Uciekaj. Uciekaj, ale i tak nie znajdziesz schronienia.
Możesz ukryć się przed ludźmi, przed hałasem, przed przed ostrymi słowami, ale sumienie znajdzie cię wszędzie. Błagaj o przebaczenie! Co zrobiłeś?!
Upadłeś. Nie można upaść niżej, niż oddać się w ręce zemsty...
Jakie to uczucie - mieć marzenie, by po prostu odejść? Nie mieć odwagi, by się poddać, nie mieć siły, by walczyć... Poznał je, aż za bardzo dokładnie.
Słony smak łez na ustach, mieszany z krwią. Codzienność.
Zawinił słabością, czuł zbyt wiele, był zbyt wrażliwy. Trzeba go dobić, trzeba wyzywać go, by poczuł, jak szorstkie jest życie. Nikt nie ma prawa widzieć życia pięknym, zwłaszcza on - ofiara losu, szukająca powodu do szczęścia w prostych rzeczach.
Patrzcie, idzie tu, dajmy mu posłuchać o samym sobie, powinien wiedzieć, że jest wart tyle co nic, przecież nas jest przewaga, będzie milczał!
Poda mu ktoś rękę? Pomocną dłoń, gdy ciosy słów uderzają z impetem w jego serce? Gdy przyciskając twarzą do muru, jego własne lęki nie dają mu oddychać?
Nie, nikt nie nadejdzie z pomocą. Nikt się nie odezwie. Wszyscy się boją, wszystkim łatwiej jest powiedzieć, że nie warto, bo to tylko śmieć...
Wdech wydech, spokojnie, strapiona duszo, czeka cię wolność i wynagrodzenie, tylko nie pozwól się zepsuć, nie oddaj się pokusie zemsty, nie poddawaj się!
Wdech, wydech.
Coraz słabiej, coraz mniej siły, ból zewnętrzny stara się prześcignąć ten tkwiący w sercu, raniący jak cierń, ale nie może, bo nic nie jest mu równe. Wdech...
JESTEŚ DO NICZEGO, ROZUMIESZ?!
Tacy jak ty nie powinni żyć. Tacy jak ty...nie powinni istnieć.
Jesteś niczym...
Kto wygrywa? Ci, zadający ciosy pięścią, czy ci, którzy wbijają ostrza w plecy, raniące na wylot, siekające serce na kawałki, urządzając rzeź w jego umyśle...? Wybijający zęby, wyrywający włosy, szarpiący go, czy ci, którzy gdy tylko się odwróci, wyśnią tysiące sposobów na to, jak go zniszczyć...?!
Podnieś się, proszę! Wstań! Och, jak bardzo serce stara się wykrzyczeć...
WSTAWAJ! JESTEŚ FACETEM, CZY DZIECIAKIEM? PRZYJMIJ CIOS JAK NALEŻY!
Nauczyciele? Rodzice?
Ślepi, głusi, nieistniejący, przestraszeni. Kto jest w przewadze?
Bawcie się dalej, kochani. Urządźcie ucztę dla jego strachu i goryczy, patrzcie jak smakują jego ból! Jak wielką przyjemność sprawia im wasze zabieganie o jego koniec...
Kto wygrywa? Ci, nie szczędzący kłamstw i obelg, czy ci, którzy są obojętni? Ci, rzucający się na jego łzy jak na padlinę, czy ci, którzy wierzą w to, że "wszystko jest w porządku"?
Ci, którzy śledzą każdy jego krok, tylko po to, by w odpowiednim momencie podłożyć mu nogę, czy on sam, który stracił szacunek do swego istnienia, który rozdziera skórę na rękach do krwi, tak jak słowa tamtych, które trawią jego serce...Kto wygrywa...?
Dosyć, dosyć tej udręki! Zabierzcie mnie, zabierzcie moją duszę jak najdalej! Zostawcie zmęczone ciało, zostawcie przeszłość za mną! Dajcie odejść!!!
Bezowocne błagania; na nic się nie zdają, otrzymałeś przecież prezent wraz z narodzinami - niekończącą się po grób mękę. Możesz wybrać - poddać się, czy walczyć? Pozostać sobą, czy podporządkować się...?
Wdech, wydech, pamiętaj kim jesteś, nie trać siebie. Bez względu na wszystko, wytrwałeś tyle lat, dasz radę jeszcze. To się skończy, opuścisz mury tej szarej szkoły, opuścisz mury tej szarej codzienności, gnijącej od takich jak oni...
Opuszczę powłokę ludzką!
Codzienność gnije od takich, jak ja. Jestem do niczego. Jestem ofiarą własnego losu, niczym, po prostu oni dali mi tę świadomość. Co chciałem mieć? Kawałek nieba bez chmur na własność? Szczęśliwą chwilę, szansę na to, by kogoś pokochać... Jestem żałosną kopią człowieka, marną fałszywką, dwulicową ofermą! JESTEM ŚMIECIEM!
Zniszczyli go, skazali na bycie ich katem. Zniszczyli go, sprawili, że zabił w sobie całą czułość, całą wiarę. Zniszczyli go, zrzucili w przepaść, otwierając oczy. Zniszczyli go...
Wydając na niego wyrok.
Krew, kilka cięć, co z tego?
Wystarczy wziąć ostrze ze sobą, a resztę ono zrobi samo.
Wróg niszczy wroga, oto jak zemsta barwi szkarłatnym kolorem ich skórę, ich przerażone twarze...
Nie spodziewaliście się tego, co? A jednak ofiara stała się zabójcą. Rozdzieram wasze wnętrza, karmiąc nimi moją boleść, teraz widzę, co sami chcieliście ukryć, niszcząc mnie. Widzę, co chcieliście zachować w tajemnicy, wyżywając się na mnie. Wstyd mi za was, że jesteście moimi braćmi... wyrzekam się was, a z prochu powstaliście i w proch się obrócicie, za jednym moim rozkazem...
Uciekaj. Uciekaj, ale i tak nie znajdziesz schronienia.
Możesz ukryć się przed ludźmi, przed hałasem, przed przed ostrymi słowami, ale sumienie znajdzie cię wszędzie. Błagaj o przebaczenie! Co zrobiłeś?!
Upadłeś. Nie można upaść niżej, niż oddać się w ręce zemsty...
Patrz co narobiłeś! Przelałeś ich krew, tak jak oni targali tobą na wszystkie strony, jak traktowali cię, jak śmiecia... Ale spójrz, widzisz co się stało?
Upadłeś, bo pozwoliłeś zemście zawładnąć tobą! Teraz masz do wyboru tylko albo się poddać, albo żyć tak, jak żyli oni - żerując na innych...
Palący ból ustaje, linie ciągnące się wzdłuż nadgarstka zdają się zanikać we mgle... Krew rozlana wokół, jakby bestie urządziły tu ucztę z ludzi, a tymczasem każdy z nich, był dotąd potworem.
Poddał się, umierając ostatni, wierząc, że zamykając im wszystkim oczy, sprawił, że nie ujrzą jego upadku. Do ostatniego tchnienia, on będzie na szczycie.
On skończył to, co zaczęli.
Traktowali go jak śmiecia, nie mógł od tego uciec - to była jego ofiara.
Uwierzył im, że jest śmieciem, bo dał sobą pomiatać.
Ale dopiero teraz stał się nim naprawdę, gdy oddał się cały tej nienawiści, jaką starannie budowali każdego dnia, obciążając jego serce...
Vuohi
Możesz ukryć się przed ludźmi, przed hałasem, przed przed ostrymi słowami, ale sumienie znajdzie cię wszędzie. Błagaj o przebaczenie! Co zrobiłeś?!
Upadłeś. Nie można upaść niżej, niż oddać się w ręce zemsty...
Jakie to uczucie - mieć marzenie, by po prostu odejść? Nie mieć odwagi, by się poddać, nie mieć siły, by walczyć... Poznał je, aż za bardzo dokładnie.
Słony smak łez na ustach, mieszany z krwią. Codzienność.
Zawinił słabością, czuł zbyt wiele, był zbyt wrażliwy. Trzeba go dobić, trzeba wyzywać go, by poczuł, jak szorstkie jest życie. Nikt nie ma prawa widzieć życia pięknym, zwłaszcza on - ofiara losu, szukająca powodu do szczęścia w prostych rzeczach.
Patrzcie, idzie tu, dajmy mu posłuchać o samym sobie, powinien wiedzieć, że jest wart tyle co nic, przecież nas jest przewaga, będzie milczał!
Poda mu ktoś rękę? Pomocną dłoń, gdy ciosy słów uderzają z impetem w jego serce? Gdy przyciskając twarzą do muru, jego własne lęki nie dają mu oddychać?
Nie, nikt nie nadejdzie z pomocą. Nikt się nie odezwie. Wszyscy się boją, wszystkim łatwiej jest powiedzieć, że nie warto, bo to tylko śmieć...
Wdech wydech, spokojnie, strapiona duszo, czeka cię wolność i wynagrodzenie, tylko nie pozwól się zepsuć, nie oddaj się pokusie zemsty, nie poddawaj się!
Wdech, wydech.
Coraz słabiej, coraz mniej siły, ból zewnętrzny stara się prześcignąć ten tkwiący w sercu, raniący jak cierń, ale nie może, bo nic nie jest mu równe. Wdech...
JESTEŚ DO NICZEGO, ROZUMIESZ?!
Tacy jak ty nie powinni żyć. Tacy jak ty...nie powinni istnieć.
Jesteś niczym...
Kto wygrywa? Ci, zadający ciosy pięścią, czy ci, którzy wbijają ostrza w plecy, raniące na wylot, siekające serce na kawałki, urządzając rzeź w jego umyśle...? Wybijający zęby, wyrywający włosy, szarpiący go, czy ci, którzy gdy tylko się odwróci, wyśnią tysiące sposobów na to, jak go zniszczyć...?!
Podnieś się, proszę! Wstań! Och, jak bardzo serce stara się wykrzyczeć...
WSTAWAJ! JESTEŚ FACETEM, CZY DZIECIAKIEM? PRZYJMIJ CIOS JAK NALEŻY!
Nauczyciele? Rodzice?
Ślepi, głusi, nieistniejący, przestraszeni. Kto jest w przewadze?
Bawcie się dalej, kochani. Urządźcie ucztę dla jego strachu i goryczy, patrzcie jak smakują jego ból! Jak wielką przyjemność sprawia im wasze zabieganie o jego koniec...
Kto wygrywa? Ci, nie szczędzący kłamstw i obelg, czy ci, którzy są obojętni? Ci, rzucający się na jego łzy jak na padlinę, czy ci, którzy wierzą w to, że "wszystko jest w porządku"?
Ci, którzy śledzą każdy jego krok, tylko po to, by w odpowiednim momencie podłożyć mu nogę, czy on sam, który stracił szacunek do swego istnienia, który rozdziera skórę na rękach do krwi, tak jak słowa tamtych, które trawią jego serce...Kto wygrywa...?
Dosyć, dosyć tej udręki! Zabierzcie mnie, zabierzcie moją duszę jak najdalej! Zostawcie zmęczone ciało, zostawcie przeszłość za mną! Dajcie odejść!!!
Bezowocne błagania; na nic się nie zdają, otrzymałeś przecież prezent wraz z narodzinami - niekończącą się po grób mękę. Możesz wybrać - poddać się, czy walczyć? Pozostać sobą, czy podporządkować się...?
Wdech, wydech, pamiętaj kim jesteś, nie trać siebie. Bez względu na wszystko, wytrwałeś tyle lat, dasz radę jeszcze. To się skończy, opuścisz mury tej szarej szkoły, opuścisz mury tej szarej codzienności, gnijącej od takich jak oni...
Opuszczę powłokę ludzką!
Codzienność gnije od takich, jak ja. Jestem do niczego. Jestem ofiarą własnego losu, niczym, po prostu oni dali mi tę świadomość. Co chciałem mieć? Kawałek nieba bez chmur na własność? Szczęśliwą chwilę, szansę na to, by kogoś pokochać... Jestem żałosną kopią człowieka, marną fałszywką, dwulicową ofermą! JESTEM ŚMIECIEM!
Zniszczyli go, skazali na bycie ich katem. Zniszczyli go, sprawili, że zabił w sobie całą czułość, całą wiarę. Zniszczyli go, zrzucili w przepaść, otwierając oczy. Zniszczyli go...
Wydając na niego wyrok.
Krew, kilka cięć, co z tego?
Wystarczy wziąć ostrze ze sobą, a resztę ono zrobi samo.
Wróg niszczy wroga, oto jak zemsta barwi szkarłatnym kolorem ich skórę, ich przerażone twarze...
Nie spodziewaliście się tego, co? A jednak ofiara stała się zabójcą. Rozdzieram wasze wnętrza, karmiąc nimi moją boleść, teraz widzę, co sami chcieliście ukryć, niszcząc mnie. Widzę, co chcieliście zachować w tajemnicy, wyżywając się na mnie. Wstyd mi za was, że jesteście moimi braćmi... wyrzekam się was, a z prochu powstaliście i w proch się obrócicie, za jednym moim rozkazem...
Uciekaj. Uciekaj, ale i tak nie znajdziesz schronienia.
Możesz ukryć się przed ludźmi, przed hałasem, przed przed ostrymi słowami, ale sumienie znajdzie cię wszędzie. Błagaj o przebaczenie! Co zrobiłeś?!
Upadłeś. Nie można upaść niżej, niż oddać się w ręce zemsty...
Patrz co narobiłeś! Przelałeś ich krew, tak jak oni targali tobą na wszystkie strony, jak traktowali cię, jak śmiecia... Ale spójrz, widzisz co się stało?
Upadłeś, bo pozwoliłeś zemście zawładnąć tobą! Teraz masz do wyboru tylko albo się poddać, albo żyć tak, jak żyli oni - żerując na innych...
Palący ból ustaje, linie ciągnące się wzdłuż nadgarstka zdają się zanikać we mgle... Krew rozlana wokół, jakby bestie urządziły tu ucztę z ludzi, a tymczasem każdy z nich, był dotąd potworem.
Poddał się, umierając ostatni, wierząc, że zamykając im wszystkim oczy, sprawił, że nie ujrzą jego upadku. Do ostatniego tchnienia, on będzie na szczycie.
On skończył to, co zaczęli.
Traktowali go jak śmiecia, nie mógł od tego uciec - to była jego ofiara.
Uwierzył im, że jest śmieciem, bo dał sobą pomiatać.
Ale dopiero teraz stał się nim naprawdę, gdy oddał się cały tej nienawiści, jaką starannie budowali każdego dnia, obciążając jego serce...
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz