Nikogo tak naprawdę to nie obchodzi.
Głos, którego echo odbija się od ścian mego umysłu od paru lat, słabnie.
Zniekształcony dźwięk już nawet nie przypomina swego pierwotnego kształtu i wyrazu.
Obawiam się, że to samo dzieje się z wszystkimi obrazami, jakie zapisały mi się w sercu; nie odświeżane, nie pielęgnowane, utraciły barwy, a ich kontury...rozlały się bezpowrotnie.
'Gapimy się na rozbite zegary'* i nie czujemy nic a nic.
A raczej to Ty nie czujesz niczego, a ja udaję, że nie czuję wszystkiego...
Pierwszy i ostatni taki raz w moim życiu...przepadł na zawsze, zacierając za sobą ślady Twoich stóp; ścieżki, wygrawerowane na mojej duszy.
Czas płynie coraz szybciej i gasi każdą iskierkę, jaką starałam się podtrzymać. Ale nikogo tak naprawdę to nie obchodzi; ja tylko sama, na własne przecież życzenie, wchodzę tysięczny raz w to samo bagno, by kiedy będę tonąć, a moje płuca wypełnią się ciężkim błotem, móc wrzasnąć sił ostatkiem, że żyć chcę przecież dalej...
Mimo, że nie chcę czasem ani trochę.
Najdotkliwiej pali mnie świadomość Twojej nieświadomości. Twoja ślepota i niemoc okazania jakichkolwiek ludzkich uczuć w stosunku do mnie, zupełnie jakbym była zwierzęciem, przedmiotem czy potworem, jakby nie można było już zwrócić się do mnie z szacunkiem, patrząc mi w oczy, ani wysłuchać choć jeden raz tego co chciałabym powiedzieć...wydusić z siebie pomimo trudności...spróbować zrozumieć...
Bajki.
Wszystko to tylko głupie, dziecinne, niedorzeczne bajki i opowiastki dla dzieci, które nigdy nie były, nie są i nie będą realne. N i g d y.
Śniłam i śnię o Tobie, jako o ucieczce, szczęściu, przyszłości...a czas już przecież dorosnąć. Dojrzeć i dostrzec w Tobie te wady, których obraz nie docierał do mnie, blokowany przez moją miłość, później przez sentyment...czas spojrzeć trzeźwo na Ciebie, mój Drogi, jako na więzienie, rozpacz i przeszłość, którymi JESTEŚ.
'Nie odchodź, nie poradzę sobie sam, nie odchodź...'**
Ale nikogo tak naprawdę to nie obchodzi.
Dlaczego miałoby szczerze obchodzić kogokolwiek, jeśli Ty sam, którego to wszystko dotyczy, masz to absolutnie gdzieś? Mnie także nie powinno to interesować, ale jakoś tak wyszło, że pomimo oddalania każdej myśli, każdego wspomnienia...wciąż pali mnie ta chora relacja, boli i uwiera, niszczy wszystko, co staram się zbudować, zachować...
I tym sposobem, nie widzę, bo nie potrafię, żadnej Twojej pomyłki, choć dotyka mnie swym cierniem Twoja obojętność. Wciąż czekam i czekam, aż wylęgnie...wykluje i narodzi się na nowo ten sam człowiek, którego straciłam, w Tobie.
Łudzę się, ach, jak bardzo się łudzę, że coś wydobędzie Cię ze skorupy, rozbije lodowate, twarde wieko, okrywające Ci serce i wreszcie...wreszcie odezwiesz się...odezwiesz się...
Odezwiesz się i co?
Niby na jakie ja słowa czekam?
Czyżbym miała zamiar rzucić dla Ciebie wszystko, gdy tylko się do mnie zwrócisz?
Czyżbym zupełnie straciła rozum, jak kiedyś?!
Boże, jak my wszystko zniszczyliśmy!
Wszystko spłonęło i przepadło, począwszy od głupstw po ogromy uczuć, od krótkich rozmów po setki niewysłanych listów...!
I ja pierwszymi swymi krokami, złamałam początkowe granice, odgradzające nas od nienawiści.
Nawet nie wiesz...chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile razy próbowałam odkupić swój błąd. Pewnie nawet nie chciałbyś mi wierzyć w to, że nadal go żałuję. Nie chciałbyś słyszeć, że o nim pamiętam.
I zapewne nie chciałbyś pamiętać, a może już nie pamiętasz, że w ogóle istniał jakikolwiek błąd, jakakolwiek zażyłość między nami, jakiekolwiek wspólne wspomnienia.
Nikogo to przecież nie obchodzi, jak było.
Nikomu nie da się wypowiedzieć tego, jak było.
Nikomu nie można wyjawić, że coś było.
Bo i komu, jeżeli nikogo tak naprawdę to nie obchodzi...?
'Co Cię nie zabije sprawi, że zapragniesz być martwy. Co Cię nie zniszczy, pozostawi Cię wewnątrz złamanego.'***
...Nie chcę Cię i odpycham myśli o Tobie, bo wstyd mi się przyznać przed samą sobą, że kochałam jedynie zbyt doskonałe wyobrażenie o Tobie.
Całkiem możliwe, że nigdy nawet nie ujrzałam Twojej prawdziwej twarzy; zawsze widziałam kogoś więcej, zawsze starałam się odszukać kogoś więcej.
Odkąd kwiecień pozwolił mi Cię dotknąć, trzy lata nie pozwoliły mi Cię zapomnieć...Niestety.
I niestety też - nie zabiłeś mnie wtedy, choć wszystko to zabijało mnie codziennie od tamtej pory.
Sami jesteśmy zupełnie.
Samotni wszyscy jesteśmy, bo 'wszyscy nosimy coś wewnątrz; tam, gdzie nikt nie zobaczy. Te rzeczy nie pozwalają nam zasnąć i ciągną nas w dół jak kotwice...'****
Nie potrafimy rozmawiać ze sobą.
Nie potrafimy siebie słuchać, nie potrafimy do siebie mówić.
Właściwie, to nic nie potrafimy, prócz dokładania kolejnych kamieni do muru pomiędzy nami.
I tacy słabi jesteśmy, bo wierzymy w to, że tak wielcy i silni jesteśmy sami...
Zgubi nas wkrótce ten chłód.
Zginiemy w ciszy, pośród czterech, zimnych ścian, które sami wznieśliśmy, by się przed sobą ochronić.
Ale nikogo tak naprawdę to nie obchodzi.
______________________________________________________________
Oznaczone cytaty pochodzą z utworów zespołu Bring Me The Horizon:
*Suicide Season
**Don't Go
***Drown
****Chelsea Smile
Piosenki te, jak i wykonawców, łączę z opisaną wyżej sytuacją i jestem do nich głęboko przywiązana.
_______________________________________________________________
Vuohi
Bring Me The Horizon - Deathbeds :
"[...] I nawet na mym łożu śmierci, wszystkim, co zobaczę, będziesz Ty.
Życie może opuścić moje płuca, lecz moje serce zostanie przy Tobie...[...]"
Głos, którego echo odbija się od ścian mego umysłu od paru lat, słabnie.
Zniekształcony dźwięk już nawet nie przypomina swego pierwotnego kształtu i wyrazu.
Obawiam się, że to samo dzieje się z wszystkimi obrazami, jakie zapisały mi się w sercu; nie odświeżane, nie pielęgnowane, utraciły barwy, a ich kontury...rozlały się bezpowrotnie.
'Gapimy się na rozbite zegary'* i nie czujemy nic a nic.
A raczej to Ty nie czujesz niczego, a ja udaję, że nie czuję wszystkiego...
Pierwszy i ostatni taki raz w moim życiu...przepadł na zawsze, zacierając za sobą ślady Twoich stóp; ścieżki, wygrawerowane na mojej duszy.
Czas płynie coraz szybciej i gasi każdą iskierkę, jaką starałam się podtrzymać. Ale nikogo tak naprawdę to nie obchodzi; ja tylko sama, na własne przecież życzenie, wchodzę tysięczny raz w to samo bagno, by kiedy będę tonąć, a moje płuca wypełnią się ciężkim błotem, móc wrzasnąć sił ostatkiem, że żyć chcę przecież dalej...
Mimo, że nie chcę czasem ani trochę.
Najdotkliwiej pali mnie świadomość Twojej nieświadomości. Twoja ślepota i niemoc okazania jakichkolwiek ludzkich uczuć w stosunku do mnie, zupełnie jakbym była zwierzęciem, przedmiotem czy potworem, jakby nie można było już zwrócić się do mnie z szacunkiem, patrząc mi w oczy, ani wysłuchać choć jeden raz tego co chciałabym powiedzieć...wydusić z siebie pomimo trudności...spróbować zrozumieć...
Bajki.
Wszystko to tylko głupie, dziecinne, niedorzeczne bajki i opowiastki dla dzieci, które nigdy nie były, nie są i nie będą realne. N i g d y.
Śniłam i śnię o Tobie, jako o ucieczce, szczęściu, przyszłości...a czas już przecież dorosnąć. Dojrzeć i dostrzec w Tobie te wady, których obraz nie docierał do mnie, blokowany przez moją miłość, później przez sentyment...czas spojrzeć trzeźwo na Ciebie, mój Drogi, jako na więzienie, rozpacz i przeszłość, którymi JESTEŚ.
'Nie odchodź, nie poradzę sobie sam, nie odchodź...'**
Ale nikogo tak naprawdę to nie obchodzi.
Dlaczego miałoby szczerze obchodzić kogokolwiek, jeśli Ty sam, którego to wszystko dotyczy, masz to absolutnie gdzieś? Mnie także nie powinno to interesować, ale jakoś tak wyszło, że pomimo oddalania każdej myśli, każdego wspomnienia...wciąż pali mnie ta chora relacja, boli i uwiera, niszczy wszystko, co staram się zbudować, zachować...
I tym sposobem, nie widzę, bo nie potrafię, żadnej Twojej pomyłki, choć dotyka mnie swym cierniem Twoja obojętność. Wciąż czekam i czekam, aż wylęgnie...wykluje i narodzi się na nowo ten sam człowiek, którego straciłam, w Tobie.
Łudzę się, ach, jak bardzo się łudzę, że coś wydobędzie Cię ze skorupy, rozbije lodowate, twarde wieko, okrywające Ci serce i wreszcie...wreszcie odezwiesz się...odezwiesz się...
Odezwiesz się i co?
Niby na jakie ja słowa czekam?
Czyżbym miała zamiar rzucić dla Ciebie wszystko, gdy tylko się do mnie zwrócisz?
Czyżbym zupełnie straciła rozum, jak kiedyś?!
Boże, jak my wszystko zniszczyliśmy!
Wszystko spłonęło i przepadło, począwszy od głupstw po ogromy uczuć, od krótkich rozmów po setki niewysłanych listów...!
I ja pierwszymi swymi krokami, złamałam początkowe granice, odgradzające nas od nienawiści.
Nawet nie wiesz...chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile razy próbowałam odkupić swój błąd. Pewnie nawet nie chciałbyś mi wierzyć w to, że nadal go żałuję. Nie chciałbyś słyszeć, że o nim pamiętam.
I zapewne nie chciałbyś pamiętać, a może już nie pamiętasz, że w ogóle istniał jakikolwiek błąd, jakakolwiek zażyłość między nami, jakiekolwiek wspólne wspomnienia.
Nikogo to przecież nie obchodzi, jak było.
Nikomu nie da się wypowiedzieć tego, jak było.
Nikomu nie można wyjawić, że coś było.
Bo i komu, jeżeli nikogo tak naprawdę to nie obchodzi...?
'Co Cię nie zabije sprawi, że zapragniesz być martwy. Co Cię nie zniszczy, pozostawi Cię wewnątrz złamanego.'***
...Nie chcę Cię i odpycham myśli o Tobie, bo wstyd mi się przyznać przed samą sobą, że kochałam jedynie zbyt doskonałe wyobrażenie o Tobie.
Całkiem możliwe, że nigdy nawet nie ujrzałam Twojej prawdziwej twarzy; zawsze widziałam kogoś więcej, zawsze starałam się odszukać kogoś więcej.
Odkąd kwiecień pozwolił mi Cię dotknąć, trzy lata nie pozwoliły mi Cię zapomnieć...Niestety.
I niestety też - nie zabiłeś mnie wtedy, choć wszystko to zabijało mnie codziennie od tamtej pory.
Sami jesteśmy zupełnie.
Samotni wszyscy jesteśmy, bo 'wszyscy nosimy coś wewnątrz; tam, gdzie nikt nie zobaczy. Te rzeczy nie pozwalają nam zasnąć i ciągną nas w dół jak kotwice...'****
Nie potrafimy rozmawiać ze sobą.
Nie potrafimy siebie słuchać, nie potrafimy do siebie mówić.
Właściwie, to nic nie potrafimy, prócz dokładania kolejnych kamieni do muru pomiędzy nami.
I tacy słabi jesteśmy, bo wierzymy w to, że tak wielcy i silni jesteśmy sami...
Zgubi nas wkrótce ten chłód.
Zginiemy w ciszy, pośród czterech, zimnych ścian, które sami wznieśliśmy, by się przed sobą ochronić.
Ale nikogo tak naprawdę to nie obchodzi.
______________________________________________________________
Oznaczone cytaty pochodzą z utworów zespołu Bring Me The Horizon:
*Suicide Season
**Don't Go
***Drown
****Chelsea Smile
Piosenki te, jak i wykonawców, łączę z opisaną wyżej sytuacją i jestem do nich głęboko przywiązana.
_______________________________________________________________
Vuohi
Bring Me The Horizon - Deathbeds :
"[...] I nawet na mym łożu śmierci, wszystkim, co zobaczę, będziesz Ty.
Życie może opuścić moje płuca, lecz moje serce zostanie przy Tobie...[...]"