Nie
ma miłości ani trochę
Ani
cienia jej nie dostrzegam
Ocierając
się o nią po drodze
Coraz
dalej nieświadomie uciekam
Nie
ma róż rzuconych na drogę
Ani
miękkich płatków, ani pąków kwitnących
Unosi
się zapach tych zgniłych kwiatów
A
pod nogami kolce, kolce i kolce…
Bronię
zawzięcie dóbr mi najbliższych
Gdy
najważniejsze umyka przez palce
Dławię
się ziemią tak bliską mym snom
Nie
mając odwagi wyciągnąć choć dłoń
Ku
marzeniom wiszącym nad moją skronią
Karmię
się piachem, połykam kamienie
Gdy
w górze kwitną poza mym spojrzeniem
Jabłka,
czereśnie i wiśnie
Skąpane
w czerwieni odcieniach
Skąpane
w czerwieni odważnej
Ja
w starych swych tonę wspomnieniach
I
ziemią się dławię, dławię i dławię…
Nie
ma miłości ani trochę
Nic
nie może do snu mnie utulić
I
nikt mnie w swych ramionach nie zamknie
Gdy
ten jeden raz chcę swoją mieć klatkę;
Dom
złoty, drzwi na klucz zamknięte
Z
czerwienią wokoło kwitnącą
Wzniesiony
na bladym obłoku,
Gdzie
ziemi, gdzie gruntu nie sięgnę…
Lecz
nie ma miłości ni trochę.
Ja
w szarych tu barwach rdzewieję
Bojąc
się wzrok podnieść ku górze
Przetartą
porzucam nadzieję
I
tylko kolce, kolce i kolce…
Kaleczę
stopy, na ziemię upadam
Wówczas
zwracam się twarzą ku niebu;
Marzenia,
te wiśnie kwitnące…
Ich
czerwień na zawsze przepada
Vuohi
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń