piątek, 31 stycznia 2014

Czarny Sen

Sen, co swe ramiona wokół mnie oplata
Co usta me zaciska i powieki moje składa
Tak niespokojny dziś przyszedł;
Odziany w noc i smutek, pełen ciszy...

Drżącą dłoń wyciągnął ku mnie
I obsypał swoim czarem
Zabrał znów do swego świata,
Który wysnuł z moich łez i z mych uśmiechów

Ciągnie mnie przez czarne ulice
Smoła w rzekach płynie
Domy milczą, przez zamknięte okiennice,
A z nieba pył się sypie

Widzę strach za każdym zakrętem
Lepka ciemność oplata się wokół szyi
Sen w panikę mnie wprowadza
Dusząc mnie brudnym wspomnieniem

Na górze zamek z czarnych cegieł się piętrzy
Nad miastem zmartwień i trosk żyć ludzkich
Król bólu i beznadziei spogląda z jego okien
Na krajobraz pełen nędzy, i zaciąga się tą czernią

Sen prowadzi mnie po schodach
Tam ku górze, do swej wieży
Śmierć przedstawia mi po drodze
I oswaja z jej urokiem

Ściany zamku mają uszy,
Ściany zamku mają usta,
A ich głosy płyną z murów;
Płaczą, prosząc o zbawienie

Kim ja jestem, co tu robię?
Nie chcę iść już wyżej za nim
Moje ciało z sił opada;
Więcej schodów ponad nami

Na szczycie komnata zamknięta w ciszy
Jej ściany wykładane ludzkimi twarzami
Każda z nich kamienny ma wyraz
Zimny i oschły, obojętny na cierpienie

Po środku ja stoję; samotna i zziębnięta,
A przede mną jedno z szarych okien;
Sen łzy z oczu mi wyciska tym zimnym widokiem
Proszę, aby odszedł, abym mogła już się zbudzić...

Lecz on nigdy nie odpuszcza i odtwarza mi co noc
Każde zatajone słowo, każdy popełniony błąd
Każe wyjrzeć mi przez okno; w dali morze moich tęsknot
I upadam na posadzkę; wokół zimne twarze jęczą...

Jestem tylko Twoim snem, tylko stertą Twoich myśli
Szarość wokół, to Twój świat, ale ten rzeczywisty
Wszystko od czego uciekasz, właśnie tutaj Cię dopada
I nie daje Ci odpocząć, nawet gdy się bardzo starasz

A więc zbudź się tylko wtedy,
Kiedy świat we śnie zrozumiesz
Wówczas chłodu ludzi żywych
Tak boleśnie nie odczujesz...


Vuohi

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Spoczywając w niepokoju

Umieram tak cicho...
A ludzie jakby nigdy nic, spacerują po moim ciele;
Jest już zupełnie wytarte i zużyte
Skóra stała się twarda jak pancerz
I wszyscy są odrobinę nade mną,
Jakby stąpali po cienkiej tafli,
Po wieku mojej szklanej trumny...

Moje powieki są ciężkie
Tak ciężkie, że rzęsy przysłaniają mi światło
Że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie
Moje oczy na zmianę gasną
I lśnią, jak te szklane, u porcelanowych lalek
Jestem w połowie we śnie,
Z jedną nogą zaczepioną o świat wokół...

Czuję się nawet trochę samotna,
Mimo że widzę tyle twarzy, słyszę tyle głosów
Bo żadne spojrzenie, nie spotyka się z moim
Bo żaden z tych głosów, nie wzywa mego imienia
Jestem niewidzialna, jestem niepotrzebna.

Oddycham powoli, coraz wolniej
Coraz mniej powietrza nabieram z każdym wdechem
Czy powinnam walczyć...
Czy powinnam rozbić tę szklaną barierę...?
Powinnam krzyczeć i wołać o pomoc...?

Cicho odchodzę, pozbywam się cielesności,
Spoczywając w niepokoju
A na moim ramieniu przycupnęła myśl
Jedna z tych ostatnich...
Może nigdy nie istniałam...a jedynie
Śniłam, odgrodzona od całego świata
Od tego zła, i od piękna...?

Owleczona kruchą warstwą...
Śniłam, o posiadaniu życia na własność...


Vuohi

niedziela, 12 stycznia 2014

Myśli Zewnętrzne

Są myśli, które nosimy w naszych głowach. Pędzą cały czas, są nieuchwytne.
Uciekają, nim zdążymy je uchwycić, zapamiętać...
Są też myśli głęboko zakorzenione w naszych sercach i choćbyśmy próbowali wszystkiego...nie możemy się ich pozbyć. Zbyt wiele poświęciliśmy im kiedyś czasu, by teraz tak po prostu zniknęły.

Walczymy sami ze sobą.

Niektórzy, by wyrzucić te myśli z siebie...nie potrafią użyć ust. Wiedzą, że wypowiedzenie ich na głos też nic nie da. I próbują je wyrwać na siłę spod własnej skóry, a one leniwie wylewają się na jej powierzchnię, brudząc ubranie.
I wówczas noszą je na sobie. Już nie tylko czują je od wewnątrz, ale stają się one widoczne dla innych.

Myśli zewnętrzne.

Myśli zewnętrzne, które chowają się za rękawem.
Które palą przy każdym dotyku, by nie dało się o nich zapomnieć.
Myśli, które są wydrążone w ciele.
Myśli, o które ocierają się spodnie, które wyznaczają długość ubrania, które lśnią czerwienią pośród bieli, jak atrament, rozlany na papierze. Jak czerwień, którą malowano cierpienie.

Prosisz je, by zniknęły...a one bezczelnie pozostawiają blizny.
Szepczą, że jeszcze kiedyś powrócą, byś nie mógł żyć bez strachu.
Sprawiają, że gnijesz razem z nimi. Coraz bardziej siebie nienawidzisz.
I nawet nie zauważasz tego...

Że w końcu sam błagasz je, by powróciły.


Vuohi

czwartek, 9 stycznia 2014

Stara Myśl

Osnuta pajęczyną myśl którą niegdyś porzuciłam
lśni gdzieś w kącie mojego umysłu
stara się mnie poruszyć
lecz ja siedzę niewzruszona i patrzę
niemal nie mrugając oczami
chłonę obraz pragnienia by zaistnieć na nowo

Szepcze do mnie w języku którego nie znam
a może znałam nie będąc świadoma
wbija się w kąt mego oka przyciągając uwagę

Nie chcę jej

nie chcę jej widzieć ale wszystko we mnie

zwraca się ku niej
jak dziecko wracające w ramiona matki
która wybacza i kocha

Wiem że ja tą myśl stworzyłam
i ja ją znienawidziłam i porzuciłam
a teraz staram się ją stłumić
zatrzeć w pamięci cień jej istnienia
i nigdy do niej nie wracać

Bo ta myśl jest strachem
przesycona mrokiem pustoszącym moje ciało
jest ucieczką pachnącą jak ból
którego woń znam na pamięć

Nie pozwalam jej się zbliżać

nie pozwalam jej oddychać

i wcale jej nie karmię
choć wiem że przetrwa ze mną wszystko

jest na dobre i na złe

Przykrywam ją kurzem

popiołem codziennych zmartwień
Świadomie ranię ją mówiąc
Ty nie istniejesz
A ona świadomie rani mnie,
udowadniając mi
Że jest.

sobota, 4 stycznia 2014

Suicidium

Ludzie krzyczą dziś tak głośno...że już nikt ich nie słyszy.

Jestem niebem, którego błękit przeminął.
Jestem wypaloną trawą i zapachem niszczycielskiego ognia.
Skaczę z samego szczytu, by móc przed śmiercią ten jeden raz poczuć, jak smakuje życie. Potrafię wzlecieć ponad chmury, odbijając się od betonu.

Ludzie płaczą dziś tak prawdziwie, że śmiech staje się kłamstwem.

Jestem ostrzem, do którego powracasz w każdej chwili zwątpienia.
Jestem krwią, która szumi w twych żyłach, tylko po to by kiedyś wytrysnąć z twego nadgarstka i zalać szkarłatem zimną posadzkę. Jestem krwią, którą wchłonie cierpka ziemia pod twymi stopami.
Jestem narkotykiem, który sprawia ci ból, gdy za nim tęsknisz. Więc to prawie tak, jakbym była człowiekiem, jakbym była ludzka...poprzez zadawanie cierpienia.

Ludzie cierpią tak przez całe życie, że śmierć jest pięknym odpoczynkiem.

Jestem twoim znienawidzonym odbiciem w lustrze.
Jestem deszczem, rozbijającym się o ostrość tego szorstkiego świata.
Płaczę nad wami wszystkimi, swoimi łzami zmywając wasze. Usypiam, wraz z nadejściem poranka.

Żyję, choć życie jest umieraniem. Chociaż jest absurdem.
Chociaż jest takie piękne...
Ludzie upadli aż tak nisko, że górują nad nimi larwy pasożytów.

Jestem szeptem, który koi twój lęk, i który wwierca się w twój umysł.
Jestem gorącą, rubinową wodą, otulającą rozdygotane ciało, gotowe by odejść.
I przemijam. Przemijam jak wszystko na tym świecie.

Zabij mnie delikatnie i szybko.
Niech to będzie ukłucie.

Zabijaj mnie brutalnie i powoli.
Niech to będzie tortura.

Nafaszeruj moje wyschnięte gardło garściami prochów, wydrąż tunele w mojej skórze, wydrap moje oczy słonymi łzami, uduś mnie wspomnieniami. I pozwól mi patrzeć, jak opuszcza mnie życie.
Jak wypełnia się słodkie suicidium, jak się spełnia moje odwieczne marzenie...

Moje życzenie śmierci.


Vuohi