czwartek, 24 czerwca 2021

Dwa cztery

Młoda noc, jeszcze nagrzana dniem,
ma w sobie coś z otwartej dłoni - zaprasza i czeka;
ma w sobie coś z roztopionego asfaltu - nosi odbicia opon
i porozbijanych butelek; ślady złości i szaleństwa.

Skończę dwadzieścia cztery lata i przez dwadzieścia cztery godziny
czas będzie o mnie pamiętał, będzie wspominał mój pierwszy oddech,
a potem minie, zabierze z sobą kolejną cząstkę,
ale nie będzie mi lżej.

Jeszcze nie teraz - dopiero potem, gdy dni przestaną już być coraz dłuższe,
ta noc przyjdzie po mnie i powie mi:
ty też masz coś w sobie.

Trochę z otwartej dłoni, trochę z pięści,
szramy bezsilności i zmarszczki, które wygniótł śmiech.
W nasze ciała powtykane gwiazdy, błyskotki łez, iskry radości,
lśnią pamięcią o tym co było,
i świecą nadzieją wobec tego, co będzie.

Vuohi, 17.06.21

Rozkład

Moje osiedle cuchnie zgnilizną w upalne dni
od zeszłego roku na chodniku leżą moje słowa
trzewia wyprute w rozpaczy rozkładają się powoli
z uporem chcąc zachować pozory życia

Beznamiętnie mijam spleśniały owoc mojej szczerości
niepotrzebnie zainfekowanej przez emocje
pulsujące wrzącą krwią w każdej kończynie

Tamta rozmowa przez telefon
sprawiła że odcięłam sobie rękę wyciągnęłam oko
z oczodołu rozgniotłam je jak ślimaka bez skorupy
wtarłam w chodnik z rezygnacją

Porzuciłam ten kawałek siebie w najbliższej okolicy
na wypadek gdyby zechciał wrócić
doczołgać się do mnie i z powrotem przywrzeć
do tego zepsutego złą miłością ciała i ducha

w upalne dni moje osiedle cuchnie zgnilizną
a ja się zaciągam
wspominam
rozgrzebuję rany

Vuohi, 11.06.21

Czy jesteś jeszcze...?

Nawet kora drzew i linie papilarne liści noszą ślady Twojej obecności;
chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza, lecz zakrztusiłam się
zapachem zimy i ostrych perfum - a przecież wiosna, a przecież
Ciebie tu brak...tak?

W Twoich źrenicach odbijał się Wszechświat, więc i Wszechświat
przypomina mi Ciebie z oczu, każda cząsteczka, drobinka,
nieważne, że czy kocham, czy nie - i tak tęsknię,
mimowolnie.

Zbłąkane pyłki i kurz, babie lato i rzęsa na policzku
- wszystko to wagi nabiera słoniowej, gdy mam się podnieść
z przeszłości, z kolejnego snu, w którym trwasz
żywy, z krwi i kości.

Melancholia wisi w powietrzu tak gęstym, że można by się oprzeć,
ale ja nie mogę - rozpamiętuję wbrew sobie, wydłubuję
z igieł sosnowych, z muszli ślimaczych, spod kamieni na drodze
resztki Ciebie;

bo gdzieś być musisz, skoro Cię czuję
i słyszę - echem się po mnie niesiesz,
wspinasz na drabiny cierpienia, łamiąc szczeble - moje kości...
Choć łudziłam się tak wiele razy, w głębi duszy wiem:
nie ma w Tobie litości.


Vuohi, 13.06.21

***(To zaszczyt - być czyjąś pierwszą miłością)

To zaszczyt - być czyjąś pierwszą miłością,
boleśnie wkłuć się dziewiczą strzałą,
zmącić niewinne zmysły.
I wielka odpowiedzialność - być pierwszą miłością:
już na zawsze pozostaje się złączonym,
bo tej pierworodnej nici zerwać się nie da;
można jedynie zapomnieć, skąd ruchy takie, a nie inne,
jakby ktoś pociągał za sznurki.

Dręczy mnie to pytanie - więc która miłość była pierwsza?
Ktoś powiedział, że tak kocha się tylko raz,
ale nie umiem się zgodzić.
Nie pamiętam czasów, w których bym miała serce zamknięte,
nie pamiętam innej miłości, niż ta obecna, zawsze największa...

Zawsze najprostsza, mająca korzenie
w codziennym uwielbieniu kolorów nieba, zapachu kwiatów;
bo tak samo się kocha czyjś uśmiech - nieprzerwanie,
a zarazem ciągle od nowa, odnajdując nowe zmarszczki...
Dlaczego więc to zakochanie, zauroczenie,
miałoby wartość mieć mniejszą,
gdy z całych sił, z wszystkich kończyn i głębin myśli
to jedno uczucie wypływa...?

To zaszczyt - być człowiekiem, i kochać, to radość,
spleciona z bólem, troską, nadzieją, tęsknotą.
I wielka odpowiedzialność - kochać i być kochanym,
tak myślę, bo przecież nic na tym świecie
nie istnieje bez śladu;
wszyscy jesteśmy w tę miłość wplątani.

Vuohi, 02/07.06.21