środa, 9 stycznia 2019

(nie)możliwości


Gdybyśmy mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, powiedziałabym Ci, że cały ten czas spędzony z Tobą nigdy mi nie wystarczył.
Że chciałabym móc rozszczepić się w czasie i pozwolić choć cząstce mnie pozostać na zawsze w jednej z naszych pięknych, wspólnych chwil.
Gdybym mogła, cofnęłabym wszystko, co z mojej winy mogło nam zaszkodzić - chociażby po to, by spróbować, jak smakuje życie bez poczucia winy.

Nie potrafię się ze sobą pogodzić.
Moje ciało buntuje się przeciwko mnie samej, bo przecież najpierw ofiarowałam je Tobie, a potem wszystkiemu, co Twoje, pozwoliłam odejść tak okrutnie daleko... Kończyny moje tkwią w odrętwieniu, od tych paru lat, bojąc się poruszyć dla kogokolwiek innego. Mięśnie trwają w nieustannym napięciu, obawiając się ponownego porzucenia. Skóra pali, ilekroć zezwalam na jej dotknięcie...
Dlaczego wtedy pozwoliłam im wszystkim myśleć, że należą nie do mnie, lecz do Ciebie?
Teraz nie potrafię ich z powrotem ze sobą oswoić. Nie rozpoznają we mnie prawowitego właściciela.
Gdybyśmy mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, poprosiłabym Cię, abyś zwrócił mi moje ciało. Choć wiem, że to nierealne, nie potrafię porzucić nadziei, gdy moja dusza błąka się w niepewności po pustym kokonie z krwi i kości, którym poruszam się po
świecie.

Chciałabym, byś oddał mi moją miłość, którą wylałam w Ciebie do ostatniej kropli, pozwalając uschnąć swym marzeniom.
W zamian dałabym Ci te tysiące wspomnień, którymi zadręczam się co noc.
Dałabym Ci pamięć, która ciąży na sercu, przepełniona Twoim głosem.

Gdybyśmy jeszcze porozmawiali...chciałabym móc poudawać, że znamy się tylko trochę. Że Twoje spojrzenie nigdy nie przeszyło mnie na wylot, a Twoje dłonie nigdy nie otarły się o moje ciało.
Może uwierzyłabym w to na wystarczająco długo - na tyle, by zdążyć się bezboleśnie z Tobą rozstać, by zdążyć odejść na zawsze i nigdy nie zechcieć wrócić...

Gdybyśmy mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, czy załamałby się Twój głos?
Gdybyś nie pisał, nie posyłał fotografii, a tylko stał naprzeciwko mnie...?
Mój głos załamał się z Twego powodu tak niezliczoną ilość razy...a jednak nie dostatecznie dużo, by kiedykolwiek złamać Twój lodowaty wzrok.

Gdybyśmy mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, przestałabym może w końcu snuć domysły i bezustannie myśleć, co mogłoby się stać.
Gdybyś tylko zabrał z tą rozmową z powrotem wszystko to, co nie pozwala mi teraz spać.

I może moja miłość wróciłaby do mnie.
I może moja dusza wróciłaby do kochającego ją ciała.
I może ta skorupa, w której tkwię, ponownie stałaby się domem...

...kochającym to, co w sobie ma.

Vuohi, 08.01.19
00:34

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz