Osnuta pajęczyną myśl którą niegdyś
porzuciłam
lśni gdzieś w kącie mojego umysłu
stara się mnie poruszyć
lecz ja siedzę niewzruszona i patrzę
niemal nie mrugając oczami
chłonę obraz pragnienia by zaistnieć na nowo
Szepcze do mnie w języku którego nie znam
a może znałam nie będąc świadoma
wbija się w kąt mego oka przyciągając uwagę
Nie chcę jej
nie chcę jej widzieć ale wszystko
we mnie
zwraca się ku niej
jak dziecko wracające w ramiona matki
która wybacza i kocha
Wiem że ja tą myśl stworzyłam
i ja ją znienawidziłam i porzuciłam
a teraz staram się ją stłumić
zatrzeć w pamięci cień jej istnienia
i nigdy do niej nie wracać
Bo ta myśl jest strachem
przesycona mrokiem pustoszącym moje ciało
jest ucieczką pachnącą jak ból
którego woń znam na pamięć
Nie pozwalam jej się zbliżać
nie pozwalam jej oddychać
i wcale jej nie karmię
choć wiem że przetrwa ze mną wszystko
jest na dobre i na złe
Przykrywam ją kurzem
popiołem codziennych zmartwień
Świadomie ranię ją mówiąc
Ty nie istniejesz
A ona świadomie rani mnie,
udowadniając mi
Że jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz