sobota, 11 kwietnia 2015

Pierwsza

Obłoki gęste i jasne, niczym grzywa płowego źrebięcia;
Wtapiam w nie dłonie spojrzenia
Palcami oczu przebieram
Kręgi zataczam słoneczne i marzę, i śnię, i lecę...

Wstęgi myśli zaplatam w warkocze
Siedzę nad złocistym strumieniem
Pod jasnym, niebieskim sklepieniem
Wspomnień wyłapuję błyski;

Posiwiało mi serce za młodu,
Pomarszczyła się skóra na rękach
Wykuwam się sama z własnego lodowca,
Co sunąc się, niesie zniszczenie

Pierwsza Miłości,
Zechciej uwolnić mnie z objęć swoich,
Bo zgniłe są Twe ramiona i cuchniesz
Przedzieram się przez Ciebie i duszę

Gdybym była Tobą, chyba dawno bym się znudziła
Czekaniem, aż się obudzę i poddam dobrowolnie, świadomie...
Ale nie jestem, na szczęście, choć to mnie boli bardziej, niż Ciebie.

Obłoki gęste i jasne, niczym grzywa płowego źrebięcia;
Trzęsę się z nerwów starając wydobyć choć skrawek siebie
Z zimnego Twego objęcia

Gorzkie, och, gorzkie rozstanie,
Ty także brudzisz mnie strasznie;
Odeszliśmy od siebie choć nigdy...
Przecież nie byliśmy razem



Vuohi

1 komentarz: