Nawet kora drzew i linie papilarne liści noszą ślady Twojej obecności;
chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza, lecz zakrztusiłam się
zapachem zimy i ostrych perfum - a przecież wiosna, a przecież
Ciebie tu brak...tak?
chciałam zaczerpnąć świeżego powietrza, lecz zakrztusiłam się
zapachem zimy i ostrych perfum - a przecież wiosna, a przecież
Ciebie tu brak...tak?
W Twoich źrenicach odbijał się Wszechświat, więc i Wszechświat
przypomina mi Ciebie z oczu, każda cząsteczka, drobinka,
nieważne, że czy kocham, czy nie - i tak tęsknię,
mimowolnie.
Zbłąkane pyłki i kurz, babie lato i rzęsa na policzku
- wszystko to wagi nabiera słoniowej, gdy mam się podnieść
z przeszłości, z kolejnego snu, w którym trwasz
żywy, z krwi i kości.
Melancholia wisi w powietrzu tak gęstym, że można by się oprzeć,
ale ja nie mogę - rozpamiętuję wbrew sobie, wydłubuję
z igieł sosnowych, z muszli ślimaczych, spod kamieni na drodze
resztki Ciebie;
bo gdzieś być musisz, skoro Cię czuję
i słyszę - echem się po mnie niesiesz,
wspinasz na drabiny cierpienia, łamiąc szczeble - moje kości...
Choć łudziłam się tak wiele razy, w głębi duszy wiem:
nie ma w Tobie litości.
Vuohi, 13.06.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz