Młoda noc, jeszcze nagrzana dniem,
ma w sobie coś z otwartej dłoni - zaprasza i czeka;
ma w sobie coś z roztopionego asfaltu - nosi odbicia opon
i porozbijanych butelek; ślady złości i szaleństwa.
ma w sobie coś z otwartej dłoni - zaprasza i czeka;
ma w sobie coś z roztopionego asfaltu - nosi odbicia opon
i porozbijanych butelek; ślady złości i szaleństwa.
Skończę dwadzieścia cztery lata i przez dwadzieścia cztery godziny
czas będzie o mnie pamiętał, będzie wspominał mój pierwszy oddech,
a potem minie, zabierze z sobą kolejną cząstkę,
ale nie będzie mi lżej.
Jeszcze nie teraz - dopiero potem, gdy dni przestaną już być coraz dłuższe,
ta noc przyjdzie po mnie i powie mi:
ty też masz coś w sobie.
ta noc przyjdzie po mnie i powie mi:
ty też masz coś w sobie.
Trochę z otwartej dłoni, trochę z pięści,
szramy bezsilności i zmarszczki, które wygniótł śmiech.
W nasze ciała powtykane gwiazdy, błyskotki łez, iskry radości,
lśnią pamięcią o tym co było,
i świecą nadzieją wobec tego, co będzie.
szramy bezsilności i zmarszczki, które wygniótł śmiech.
W nasze ciała powtykane gwiazdy, błyskotki łez, iskry radości,
lśnią pamięcią o tym co było,
i świecą nadzieją wobec tego, co będzie.
Vuohi, 17.06.21