Przyjdź Zimo, przyjdź i nie odchodź!
Niech lód skuje jezioro moje bezdenne i pęknie, w miejscach, gdzie tafla wody była dla mnie lustrem.
Od dziś, ogłaszam, że oczy moje będą puste.
Nie zniosę siebie dłużej...
Zamierzam się wykrwawiać słowami bez końca, ale wyżej nad szept ich nie podniosę. Krzyk niech zmrożony zespoi się z sercem, co skamienieje wkrótce pod chłodem, którego ciężar i ciemność przytłacza, jak kotwica rzucona na ląd; osiadam tu, ryjąc dziurę w piasku - coraz głębszy dół.
Niech się skruszą przerdzewiałe konstrukcje, na których myśli zwykłam opierać. Śniegu, Ty przykryj me troski - o nic się więcej nie będę martwić, co wiąże się z latem - uczuciem roztopionym...
Przyjdź Zimo, przyjdź i nie odchodź!
Nie odwrócę się, nie ma mowy, nie odwrócę się nigdy więcej! Zbrzydły mi Wiosny na łąkach snów przespane, paskudna Jesień jeszcze trzyma mnie w tęsknocie - koniec, koniec mych pór roku!
Przyjdź Zimo i zabij mnie; jestem zmęczona bieganiem tam i z powrotem.
Nie wiem czego chcę i nigdy nie wiedziałam, ale gdybym mogła, wdrapałabym się teraz na najwyższą górę, wczołgałabym się na szczyt schodów i rzuciłabym spojrzenie na Przeszłość, czołgającą się w dole w boleściach. Pod mymi stopami rozrastają się marzenia nigdy nie zakwitłe, zalegają pnie drzew bez koron. Chryzantem pąki rzucam z okna wieży, z której nie zejdę o własnych siłach; mogę tylko wzlecieć w górę, albo sfrunąć w dół. Obojętne...jest mi to obojętne!
Znieczulam się, oddalam...
Odwracam się...zasypiam.
Nie wrócę, nie ma mowy, nie wrócę nigdy więcej! Na dole wszystko cuchnie zgnilizną, na dole nie mam czego szukać. Doskonałe czucie bez ciała, bez obrazu i dźwięku; cisza i ciemność namacalna - to wszystko tu, na górze czeka na tych, którzy odważą się zamarznąć...raz na zawsze.
Chcę się więc odważyć.
Chcę.
I jednocześnie wcale nie chcę...i jakoś tak...nie mogę.
Zimo, bądź proszę delikatna; bezboleśnie chcę zasnąć w Twych ramionach...
Lato tkwi nadal w mym sercu.
Lato - rumiane, zawstydzone, gorące.
I jesień, jesień wciąż leży na miejscu.
Jesień - cicha, zapłakana, tęskniąca...
Znieczulam się, oddalam...
Odwracam się...zasypiam.
Więc przyciśnij mnie Zimo do siebie i całując, zabierz mi tchnienie...
Poddaję się.
Poddaję się!
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz