Co usta me zaciska i powieki moje składa
Tak niespokojny dziś przyszedł;
Odziany w noc i smutek, pełen ciszy...
Drżącą dłoń wyciągnął ku mnie
I obsypał swoim czarem
Zabrał znów do swego świata,
Który wysnuł z moich łez i z mych uśmiechów
Ciągnie mnie przez czarne ulice
Smoła w rzekach płynie
Domy milczą, przez zamknięte okiennice,
A z nieba pył się sypie
Widzę strach za każdym zakrętem
Lepka ciemność oplata się wokół szyi
Sen w panikę mnie wprowadza
Dusząc mnie brudnym wspomnieniem
Na górze zamek z czarnych cegieł się piętrzy
Nad miastem zmartwień i trosk żyć ludzkich
Król bólu i beznadziei spogląda z jego okien
Na krajobraz pełen nędzy, i zaciąga się tą czernią
Sen prowadzi mnie po schodach
Tam ku górze, do swej wieży
Śmierć przedstawia mi po drodze
I oswaja z jej urokiem
Ściany zamku mają uszy,
Ściany zamku mają usta,
A ich głosy płyną z murów;
Płaczą, prosząc o zbawienie
Kim ja jestem, co tu robię?
Nie chcę iść już wyżej za nim
Moje ciało z sił opada;
Więcej schodów ponad nami
Na szczycie komnata zamknięta w ciszy
Jej ściany wykładane ludzkimi twarzami
Każda z nich kamienny ma wyraz
Zimny i oschły, obojętny na cierpienie
Po środku ja stoję; samotna i zziębnięta,
A przede mną jedno z szarych okien;
Sen łzy z oczu mi wyciska tym zimnym widokiem
Proszę, aby odszedł, abym mogła już się zbudzić...
Lecz on nigdy nie odpuszcza i odtwarza mi co noc
Każde zatajone słowo, każdy popełniony błąd
Każe wyjrzeć mi przez okno; w dali morze moich tęsknot
I upadam na posadzkę; wokół zimne twarze jęczą...
Jestem tylko Twoim snem, tylko stertą Twoich myśli
Szarość wokół, to Twój świat, ale ten rzeczywisty
Wszystko od czego uciekasz, właśnie tutaj Cię dopada
I nie daje Ci odpocząć, nawet gdy się bardzo starasz
A więc zbudź się tylko wtedy,
Kiedy świat we śnie zrozumiesz
Wówczas chłodu ludzi żywych
Tak boleśnie nie odczujesz...
Vuohi