sobota, 22 lutego 2014

Przeczulenie

Cierpkie są łzy, które połykam zawzięcie
Bo obmyły mą twarz ze wszystkich trosk
Stłumiły drgania brody swym zaklęciem
Uciszyły tłukące się serce i mrok

Jedna po drugiej; czuję każdą z nich
Każdej dotyk delikatny i miękki
Czuję, jak z nimi ucieka ze mnie wstyd
I nienawiść, i ból, i strach.

Przeczuwam burze, nadchodzące z daleka
I deszcze, które w moje strony goni wiatr
Chmury się czarne tłoczą na niebie
Poszarzał cały mój piękny świat

Ale jeszcze nie pora,  by niepogodą się martwić
Jeszcze nie czas, by szykować swą twierdzę
I tak zabraknie nam kiedyś sił do walki
Dziś to przeczulenie ostrzega nas przed tym

Nie trwoń swych łez, nie pozwól im uciec
Bez nich będziesz pusty zupełnie, jak ja
Będziesz silniejszy, gdy cały twój smutek
Zachowasz dla siebie, i strach.

Przeczuwam sztorm na morzu nadziei
I mrozy, niosące nam śmiertelną ciszę
Widzę głębiny skute do dna lodem
I ja także wraz z nimi mam milczeć

I wciąż jeszcze nie pora, by żagle stawiać,
By odpłynąć stąd dziś jak najdalej
Bo przed strachem nie da się uciec
Choć teraz jeszcze nie boisz się wcale…

Nie trwoń swych łez, nie pozwól im odejść
Bez nich będziesz pusty zupełnie, jak ja
Trwaj niczym szerokie, wzburzone morze
Pełne życia, i żyj każdą z fal.



Vuohi

sobota, 8 lutego 2014

Moje Słońce

Uczucie, które zwałam tym jedynym,
Które zaciągało mnie na dno
Niszczyło i szarpało na kawałki
Zamieniłeś w miękki obłok
Zamieniłeś na te piękne widoki,
Które znam na pamięć z Twych oczu

Jak mogłabym wierzyć, że to jest piękne?
Jak mogłabym chcieć znów to poczuć?
A jednak sprawiasz, że rozumiem
Że jesteś wszystkim, czego potrzebuję
Że to uczucie, które wszystko maluje

Wiesz...byłam pewna, że to szarość
Kryje się za słowem "miłość"
Dziś wspominam dawną siebie;
Jest to odległa część mojego serca
A Ty dajesz mi nadzieję,
Że jutro będzie jeszcze piękniej

Dziękuję, że pozwoliłeś
Zakwitnąć kwiatom w moim sercu
Że nauczyłeś te motyle latać w moim wnętrzu
Naprawiłeś ich połamane skrzydła
I jeden Twój uśmiech...potrafi przegonić burzę

Słyszę Twój szept, Twój głos w mojej głowie
Jest najpiękniejszym, jaki tylko mogłam wyśnić
Jesteś wspanialszy, niż mogłabym sobie wymarzyć
I jeśli kiedykolwiek poczuję łzy na swoich policzkach
Wiem już, że wzejdzie po nich słońce, wraz ze świadomością...

Że po prostu jesteś.

I nie oddałabym żadnej ze strasznych chwil,
Jeśli to w zamian za nie mogłam Cię poznać
I nie cofnęłabym się o choćby jeden krok,
Jeżeli miałabym Cię ominąć, moje Szczęście...


Vuohi

środa, 5 lutego 2014

Wieczni

Moje życie odeszło, wraz z pierwszym Twym krokiem w przeciwną stronę.
Poszarzało mi serce, na ten widok.
Jesteśmy wieczni, jesteśmy wieczni, my nigdy nie umrzemy, nigdy się nie rozstaniemy...

Szczęście opuściło moje wnętrze, wyleciało z mojego ciała jak woń zgnilizny i uniosło się wokół mnie, nieosiągalne, tak bym mogła patrzeć na nie i tęsknić...
Tylko tęsknić.
I by ten widok odrzucał innych, żebym była sama. Samotna, bez Ciebie zupełnie opuszczona, pusta, umierająca. Bo umieram, właśnie teraz.
Stoję niczym posąg z kamienia, a w moje płuca wsiąka trucizna cuchnącego powietrza. Widzę Ciebie jak znikasz za rogiem, w myślach echem odbijają się Twoje kroki.
Jesteś zabójcą, jesteś mordercą, jesteś złodziejem.
Zabiłeś mnie, zabiłeś, ukradłeś mi serce.

Rozrywa mnie od wewnątrz nieznane uczucie. Gorycz moczy moje rzęsy, brudzi policzki, wypływa z moich ust. To nie jest prawda, jaką znam. To jest koszmar.
To tylko sen, z którego za chwilę mnie obudzisz, prawda?

Cśś, kołyszesz mnie swych ramionach...
...To śmierć mnie swymi rękami oplata.
Wbija swoje kościste palce w moją skórę, przekłuwa ją, niszczy...!

Całe moje życie odeszło, całe moje szczęście odeszło!
Zestarzało się moje serce, na Twoje odejście, kochanie...Byliśmy wieczni, a moja młodość umarła.
Moja młodość jest martwa, ale miłość wciąż żyje, bo ja wieczność Ci przysięgłam, ja słowa dotrzymałam, ja zostałam...
Kłamco. Podlewałeś tę różę każdego dnia, aż przekwitła. Aż z jej kolców, zaczął sączyć się jad. Teraz wyrwałeś ją z ziemi, rzuciłeś na lód, by umarła z tęsknoty za życiem...!
Karmiłeś ją codziennie, karmiłeś ją słowami, obietnicami...miłością.
Gdybyś tylko ją szanował...zostałbyś choć na chwilę, będąc u jej boku, gdy umiera, będąc przy niej w tych ostatnich chwilach...

Trąca mnie wiatr, wirując dookoła, a ja stoję niewzruszona, bo wszystko we mnie stara się zrozumieć...
Jak mogłeś?

Jest mi zimno. Jest mi tak zimno, że nie czuję własnego ciała.
Że skostniały moje myśli, a uczucia zamarzły.
Chcę Ciebie, chcę Twoich ramion, chcę Twojego uścisku! To nic nie znaczy, że tak Ciebie pragnę, tak Ciebie kocham, mimo że wczoraj jeszcze byliśmy wieczni...

Bo byliśmy, pamiętasz?
Z biegiem czasu tylko pojawiły się drobne rysy na mych rękach, gdy chciałam ogrzać tę różę, dać jej ciepło, by mogła dalej żyć. Wówczas jej kolce potargały moją skórę, ale to nie miało znaczenia, bo robiłam to...dla Ciebie.
Dla nas.

A teraz stoję bez ruchu, a moje stopy wrastają w ziemię. Zapuszczam korzenie i staję się wielkim, starym drzewem. Nie wiecznym, ale nieruchomym.
Bez Ciebie, moje kochanie.
Moje słońce...
Nie Ty mnie teraz ogrzewasz. Nic tego nie zastąpi, bo byłeś jedynym, który dawał mi takie ciepło. Dla Ciebie mogłabym zrobić wszystko, więc dlaczego teraz tu jestem? Dlaczego zamieniam się w kamień?

Ach, bo poprosiłeś o to.
Odejdę, a ty tu zostań. Proszę, nigdy nie próbuj mnie znaleźć. Nie idź za mną.

Bądź spokojny, najdroższy.
Nie będę Cię szukać.
Nie będę wierzyć, że tylko śmierć nas rozłączy.
Nie będę się wykrwawiać dla Ciebie...

I wybacz memu sercu, że choć stare już i przetarte, to jeszcze nie pojmuje...
Bo ono nigdy nie przestanie Cię kochać.
Będzie biło dla Ciebie.


Będzie biło wiecznie.



Vuohi