłam się w górę, i tak oto jestem; teraz, tu, w tym miejscu.
Lecz chyba coś jest nie tak, nie powinnam tu być. Coś ściska mój żołądek, gdy staram się sobie przypomnieć, jak się tu znalazłam. Przecież musiało być coś przed, musiało istnieć życie, skoro istnieje pamięć.
Na jedną krótką chwilę, w mej głowie pojawia się jakiś obraz, zdaje się być zapisany głęboko w moim umyśle, ale nie umiem go rozszyfrować...Dwoje niebieskich oczu.
Smutne spojrzenie, jakaś pustka wdzierająca się przez nie do wnętrza, ale nic się w nich nie odbija, nie mam pojęcia, co ujrzały...
Nie posiadam już ciała, nie czuję go, a jednak opadam coraz niżej, aż w końcu leżę, a moje powieki opadają. Staram się sobie przypomnieć, jak to się wszystko zaczęło.
Spodziewam się radosnych wspomnień, lecz uderza we mnie tylko smutek, jak wielka fala, która rozbija się o skalny brzeg.
Palą mnie nadgarstki.
Chcę poznać siebie, to pragnienie zgniata mnie od wewnątrz i nie jestem w stanie się poruszyć; muszę leżeć i czekać, aż wszystko się zacznie... Błękitne spojrzenie. Czuję je na sobie, w myślach te oczy płaczą, co sprawia, że przypominam sobie więcej. Już je kiedyś widziałam w tym stanie...
- Mamo, otwórz drzwi! - Głos dobiega z oddali. Cichy, niepewny i pełen strachu. Mnie także zaczynają piec oczy, choć nie wiem dlaczego.
Jeszcze wcześniej.
Ktoś odszedł. Odszedł od nas. Zostałam ja i tylko ten cichy, przestraszony głos.
Kolejne wspomnienia targają mną, cała drżę i nie panuję nad sobą, czymkolwiek teraz jestem. Powoli dociera do mnie wszystko, co miało miejsce dużo wcześniej.
Było tak pięknie... Wszystko o czym kiedykolwiek marzyłam, stało się jedną osobą. Razem mieliśmy budować nasz świat, wszystko układało się po naszej myśli... Stworzeni dla siebie, istniejący dla siebie...
- ...dopóki śmierć nas nie rozłączy. - Jego głos dostaje się prosto do serca, uderza w nie i wówczas czuję, że już kiedyś pękło. Jak to możliwe?
Obrazy pojawiają się przed moimi oczami, jak pokaz slajdów; widzę dom, piękny i jeszcze pusty w środku. Nowe życie, nowe szanse...
Wychodzę na dwór tylnymi drzwiami, słońce rzuca się na mnie. Wszyscy są w ogrodzie, śmieją się. Gratulują.
Jakaś kobieta o jasnych włosach podnosi kieliszek ku górze. Reszta zebranych naśladuje ją...a On mnie obejmuje...
On...znam dobrze tę twarz, znam te błękitne oczy, ten ciepły uśmiech. Gdzieś w środku, za nimi...tam jest mój świat.
Czuję nieprzyjemne ukłucie w sercu.
- Na zawsze. Tylko ty i ja. - Szeptane do ucha co noc.
Potem co drugą noc.
Co tydzień.
Raz na jakiś czas...
Wszystko przemija, wszystko ma swój początek i swój koniec. Miłość nie może być wieczna, uczuć nie można przysięgać...
Wszystko co przeżyłam wraca do mnie, lecz nadal nie wiem, jak się to skończyło. Przypominam sobie każdą kłótnię po kolei, słowa raniące jak ostrza. Jego ostry głos; przeciwieństwo tego, którym szeptał te wszystkie obietnice...
Kolejne obrazy, zapisane w mej pamięci. Lustro za mgłą, moje oczy takie obce, pełne łez...gdy przyglądam się swemu odbiciu. Gdy przenoszę wzrok na zaokrąglony brzuch.
"Tylko ty i ja. Na zawsze..." - Szepcze głos w mojej głowie.
I przepraszał potem nieraz, mówił, że damy radę wszystko naprawić.
Naprawić co?
Czy nowe życie było błędem? Nasze wspólne dzieło okazało się dla Niego czymś niechcianym?
Starał się naprawić, tak jak obiecywał.
Używając potem pięści, zaciskając ręce na moich nadgarstkach.
Używając potem pięści, zaciskając ręce na moich nadgarstkach.
- Masz się tego pozbyć, inaczej koniec z nami, rozumiesz? - Syczy przez zaciśnięte zęby, prosto w moją twarz, a ja...
Ja nadal kocham go ponad życie.
Jak mogłabym się pozbyć jego części, zapisanej we mnie, obiecanej i wyczekiwanej...?
Czas miał wszystko wyleczyć, czas miał nam pomóc. Miał mnie uratować, podczas gdy wszyscy inni zniknęli z mojego życia. I płynął coraz szybciej, a dziewięć miesięcy zniknęło, choć pozostawiło blizny, głęboko w moim sercu, i wyryło je także na ciele...
Nie zjawił się On, którego kochałam nad życie, którego nigdy nie przestałam pragnąć, mimo że jedyne co do mnie czuł, to obrzydzenie... Nie chciał nawet widzieć dziecka, nie miał odwagi spojrzeć w te małe, niebieskie oczka pełne wiary.
Piękny dom, choć pełen rzeczy i mebli, ponownie stał się pusty. Okradziony z jego obecności, bo postanowił odejść.
"Ty. Ja. Tylko my, na zawsze."
Wspomnienia palą mnie od wewnątrz, rozdzierają, lecz muszę skończyć to, co zaczęłam, muszę przejść przez to wszystko raz jeszcze, by wiedzieć, jak się tu znalazłam.
Prócz tej jednej istoty obok mnie i co miesięcznej koperty z pieniędzmi, nie pozostało mi już zupełnie nic, co mogłoby mieć z Nim jakiś związek. Żadna pamiątka. Ani słowa, od Tego, który przysięgał wszystko, dopóki śmierć nas nie rozłączy...
Trzy lata.
I choć starałam się wszystko uporządkować i zacząć od nowa, obraz w lustrze nigdy się nie zmieniał. Nadal widziałam siebie, tylko siebie, jak za mgłą.
Niebieskie oczy, błękitne spojrzenie...Tylko dla niego istniałam, tylko ono widziało we mnie cały swój świat...Lecz nie potrafiłam w nie więcej patrzeć, nie mogłam przestać widzieć w nich Jego.
- Mamo, otwórz drzwi.
Nigdy nie pozwalałam mu rozmawiać o ojcu. Nigdy się nie dowiedział, że istniał ktoś jeszcze. Ktoś o takim samym spojrzeniu, ktoś, kogo część była zapisana i we mnie, i w nim.
Cztery lata.
Ta sama posadzka, codziennie brudzone krwią płytki w łazience, obmywane łzami.
A za drzwiami cichy, przestraszony głos. Dziecko, przyzwyczajone do matki zamykającej się co wieczór na kilka godzin. Odkąd tylko pamięta, odkąd tylko stara się zrozumieć...
Mimo, że każdego dnia napotyka zamknięte drzwi, nie przestaje prosić.
- Mamo, proszę, otwórz drzwi! - I boi się każdej, samotnej sekundy...
A ja chciałam tylko zasnąć. Powiedzieć mu, że mamusia tylko zamknie oczy na jakiś czas, a potem znów się pobawimy, lecz nie będę już patrzyć w te piękne, niebieskie oczy.
Znów palą mnie nadgarstki i ból, jaki wywołują kolejne myśli, niszczy mnie, uderza we mnie ze zwiększoną siłą. Chcę już przestać, chcę to zakończyć, ta ostatnia chwila jest jak znamię, którego nie da się pozbyć, jak blizna, której nie mogę zetrzeć.
Głęboka rana, krwawi po latach, chcę się wydostać na zewnątrz...
- Mamo, jestem głodny! - Lecz drzwi od łazienki nie otwierają się już trzy godziny, woda leje się do wanny, mimo że ta, jest już prawie pełna.
Jest mi tak ciepło i czuję się dobrze, nareszcie po tylu latach...
Woda robi się czerwona, ale ból na skórze rąk przestaje istnieć, podobnie jak zapłakany, cichy głos, dobiegający zza drzwi.
Czy jestem aż tak okrutną matką i egoistką?
Nie chciałam spełnić Jego prośby i pozbyć się tego, póki żyło we mnie. Odszedł.
Błękitne oczy, które patrzyły we mnie wiernie przez ostatnie cztery lata, kiedy nie było Jego, pozostały i... Wypalały dziurę w moim sercu. Nie mogłam tak dłużej tego ciągnąć, beze mnie będzie mu lepiej.
Bez matki, zamykającej się codziennie w łazience.
Czuję, że znikam, gdy otacza mnie światło i przyjemne ciepło...
- Mamo! Otwórz drzwi!
Głos niesie się echem po mojej głowie, gdy spoczywam bezcielesna w obcym miejscu, którego nadal nie potrafię nazwać, lecz już wiem, jak się tu znalazłam. Nie ma nieba dla dusz, które się poddały. Karą jest przeżywanie tego samego bólu bez końca.
Nie ma nadziei...
- Przepraszam, kochanie... - Szepczę. - Mamusia już więcej się nie obudzi.
Vuohi
Z pozycji obserwatora jest to makabryczny i szokujący obraz,
OdpowiedzUsuńale samo realne życie też niejednokrotnie szokuje i to bez wyrafinowanej poezji.
Rasowo przedstawiony opis doznań matki ...jesteś jak zawsze wielka <3
Athletics - II --świetny kawałek!
Myślę, że już wiesz, kto wysłał mi ten utwór ;)
UsuńDziękuję, jak zawsze.