Gdybyśmy
mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, powiedziałabym Ci, że cały ten czas
spędzony z Tobą nigdy mi nie wystarczył.
Że
chciałabym móc rozszczepić się w czasie i pozwolić choć cząstce mnie pozostać
na zawsze w jednej z naszych pięknych, wspólnych chwil.
Gdybym
mogła, cofnęłabym wszystko, co z mojej winy mogło nam zaszkodzić - chociażby po
to, by spróbować, jak smakuje życie bez poczucia winy.
Nie potrafię się ze sobą pogodzić.
Moje
ciało buntuje się przeciwko mnie samej, bo przecież najpierw ofiarowałam je
Tobie, a potem wszystkiemu, co Twoje, pozwoliłam odejść tak okrutnie daleko...
Kończyny moje tkwią w odrętwieniu, od tych paru lat, bojąc się poruszyć dla
kogokolwiek innego. Mięśnie trwają w nieustannym napięciu, obawiając się
ponownego porzucenia. Skóra pali, ilekroć zezwalam na jej dotknięcie...
Dlaczego
wtedy pozwoliłam im wszystkim myśleć, że należą nie do mnie, lecz do Ciebie?
Teraz
nie potrafię ich z powrotem ze sobą oswoić. Nie rozpoznają we mnie prawowitego
właściciela.
Gdybyśmy
mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, poprosiłabym Cię, abyś zwrócił mi
moje ciało. Choć wiem, że to nierealne, nie potrafię porzucić nadziei, gdy moja
dusza błąka się w niepewności po pustym kokonie z krwi i kości, którym poruszam
się po
świecie.
Chciałabym, byś oddał mi moją miłość, którą wylałam w Ciebie do ostatniej kropli, pozwalając
uschnąć swym marzeniom.
W
zamian dałabym Ci te tysiące wspomnień, którymi zadręczam się co noc.
Dałabym
Ci pamięć, która ciąży na sercu, przepełniona Twoim głosem.
Gdybyśmy
jeszcze porozmawiali...chciałabym móc poudawać, że znamy się tylko trochę. Że
Twoje spojrzenie nigdy nie przeszyło mnie na wylot, a Twoje dłonie nigdy nie
otarły się o moje ciało.
Może
uwierzyłabym w to na wystarczająco długo - na tyle, by zdążyć się bezboleśnie z
Tobą rozstać, by zdążyć odejść na zawsze i nigdy nie zechcieć wrócić...
Gdybyśmy
mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, czy załamałby się Twój głos?
Gdybyś
nie pisał, nie posyłał fotografii, a tylko stał naprzeciwko mnie...?
Mój
głos załamał się z Twego powodu tak niezliczoną ilość razy...a jednak nie
dostatecznie dużo, by kiedykolwiek złamać Twój lodowaty wzrok.
Gdybyśmy
mogli jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać, przestałabym może w końcu snuć
domysły i bezustannie myśleć, co mogłoby się stać.
Gdybyś
tylko zabrał z tą rozmową z powrotem wszystko to, co nie pozwala mi teraz spać.
I może moja miłość
wróciłaby do mnie.
I
może moja dusza wróciłaby do kochającego ją ciała.
I
może ta skorupa, w której tkwię, ponownie stałaby się domem...
...kochającym to, co w sobie ma.
Vuohi,
08.01.19
00:34
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz