Umieram tak cicho...
A ludzie jakby nigdy nic, spacerują po moim ciele;
Jest już zupełnie wytarte i zużyte
Skóra stała się twarda jak pancerz
I wszyscy są odrobinę nade mną,
Jakby stąpali po cienkiej tafli,
Po wieku mojej szklanej trumny...
Moje powieki są ciężkie
Tak ciężkie, że rzęsy przysłaniają mi światło
Że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie
Moje oczy na zmianę gasną
I lśnią, jak te szklane, u porcelanowych lalek
Jestem w połowie we śnie,
Z jedną nogą zaczepioną o świat wokół...
Czuję się nawet trochę samotna,
Mimo że widzę tyle twarzy, słyszę tyle głosów
Bo żadne spojrzenie, nie spotyka się z moim
Bo żaden z tych głosów, nie wzywa mego imienia
Jestem niewidzialna, jestem niepotrzebna.
Oddycham powoli, coraz wolniej
Coraz mniej powietrza nabieram z każdym wdechem
Czy powinnam walczyć...
Czy powinnam rozbić tę szklaną barierę...?
Powinnam krzyczeć i wołać o pomoc...?
Cicho odchodzę, pozbywam się cielesności,
Spoczywając w niepokoju
A na moim ramieniu przycupnęła myśl
Jedna z tych ostatnich...
Może nigdy nie istniałam...a jedynie
Śniłam, odgrodzona od całego świata
Od tego zła, i od piękna...?
Owleczona kruchą warstwą...
Śniłam, o posiadaniu życia na własność...
Vuohi
A ludzie jakby nigdy nic, spacerują po moim ciele;
Jest już zupełnie wytarte i zużyte
Skóra stała się twarda jak pancerz
I wszyscy są odrobinę nade mną,
Jakby stąpali po cienkiej tafli,
Po wieku mojej szklanej trumny...
Moje powieki są ciężkie
Tak ciężkie, że rzęsy przysłaniają mi światło
Że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie
Moje oczy na zmianę gasną
I lśnią, jak te szklane, u porcelanowych lalek
Jestem w połowie we śnie,
Z jedną nogą zaczepioną o świat wokół...
Czuję się nawet trochę samotna,
Mimo że widzę tyle twarzy, słyszę tyle głosów
Bo żadne spojrzenie, nie spotyka się z moim
Bo żaden z tych głosów, nie wzywa mego imienia
Jestem niewidzialna, jestem niepotrzebna.
Oddycham powoli, coraz wolniej
Coraz mniej powietrza nabieram z każdym wdechem
Czy powinnam walczyć...
Czy powinnam rozbić tę szklaną barierę...?
Powinnam krzyczeć i wołać o pomoc...?
Cicho odchodzę, pozbywam się cielesności,
Spoczywając w niepokoju
A na moim ramieniu przycupnęła myśl
Jedna z tych ostatnich...
Może nigdy nie istniałam...a jedynie
Śniłam, odgrodzona od całego świata
Od tego zła, i od piękna...?
Owleczona kruchą warstwą...
Śniłam, o posiadaniu życia na własność...
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz