Uczę się Ciebie nie kochać - powoli,
tak, jak się toczy pod górę głaz,
z niemałym trudem, nie będąc pewnym,
czy ten wysiłek ma jakiś sens.
tak, jak się toczy pod górę głaz,
z niemałym trudem, nie będąc pewnym,
czy ten wysiłek ma jakiś sens.
Uczę się pisać rozdzielnie litery M i Y,
po przeciwnych stronach kartki stawiać
Ja - - - Ty (bez i!),
i z czasem coraz lepiej mi to wychodzi,
nie kłócę się już z piórem (tak głośno...).
Pozwalam dłoniom zaciskać się odruchowo,
na myśl o Twoich rękach, wbijam paznokcie
w miejsca przepływu miłości, jak gwoździe
- niech zapamiętają tylko ból.
Uczę się Ciebie nie kochać - stopniowo,
tak, jak dziecko nabywa umiejętność chodzenia,
jeszcze stawiam niepewnie kroki, ale kiedyś...
Kiedyś na pewno urosną mi nogi i kręgosłup
na tyle będzie stabilny, by się nie ugiąć,
pod trwogą z racji odrzucenia,
by się nie zgiąć w Twoją stronę, by wziąć
te nogi za pas i na zapas zachować dystans,
byleby nie zapomnieć wszystkiego, co umiem,
z pragnienia.
Vuohi, 26.12.20
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz