Widzę i czuję Cię tak samo, jak Ty patrzysz na mnie:
raz w pełni, raz ledwie zauważalnie
cienką wygiętą kreską
na ciemnej planszy Twój uśmiech
rysuje nocne źródło światła
Czarne niebo najwyraźniej
odznacza Twoje istnienie
i w najgorszej pogodzie
blask przebija się przez deszcz -
mieni się w tysiącach kropel
chmury przekłuwa na wskroś
Oświetlasz mnie, ale nie ogrzewasz
- dając srebrne złudzenie ciepła -
jesteś przecież za daleko, by mnie objąć
niezależnie czy to 384 400, czy 4 i pół kilometra
(mimo) wszystko jednak czuję:
Twa obecność wisi mi nad głową
i chyba jest równie wieczna,
co te gwiazdy, słońce i wszechświat
Vuohi, 21.04.20