Śmierć zakwitła wokół rumiana
Roztańczona, kusząca i pachnąca
Po śniegach dni zbyt szarych wyczekiwana
Za długo, więc od początku przekwitająca
Cieszmy się i dzielmy radością;
Oto nas swoim urokiem natchnęła
Perła pośród innych pór życia
Jaskrawa, chociaż mrokiem spowita
Wyblakłe, cienkie ciała, wlecze za sobą po ulicach
Podziwiaj, szepce, podziwiaj;
Jakże śmierć ta kwiecista, szczęśliwa!
I zabiera tchnienie natychmiast, ledwie rumieniec zapuści na licach
Potykam się uciekając jak najdalej od jej urodzaju
W głąb lasu, ku górom, pagórkom
Gdzie puch słodki nie stopniał jeszcze
I gorycz ziemi nie przesiąkła jego smakiem
Dotykam szorstkich drzew lodowatych
Ranię swe palce by życie móc poczuć,
Doświadczyć czerwieni, mieć choć jeden dowód
Dla którego zginę, na szczytach garbatych
A śmierć zakwitła wokół rumiana
Igrać chce z każdym; łaskocze po nosie
Zbudziła cienie ze snu zimowego
Ptactwo wróciło w ramiona matki
Duszący zapach zwiastuje mgłę nazbyt ciężką
Jaskółki, od tej pierwszej, co śmierci nie czyni,
Po ostatnią, burzliwą, do sępa już podobną,
Krążą coraz niżej, zataczają kręgi, mierzwiąc powietrze
I wiatr nawet poddał się wiosennej melodii
I nuci ją, goniąc, szukając mnie w górach
Strąca z gałęzi ostatnie białe wspomnienia
Pcha mnie usilnie w powrotną drogę
Ach, czy ulec mam słodkim tym śmierci tonom
Od gór samotnych spojrzenie odwrócić
Pozwolić kwiatom w wyczekiwanym deszczu utonąć
Razem z pędem wiatru, ich piosnkę zanucić...?
Płaczę nareszcie, och, płaczę słonecznie
Wokół śmiertelnie piękne malują się tęcze
Wracam do Ciebie, rozpędzam się, gnam
Mijam puste oczy, zapatrzone w nierealne cuda
Czy zdaje się mi, czy to zdaje się im?
Przesilenie tak blisko...czy jesteśmy gotowi?
Zbyt długo ze snu zimowego nie budzeni
Zapomniane w sobie nosimy zarodki
I każdy wiosny tej w sobie nosi pąki
Czeka latami aż zakwitnie w nim roślina
Śmierci rozrastać się będą szerokie łąki
Czuję ich zapach i...
Chyba za często go wspominam.
Vuohi
Roztańczona, kusząca i pachnąca
Po śniegach dni zbyt szarych wyczekiwana
Za długo, więc od początku przekwitająca
Cieszmy się i dzielmy radością;
Oto nas swoim urokiem natchnęła
Perła pośród innych pór życia
Jaskrawa, chociaż mrokiem spowita
Wyblakłe, cienkie ciała, wlecze za sobą po ulicach
Podziwiaj, szepce, podziwiaj;
Jakże śmierć ta kwiecista, szczęśliwa!
I zabiera tchnienie natychmiast, ledwie rumieniec zapuści na licach
Potykam się uciekając jak najdalej od jej urodzaju
W głąb lasu, ku górom, pagórkom
Gdzie puch słodki nie stopniał jeszcze
I gorycz ziemi nie przesiąkła jego smakiem
Dotykam szorstkich drzew lodowatych
Ranię swe palce by życie móc poczuć,
Doświadczyć czerwieni, mieć choć jeden dowód
Dla którego zginę, na szczytach garbatych
A śmierć zakwitła wokół rumiana
Igrać chce z każdym; łaskocze po nosie
Zbudziła cienie ze snu zimowego
Ptactwo wróciło w ramiona matki
Duszący zapach zwiastuje mgłę nazbyt ciężką
Jaskółki, od tej pierwszej, co śmierci nie czyni,
Po ostatnią, burzliwą, do sępa już podobną,
Krążą coraz niżej, zataczają kręgi, mierzwiąc powietrze
I wiatr nawet poddał się wiosennej melodii
I nuci ją, goniąc, szukając mnie w górach
Strąca z gałęzi ostatnie białe wspomnienia
Pcha mnie usilnie w powrotną drogę
Ach, czy ulec mam słodkim tym śmierci tonom
Od gór samotnych spojrzenie odwrócić
Pozwolić kwiatom w wyczekiwanym deszczu utonąć
Razem z pędem wiatru, ich piosnkę zanucić...?
Płaczę nareszcie, och, płaczę słonecznie
Wokół śmiertelnie piękne malują się tęcze
Wracam do Ciebie, rozpędzam się, gnam
Mijam puste oczy, zapatrzone w nierealne cuda
Czy zdaje się mi, czy to zdaje się im?
Przesilenie tak blisko...czy jesteśmy gotowi?
Zbyt długo ze snu zimowego nie budzeni
Zapomniane w sobie nosimy zarodki
I każdy wiosny tej w sobie nosi pąki
Czeka latami aż zakwitnie w nim roślina
Śmierci rozrastać się będą szerokie łąki
Czuję ich zapach i...
Chyba za często go wspominam.
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz