Moje życie odeszło, wraz z pierwszym Twym krokiem w przeciwną stronę.
Poszarzało mi serce, na ten widok.
Jesteśmy wieczni, jesteśmy wieczni, my nigdy nie umrzemy, nigdy się nie rozstaniemy...
Szczęście opuściło moje wnętrze, wyleciało z mojego ciała jak woń zgnilizny i uniosło się wokół mnie, nieosiągalne, tak bym mogła patrzeć na nie i tęsknić...
Tylko tęsknić.
I by ten widok odrzucał innych, żebym była sama. Samotna, bez Ciebie zupełnie opuszczona, pusta, umierająca. Bo umieram, właśnie teraz.
Stoję niczym posąg z kamienia, a w moje płuca wsiąka trucizna cuchnącego powietrza. Widzę Ciebie jak znikasz za rogiem, w myślach echem odbijają się Twoje kroki.
Jesteś zabójcą, jesteś mordercą, jesteś złodziejem.
Zabiłeś mnie, zabiłeś, ukradłeś mi serce.
Rozrywa mnie od wewnątrz nieznane uczucie. Gorycz moczy moje rzęsy, brudzi policzki, wypływa z moich ust. To nie jest prawda, jaką znam. To jest koszmar.
To tylko sen, z którego za chwilę mnie obudzisz, prawda?
Cśś, kołyszesz mnie swych ramionach...
...To śmierć mnie swymi rękami oplata.
Wbija swoje kościste palce w moją skórę, przekłuwa ją, niszczy...!
Całe moje życie odeszło, całe moje szczęście odeszło!
Zestarzało się moje serce, na Twoje odejście, kochanie...Byliśmy wieczni, a moja młodość umarła.
Moja młodość jest martwa, ale miłość wciąż żyje, bo ja wieczność Ci przysięgłam, ja słowa dotrzymałam, ja zostałam...
Kłamco. Podlewałeś tę różę każdego dnia, aż przekwitła. Aż z jej kolców, zaczął sączyć się jad. Teraz wyrwałeś ją z ziemi, rzuciłeś na lód, by umarła z tęsknoty za życiem...!
Karmiłeś ją codziennie, karmiłeś ją słowami, obietnicami...miłością.
Gdybyś tylko ją szanował...zostałbyś choć na chwilę, będąc u jej boku, gdy umiera, będąc przy niej w tych ostatnich chwilach...
Trąca mnie wiatr, wirując dookoła, a ja stoję niewzruszona, bo wszystko we mnie stara się zrozumieć...
Jak mogłeś?
Jest mi zimno. Jest mi tak zimno, że nie czuję własnego ciała.
Że skostniały moje myśli, a uczucia zamarzły.
Chcę Ciebie, chcę Twoich ramion, chcę Twojego uścisku! To nic nie znaczy, że tak Ciebie pragnę, tak Ciebie kocham, mimo że wczoraj jeszcze byliśmy wieczni...
Bo byliśmy, pamiętasz?
Z biegiem czasu tylko pojawiły się drobne rysy na mych rękach, gdy chciałam ogrzać tę różę, dać jej ciepło, by mogła dalej żyć. Wówczas jej kolce potargały moją skórę, ale to nie miało znaczenia, bo robiłam to...dla Ciebie.
Dla nas.
A teraz stoję bez ruchu, a moje stopy wrastają w ziemię. Zapuszczam korzenie i staję się wielkim, starym drzewem. Nie wiecznym, ale nieruchomym.
Bez Ciebie, moje kochanie.
Moje słońce...
Nie Ty mnie teraz ogrzewasz. Nic tego nie zastąpi, bo byłeś jedynym, który dawał mi takie ciepło. Dla Ciebie mogłabym zrobić wszystko, więc dlaczego teraz tu jestem? Dlaczego zamieniam się w kamień?
Ach, bo poprosiłeś o to.
Odejdę, a ty tu zostań. Proszę, nigdy nie próbuj mnie znaleźć. Nie idź za mną.
Bądź spokojny, najdroższy.
Nie będę Cię szukać.
Nie będę wierzyć, że tylko śmierć nas rozłączy.
Nie będę się wykrwawiać dla Ciebie...
I wybacz memu sercu, że choć stare już i przetarte, to jeszcze nie pojmuje...
Bo ono nigdy nie przestanie Cię kochać.
Będzie biło dla Ciebie.
Będzie biło wiecznie.
Vuohi