Mogłabym wprost wydrzeć z twych ust te wszystkie drobne,
Ostre jak brzytwa odłamki słów,
Połamane, zgrzytające między zębami szkiełka
Piach rzucony w Twoje oczy, wpisane w twe szorstkie wargi przekleństwo
Skruszone kłamstwa, szepty, których nie jesteś godzien
Łgarstwa, oszczerstwa szpecące twój język
Igły powbijane w napiętą z wysiłku skórę...
I mogłabym spłonąć wraz z nimi, pozwolić im się zamęczać.
Mogłabym zgnieść twoje kości, nazbyt delikatne,
Wystające z twej szyi, z twych ramion i boku
Uśmiercając cię, a jednocześnie pragnąc tak mocno...
Lecz nie robię tego. Nie robię zupełnie nic,
Prócz spijania z ciebie tych resztek, których już nie chcesz
Prócz wpatrywania się w ciebie szeroko otwartymi oczami
Prócz cierpienia z głodu, z pragnienia ciebie
Pozwalam ci wlewać w siebie swój jad,
Oddaję ci wszystko co kiedykolwiek mogłam mieć,
I możesz być pewien, że nikt nigdy nie mógł dostać więcej ode mnie...
Niż ty dostajesz.
Mogłabym wspiąć się na twe ramiona,
Mogłabym zedrzeć z nich warstwę słodkości,
Dotrzeć do samego serca goryczy i udowodnić...
Samej sobie...?
Że nie ma w tobie nic, co na mnie zasługuje.
Bo mogłabym...mogłabym wszystko
Mogłabym mieć wszystko, gdyby nie ta zniewalająca chęć
Trwania przy tobie, bycia przy tobie
Słuchania ciebie, smakowania ciebie.
Czucia.
Jestem skazana na kochanie każdej twojej wady.
Muszę pragnąć każdego twojego ostrego słowa,
Każdego ciosu wymierzonego przez ciebie w mój policzek,
Muszę kochać, muszę kochać wszystko, co należy do CIEBIE!
Prócz siebie; oprócz tej kruchości przylegającej do twego boku.
Jej mogę nienawidzić. Ją mogę ranić i wypluwać na nią swe żale,
Jej mogę zadawać ból, tysiące razy gorszy, niż ten, którym jesteś, choć...
Nie mogę siebie wciąż oderwać od ciebie, mój strachu.
Mój lęku, moja udręko, moje rozkoszne cierpienie.
Ty, który byłeś wszystkim, czego pragnęłam.
Ty, którego wciąż potrzebuję...
Mój własny bólu, który kochałam, a brak jego uzależniającej obecności mnie zabił.
Vuohi
Ostre jak brzytwa odłamki słów,
Połamane, zgrzytające między zębami szkiełka
Piach rzucony w Twoje oczy, wpisane w twe szorstkie wargi przekleństwo
Skruszone kłamstwa, szepty, których nie jesteś godzien
Łgarstwa, oszczerstwa szpecące twój język
Igły powbijane w napiętą z wysiłku skórę...
I mogłabym spłonąć wraz z nimi, pozwolić im się zamęczać.
Mogłabym zgnieść twoje kości, nazbyt delikatne,
Wystające z twej szyi, z twych ramion i boku
Uśmiercając cię, a jednocześnie pragnąc tak mocno...
Lecz nie robię tego. Nie robię zupełnie nic,
Prócz spijania z ciebie tych resztek, których już nie chcesz
Prócz wpatrywania się w ciebie szeroko otwartymi oczami
Prócz cierpienia z głodu, z pragnienia ciebie
Pozwalam ci wlewać w siebie swój jad,
Oddaję ci wszystko co kiedykolwiek mogłam mieć,
I możesz być pewien, że nikt nigdy nie mógł dostać więcej ode mnie...
Niż ty dostajesz.
Mogłabym wspiąć się na twe ramiona,
Mogłabym zedrzeć z nich warstwę słodkości,
Dotrzeć do samego serca goryczy i udowodnić...
Samej sobie...?
Że nie ma w tobie nic, co na mnie zasługuje.
Bo mogłabym...mogłabym wszystko
Mogłabym mieć wszystko, gdyby nie ta zniewalająca chęć
Trwania przy tobie, bycia przy tobie
Słuchania ciebie, smakowania ciebie.
Czucia.
Jestem skazana na kochanie każdej twojej wady.
Muszę pragnąć każdego twojego ostrego słowa,
Każdego ciosu wymierzonego przez ciebie w mój policzek,
Muszę kochać, muszę kochać wszystko, co należy do CIEBIE!
Prócz siebie; oprócz tej kruchości przylegającej do twego boku.
Jej mogę nienawidzić. Ją mogę ranić i wypluwać na nią swe żale,
Jej mogę zadawać ból, tysiące razy gorszy, niż ten, którym jesteś, choć...
Nie mogę siebie wciąż oderwać od ciebie, mój strachu.
Mój lęku, moja udręko, moje rozkoszne cierpienie.
Ty, który byłeś wszystkim, czego pragnęłam.
Ty, którego wciąż potrzebuję...
Mój własny bólu, który kochałam, a brak jego uzależniającej obecności mnie zabił.
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz