poniedziałek, 13 lipca 2015

Zupełnie niczego mi nie brak

Zupełnie niczego mi nie brak

Mam przecież wszystko to, o co walczyłam zawzięcie, raniąc dłonie i tnąc opuszki.
Wdechem jednym wciągam do ust słowa wiszące w powietrzu
I niewypowiedziane myśli zaczynają zalegać w mych płucach...

Zupełnie niczego mi nie brak

Kiedyś broniłam się przed samotnością, aż do chwili, gdy zapłakała żałośnie, stojąc w progu mych drzwi,
Zawodząc tak samo jak ja, i połączyły nas w milczeniu te noce,
Które dzielić miałam z Tobą, tylko z Tobą, Wyobrażenie Moje Szkliste...

Zupełnie niczego mi nie brak

Przecieram zaparowane lustro i parzy mnie mój własny oddech; zawstydza mnie
Snując marzenia swoje tak otwarcie, opadając bezwiednie na szklaną powierzchnię,
I cierpki swój smak rysując mi na ustach, niczym przypomnienie...

O widoku z góry na dół
O pragnieniu smaku
O nieudolnych próbach
O wołaniach żałosnych

Och, jak okropnie mi wstyd!

Z resztek włosów wyczesuję popiół i pióra; strzępy przeszłości blokujące mnie codziennie
I tak bardzo pragnę pociągnąć ze wszystkich sił za to, co pozostało po mojej miłości...
Wyrwać brutalnie i zapomnieć, mimo blizn, o spalonych mostach i skrzydlatych marzeniach

Zupełnie niczego mi nie brak

Może z wyjątkiem Ciebie, czasami.
Ale to się nie liczy. To nie ma znaczenia. Ja nie mam znaczenia.

Każdy dostrzec może dziś moje szaleństwo i wyśmiewać największy z moich upadków...
Kiedy mimo świadomości, że nic się już nie uda, bo nie da się wyciągnąć Ciebie spod ziemi, bo nie da się tchnąć życia na nowo w Twoje usta...

Ja nie przestaję drążyć tuneli w pergaminie moim, by Cię odnaleźć...

Bo tak straszliwie, straszliwie niczego mi nie brak...prócz Ciebie.
Czasami.




Vuohi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz