poniedziałek, 29 grudnia 2014

To Wish Impossible Things

Dotyk...
Na palcach wspięta, wpleciona
I na szyi, i na policzku, i w mych marzeniach
Lecz nigdy na mych ustach

Chłód pomiędzy powiekami
Lepka, mokra skóra pod oczami
Z Tobą, czy też bez Ciebie
Istnieję...

Niestety.

Wszędzie światła, dopóki jesteś
Barwy rozsypane po niebie bez znaczenia dla mnie
Bo przy obrazie Twych oczu,
Przy uśmiechu tym, o zmroku
Nie ma dla mnie nic

I znów marzę, marzę o rzeczach niemożliwych...
Na ten jeden moment pozwalam sobie
By rzeczywistość opuściła mnie zupełnie
Jak zawsze, kiedy się zbliżasz

Oddech...
Tracę go, gdy rzucasz cień na mój policzek
Ze wszystkich sił pragnę...
I powstrzymuję się

Dlaczego to wszystko musi być aż tak bolesne...?
Dlaczego tę słodycz, będę połykać z żalem jako gorycz
Przez kolejne lata
Dla tej jednej chwili, rozsypuję całe swoje życie

U Twych stóp chcę je poukładać
Choć to niemożliwe;
Dlatego tak boli mnie Twa obecność
Chciałabym utonąć w Tobie,
A nie mogę przecież po raz kolejny...

Bo nie ma Ciebie tak naprawdę

Żyję swym wyobrażeniem o Tobie
Uciekam codziennie ku Twym niewidzialnym skrzydłom
Tulisz mnie do siebie,
Ściskasz ze wszystkich sił, aż...
Otwieram oczy

I nie ma Ciebie tak naprawdę

Chcę zapłakać, wiesz?
Lecz nie mogę już z Twego powodu
Wyczerpałeś mnie, moje studnie wyschły z tęsknoty
Czując, że jesteś
Zbyt daleko, by Cię dotknąć
Zbyt daleko, by Cię pokochać

Wstydzę się swoich łez
Marząc o tym, co niemożliwe
Umieram cicho
Łudząc się, że moje łóżko
Zapadnie się przez tę ciemność
I zamieni się w Twoje ramiona

Dlatego codziennie dręczy mnie sen o lecie
Kiedy noc była wyjątkowo chłodna
Choć dzień parzył nas we włosy

Przy Twoim boku, nie widziałam niczego
Tylko szyja...
Skóra drżała
Gdy zbierałeś z niej woń delikatnie, po trochu

Mogłabym porzucić swe nogi
A jedynie odbić się duchem od ziemi
Bo przecież dziś jestem dla Ciebie
Najważniejsza
Tylko ja istnieję

Czyż nie tak mówiłeś?

Lód pomiędzy nami
Lód pomiędzy nami
Dłonie splecione i mokre
Wiem, jak się to zaczyna
Czuję, jak to trwa
Znam tego zakończenie

Pozostawisz tylko cień po sobie
I zabronisz mi płakać, pocieszając to dziecko we mnie,
Które kochałeś nosić na rękach
I które karmiłeś bajkami o miejscu...

Które nie istnieje
Ale wierzyłam w nie z całej siły
Podobnie jak wierzę teraz w Ciebie, że jednak jesteś

I jeśli jesteś...
Jeśli nie jesteś tylko niemożliwym do spełnienia marzeniem...

Odezwij się proszę
Odwiedź mnie poza snem
Obudź mnie
Przytul mnie, błagam, przytul

Jest zbyt zimno na ziemi bez Ciebie
Moje łzy zamarzają na wietrze
Dziś wyrzucam z siebie wszystko
Co zabroniłeś mi pokazać w Twej obecności

Boże, jakiś Ty niesprawiedliwy!

Czy właśnie cierpię, by siebie ocalić?

To przecież gorsze, niż raz uciec,
Zapomnieć, spróbować
Dotknąć Cię i skosztować...

I umrzeć natychmiast, gdy to się stanie

Marzę, marzę i śnię o nieistniejących słowach,
Które mógłbyś wypowiedzieć stojąc nad moim czarnym łożem
I czuję już Twoje ciepło przy sobie
Topnieją troski i tęsknoty
Tylko po to, bym zbudziła się po raz kolejny...


Z pragnieniem śmierci
Tak okrutnie przejmującym,
Że wręcz...

Prawdziwym



Vuohi

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Uschnięta

Nie potrafię zapłakać już wcale
Mimo żaru toczącego się spod wyschniętych powiek
Nie potrafię ugasić go łzami
Rzęsami zawadzam o me kwiaty uschnięte
Dławiąc się pustką toczę w ciemność dzień kolejny
Ranię kolana i łokcie na szkiełkach stłuczonych witraży
Czerwień rozlana na tle marmuru maluje ciemne obrazy
Z odrazą dotykam swej skóry
I nie potrafię zapłakać już więcej
Załatać chcę dziury i spoić jedno z drugim
Łodygi złamane skleić pajęczyną

Gdyby choć jeszcze raz jeden...
Spojrzał na mnie tak, jak kiedyś

Wyleczyłby mnie wodą napełniając każdą z mych tęsknot
Utopiwszy wszelkie lęki moje
Zechciałby stać się jedynym źródłem
Tkwiący w oku lodu odłamek
Byłby powodem dla wilgotnego śniegu na mych ustach
Nie potrafię zapłakać już wcale
Choćbym to miała za największe marzenie
Dopóki nie ma go na tyle daleko
By mógł naderwać nici którymi zszyłam serce
Nie mogę płakać już więcej
Nie mogę płakać i nie chcę
Lecz czym jest smak czegokolwiek
Bez soli roztartej na dolnej wardze
Czym życie moje jest bez woni tego ciała...

Och, zgubiłam cię na zawsze;
Uschnęłam tutaj sama


Vuohi

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Inside

Wypuść mnie na zewnątrz...
Do miejsca, w którym mnie pogrzebałaś,
Nie dociera ani trochę światła
I tak tutaj...okropnie zimno
I zbyt ciasno, bym mogła swobodnie oddychać

Wypuść mnie na zewnątrz,
Nim zupełnie zamarzniesz
Nim Cię rozszarpie Twa gorycz od środka
I zanim strach Cię połknie...

Wyciągnij mnie na powierzchnię
Ryjąc każde z moich imion
Na zbielałej Twojej twarzy
I wciśnij mnie pomiędzy swoje codzienne myśli,
Tak, jak to było kiedyś...

Uwolnij, uwolnij, unieś mnie, unieś
Dotykaj mocno, mimo połamanych palców
Smakuj mnie, wbijając we mnie język z całej siły
Tak, bym nie potrafiła odczuwać niczego innego...

Tak, by ten ból rozkoszą mnie wykończył.

Wytargaj mnie spod warstwy tego brudu
I pozwól mi rozwinąć pąki
Jakkolwiek mnie nazwiesz tym razem,
Przyjdę do Ciebie w ciszy, by Cię ogłuszyć

Wykrzywiona w modlitwie znów płaczesz
Jakbyś wierzyła, że będzie inaczej
Unikasz mnie, bo wiem, czego pragniesz
Wypuść mnie na zewnątrz nim ponownie zaśniesz!

Przyniosę Ci noce bezsenne
Wydrążę tunele bezdenne
Zwrócę Ci łzy przed snem wiecznym
Tylko mnie uwolnij, uwolnij i kochaj...

Pragnij mnie.

Nie masz nikogo póki jestem tak blisko
To dla mnie upadasz, kłaniasz się nisko
Nie chcesz mi ufać, lecz ja wiem już wszystko
Pod skórą Twą swoje uwiłam łożysko

Wypuść mnie na zewnątrz;
Tak stęskniłam się za światłem!
Tu jest wciąż okropnie zimno
I zbyt ciasno, bym mogła oddychać...


Potworze ludzki...Wstydzie, ohydo!
Ukrywasz mnie, me towarzystwo Ci zbrzydło?!
Rozerwę Cię więc, gdy zechcesz choć mnie dotknąć
Przenigdy nie dane Ci będzie odpocząć!

Zwiesz mnie koszmarem, nienawiścią, nałogiem
Gdy niosąc Ci ulgę ponownie przychodzę...
Gardzę Tobą, gardzę, choć kocham, jak matkę;
Zrodziłaś mnie, zraniłaś i...

Zabiłaś nas przypadkiem...



Vuohi