Popołudniami toniemy w jaskrawym złocie
Nieprzysłonięci cieniami, łez kotarami
Swobodne myśli łapiemy w locie;
Niezwykle lekkie chmury nad nami
Nie zasłaniaj mi słońca, dopóki
Światła się jego nie najem dosyć
I nie upiję się tym nektarem błyszczącym
Chciałabym w sobie cieniste wypełnić luki
Nagrzewam się jeszcze i mamroczę pod nosem
Leżąc pod złotym, wygiętym kłosem
Przebieram palcami i rozgrzebuję ziemię
W twarz mnie słoneczne pali spojrzenie
Zostań, lecz słońca mi nie zasłaniaj
Pozwól, by złoto przemoczyło Ci ubrania
Kwitnące blaski noc przywołują
W zachodzie nadziei coś pięknego malują
Bo choć do snu wnet złożymy głowy,
A rankiem nas świt znów zbudzi płowy,
To mimo czerni, nie myśl jeszcze o rozpaczy
I nie bój się czerwieni płonącej zobaczyć.
16.03.15,
Vuohi
Nieprzysłonięci cieniami, łez kotarami
Swobodne myśli łapiemy w locie;
Niezwykle lekkie chmury nad nami
Nie zasłaniaj mi słońca, dopóki
Światła się jego nie najem dosyć
I nie upiję się tym nektarem błyszczącym
Chciałabym w sobie cieniste wypełnić luki
Nagrzewam się jeszcze i mamroczę pod nosem
Leżąc pod złotym, wygiętym kłosem
Przebieram palcami i rozgrzebuję ziemię
W twarz mnie słoneczne pali spojrzenie
Zostań, lecz słońca mi nie zasłaniaj
Pozwól, by złoto przemoczyło Ci ubrania
Kwitnące blaski noc przywołują
W zachodzie nadziei coś pięknego malują
Bo choć do snu wnet złożymy głowy,
A rankiem nas świt znów zbudzi płowy,
To mimo czerni, nie myśl jeszcze o rozpaczy
I nie bój się czerwieni płonącej zobaczyć.
16.03.15,
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz