poniedziałek, 1 lutego 2016

Odwilż

Znów kwitną mi w piersi motyle;
Trzepoczą skrzydłami, które usiłowałam podrzeć na strzępy,
Błąkając się po wrzosowiskach,
Błądząc między zimnymi sosnami...
Zapach żywicy zakleił mi krtań, a słońce nie mogło przedrzeć się przez źrenice do wnętrza szklanej szkatułki, dopóki...nie odważyłam się.

Znów rosną mi kwiaty pod skórą
I walczę ze strachem chcącym połamać ich łodygi,
Szarpiąc się i przewracając z boku na bok,
Gryząc się w język raz po raz...
Smak goryczy zasłonił mi oczy, a ciepło nie mogło dostać się przez zaciśnięte pięści do środka drewnianej skrzyni, dopóki...nie złamałam się.

I wrzeszcząc szeptem powiek swych odsuwam wieko,
I chwytam co sił słodkiego wiatru nowy smak,
I biegnę już, pędzę - źródło jest tak niedaleko...!
...Ale by słowa wnieść na wargi, jeszcze mi odwagi brak...

Ach, boję się, boję, że wszystko jest tak kruche,
Że gdyby przycisnąć dłoń do serca, pozostałby tylko piach...
Jednak czuję na policzku kojący oddech tej Odwilży,
Co przecież tkwiła we mnie...czekając na Nadziei znak.


Vuohi, 01.02.16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz