Po raz kolejny zanurzył nos w jej gęstych włosach, dotykając szyi. Wciągał resztki zapachu, który jako jedyny zdawał się pozostać...
Wdech za wdechem, następne głębsze od poprzednich. Za chwilę się ulotni, ulotni jak jej dusza, musi więc go nabrać jak najwięcej...Tyle czasu na to czekał, tak pragnął tej chwili, by mieć ją tylko dla siebie, na własność.
Parę chwil temu żyła, dusząc się, szarpiąc, starając wyrwać...lecz nie dał jej uciec, nie pozwolił odejść żywej z tego miejsca. Ostatni dech w jego ramionach, zgaszone oczy i lekko uchylone usta, jakby odchodząca jej dusza uciekła z wnętrza właśnie tędy...
Krok w krok, zawsze za nią, przy niej, ale jednak w tyle, w jej cieniu...
Tyle godzin, tyle dni, tyle miesięcy czekał na tę jedną chwilę, na jedno jej spojrzenie, utkwione w jego oczach...Niczego tak nie pragnął.
Nie chciała go, stale uciekała, wymykała się mu choć chciał ją zwabić, jak drapieżnik swą ofiarę. Snuł swą sieć wokół niej, stale ją zacieśniając, tak bardzo, aż zaczynała się dusić, szukać pomocy z zewnątrz.
Własny jej cień, który starała się odepchnąć, odrzucić, stawał się jej oprawcą i największym lękiem.
Tak bardzo niewinna z pozoru, zwykła postać człowieka, którego poznała kilka lat temu... Uzależnił się od niej, chciał w końcu móc jej dotknąć, móc poczuć jej zapach, jej gorący oddech na skórze....
Tak bardzo tego pragnął, a pragnienie stało się obsesją, śmiertelną chorobą niszczącą go od wewnątrz.
Nie, nie było to możliwe, gdy wciąż uciekała, od samego początku...aż do teraz.
Na własność, chciał mieć ją na własność, zamknąć ją w klatce, ukryć w cieniu przed całym światem, by nikt poza nim nie mógł jej oglądać, by był jedynym, którego mogłaby pokochać...
Podążał za nią nieustannie, chcąc zatopić się w jej oczach, czuł jej słodką, kuszącą woń, na odległość, jakby za szybą, za mgłą; na wyciągnięcie ręki, a jednak wciąż za daleko... Chciał być jej wsparciem, być tymi ramionami, w które mogłaby się wypłakać, i na których mogłaby się oprzeć... Śnił o niej, marzył o niej, pragnął jej, a ból pustoszył jego umysł i całe ciało, tak bardzo wielka była ta pustka wewnątrz, zżerająca każdy centymetr po kawałku, coraz bardziej... Głosy tłukły się w jego głowie, to one, one mu rozkazywały, rządziły nim.
Zabij ją, idź za nią, weź ją i ukryj, zabierz...
Szept, który tak potrafił manipulować.
Chciał poczuć jej smak, jej dotyk, zetknąć swe usta z jej własnymi, móc czuć przepływające ciepło między ich dłońmi, ich ciałami, bijącymi sercami...
Była coraz dalej, coraz większa pustka, coraz cięższy kamień spoczywający na jego sercu...
Ukryj ją, zabierz, porwij, schwytaj... Szeptały, mówiły coraz głośniej, krzyczały...
Zerwał się z miejsca, wiedział gdzie jest, gdzie się ukrywa. Wiedział, że tego wieczoru ma wyjechać, ma zniknąć i zostawić go w tyle na zawsze, by minął wraz z resztą wydarzeń z przeszłości. Chciała wymazać go z pamięci...
Szła spokojnie, powietrze stawało się wciąż gęstsze i gęstsze, ale niczego się nie spodziewała, przecież nie mógł się dowiedzieć, gdzie teraz jest...a jednak czuł to. I czuł jej obecność.
Była sama, cóż za głupota o tej porze iść samej po przedmieściach... Jego cień się zjawił, jak noc, pochłaniająca wszystko. Wzdrygnęła się, czując za sobą bijący od niego mrok.
Serce drgnęło lekko, jak i ona, z obawy przed najgorszym. Tylko spokojnie, powtarzała sobie w duchu, on nic ci nie zrobi...
Potknęła się.
Dłoń na jej ustach, druga, ściskające jej nadgarstki razem, za jej plecami.
Upadła, czując tępy ból z tyłu głowy.
Ten sam ból, obudził ją kilka godzin później. Uchyliła załzawione oczy, coraz bardziej piekące. Palący ból na skórze, chłód... Mrugające światło żarówki nad jej głową. Wokół ściany starej piwnicy.
Nadgarstki nadal były ściśnięte razem, z tyłu. Oddech przyspieszał się, serce waliło jak oszalałe, jakby chciało się wyrwać z piersi. Dostrzegła jego wzrok na sobie.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach; co chce zrobić, co myśli, co zrobi?!
Przełknęła na głos ślinę, czuł satysfakcję - tyle lat uczył się każdego jej zachowania, każdego jej ruchu na pamięć. Niemal znał każdą jej myśl i reakcję.
- Wypuść mnie... - szepnęła błagalnie. Jednak tylko się zbliżył, drżącymi rękami chwytając jej włosy.
To nie była miłość, to już dawno było tylko pragnienie posiadania jej na własność...ale teraz...teraz chciał już tylko by czuła ten sam ból, który i on czuł przez ten cały czas.
Szarpnął za włosy, chciała podkurczyć nogi, zwinąć się w kłębek, ukryć ból w sobie, ale coś trzymało ją prosto, gdziekolwiek właśnie leżała.
Lodowata dłoń zetknęła się z jej ciałem, druga zaś zatykała szczelnie jej usta i żaden krzyk nie był w stanie się z nich wydostać. Metalowe ostrze zetknęło się z jej brzuchem, tworząc lekką rysę na skórze.
Chciała się wyrwać, uciec, cofnąć czas... Nie mogła już nawet błagać go o litość, jego dłoń ją dusiła.
Łzy wymknęły się spod jej powiek.
Metal zagłębiał się coraz bardziej w jej ciele, struga krwi spłynęła po boku, mocząc podwiniętą bluzkę.
Jęknęła cicho, ale cały jej głos ugrzęzł gdzieś w jego ręce, napierającej na jej twarz.
Ciemność.
Była jego, zdobył ją.
Już nikt nigdy nie będzie bliżej, nikt jej nie zabierze...
Wciągnął z utęsknieniem jej zapach, którego resztka nadal trwała w jej ciele.
Ta słodka woń, której pragnął w każdej chwili życia, odkąd ją poznał, teraz cały był nią przesiąknięty.
Zatopił zęby w krwi toczącej się powoli z jej ust, spływającej po skórze.
Jej duch się ulatniał...
Niewinna.
Miał ją tylko, tylko dla siebie...
Vuohi
Wdech za wdechem, następne głębsze od poprzednich. Za chwilę się ulotni, ulotni jak jej dusza, musi więc go nabrać jak najwięcej...Tyle czasu na to czekał, tak pragnął tej chwili, by mieć ją tylko dla siebie, na własność.
Parę chwil temu żyła, dusząc się, szarpiąc, starając wyrwać...lecz nie dał jej uciec, nie pozwolił odejść żywej z tego miejsca. Ostatni dech w jego ramionach, zgaszone oczy i lekko uchylone usta, jakby odchodząca jej dusza uciekła z wnętrza właśnie tędy...
Krok w krok, zawsze za nią, przy niej, ale jednak w tyle, w jej cieniu...
Tyle godzin, tyle dni, tyle miesięcy czekał na tę jedną chwilę, na jedno jej spojrzenie, utkwione w jego oczach...Niczego tak nie pragnął.
Nie chciała go, stale uciekała, wymykała się mu choć chciał ją zwabić, jak drapieżnik swą ofiarę. Snuł swą sieć wokół niej, stale ją zacieśniając, tak bardzo, aż zaczynała się dusić, szukać pomocy z zewnątrz.
Własny jej cień, który starała się odepchnąć, odrzucić, stawał się jej oprawcą i największym lękiem.
Tak bardzo niewinna z pozoru, zwykła postać człowieka, którego poznała kilka lat temu... Uzależnił się od niej, chciał w końcu móc jej dotknąć, móc poczuć jej zapach, jej gorący oddech na skórze....
Tak bardzo tego pragnął, a pragnienie stało się obsesją, śmiertelną chorobą niszczącą go od wewnątrz.
Nie, nie było to możliwe, gdy wciąż uciekała, od samego początku...aż do teraz.
Na własność, chciał mieć ją na własność, zamknąć ją w klatce, ukryć w cieniu przed całym światem, by nikt poza nim nie mógł jej oglądać, by był jedynym, którego mogłaby pokochać...
Podążał za nią nieustannie, chcąc zatopić się w jej oczach, czuł jej słodką, kuszącą woń, na odległość, jakby za szybą, za mgłą; na wyciągnięcie ręki, a jednak wciąż za daleko... Chciał być jej wsparciem, być tymi ramionami, w które mogłaby się wypłakać, i na których mogłaby się oprzeć... Śnił o niej, marzył o niej, pragnął jej, a ból pustoszył jego umysł i całe ciało, tak bardzo wielka była ta pustka wewnątrz, zżerająca każdy centymetr po kawałku, coraz bardziej... Głosy tłukły się w jego głowie, to one, one mu rozkazywały, rządziły nim.
Zabij ją, idź za nią, weź ją i ukryj, zabierz...
Szept, który tak potrafił manipulować.
Chciał poczuć jej smak, jej dotyk, zetknąć swe usta z jej własnymi, móc czuć przepływające ciepło między ich dłońmi, ich ciałami, bijącymi sercami...
Była coraz dalej, coraz większa pustka, coraz cięższy kamień spoczywający na jego sercu...
Ukryj ją, zabierz, porwij, schwytaj... Szeptały, mówiły coraz głośniej, krzyczały...
Zerwał się z miejsca, wiedział gdzie jest, gdzie się ukrywa. Wiedział, że tego wieczoru ma wyjechać, ma zniknąć i zostawić go w tyle na zawsze, by minął wraz z resztą wydarzeń z przeszłości. Chciała wymazać go z pamięci...
Szła spokojnie, powietrze stawało się wciąż gęstsze i gęstsze, ale niczego się nie spodziewała, przecież nie mógł się dowiedzieć, gdzie teraz jest...a jednak czuł to. I czuł jej obecność.
Była sama, cóż za głupota o tej porze iść samej po przedmieściach... Jego cień się zjawił, jak noc, pochłaniająca wszystko. Wzdrygnęła się, czując za sobą bijący od niego mrok.
Serce drgnęło lekko, jak i ona, z obawy przed najgorszym. Tylko spokojnie, powtarzała sobie w duchu, on nic ci nie zrobi...
Potknęła się.
Dłoń na jej ustach, druga, ściskające jej nadgarstki razem, za jej plecami.
Upadła, czując tępy ból z tyłu głowy.
Ten sam ból, obudził ją kilka godzin później. Uchyliła załzawione oczy, coraz bardziej piekące. Palący ból na skórze, chłód... Mrugające światło żarówki nad jej głową. Wokół ściany starej piwnicy.
Nadgarstki nadal były ściśnięte razem, z tyłu. Oddech przyspieszał się, serce waliło jak oszalałe, jakby chciało się wyrwać z piersi. Dostrzegła jego wzrok na sobie.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach; co chce zrobić, co myśli, co zrobi?!
Przełknęła na głos ślinę, czuł satysfakcję - tyle lat uczył się każdego jej zachowania, każdego jej ruchu na pamięć. Niemal znał każdą jej myśl i reakcję.
- Wypuść mnie... - szepnęła błagalnie. Jednak tylko się zbliżył, drżącymi rękami chwytając jej włosy.
To nie była miłość, to już dawno było tylko pragnienie posiadania jej na własność...ale teraz...teraz chciał już tylko by czuła ten sam ból, który i on czuł przez ten cały czas.
Szarpnął za włosy, chciała podkurczyć nogi, zwinąć się w kłębek, ukryć ból w sobie, ale coś trzymało ją prosto, gdziekolwiek właśnie leżała.
Lodowata dłoń zetknęła się z jej ciałem, druga zaś zatykała szczelnie jej usta i żaden krzyk nie był w stanie się z nich wydostać. Metalowe ostrze zetknęło się z jej brzuchem, tworząc lekką rysę na skórze.
Chciała się wyrwać, uciec, cofnąć czas... Nie mogła już nawet błagać go o litość, jego dłoń ją dusiła.
Łzy wymknęły się spod jej powiek.
Metal zagłębiał się coraz bardziej w jej ciele, struga krwi spłynęła po boku, mocząc podwiniętą bluzkę.
Jęknęła cicho, ale cały jej głos ugrzęzł gdzieś w jego ręce, napierającej na jej twarz.
Ciemność.
Była jego, zdobył ją.
Już nikt nigdy nie będzie bliżej, nikt jej nie zabierze...
Wciągnął z utęsknieniem jej zapach, którego resztka nadal trwała w jej ciele.
Ta słodka woń, której pragnął w każdej chwili życia, odkąd ją poznał, teraz cały był nią przesiąknięty.
Zatopił zęby w krwi toczącej się powoli z jej ust, spływającej po skórze.
Jej duch się ulatniał...
Niewinna.
Miał ją tylko, tylko dla siebie...
Vuohi
Na własność, chciał mieć ją na własność, zamknąć ją w klatce, ukryć w cieniu przed całym światem, by nikt poza nim nie mógł jej oglądać, by był jedynym, którego mogłaby pokochać...
OdpowiedzUsuńlecz oczy jej, które tak kocha, nieufne, smutne i czarne złamałyby wtedy jego siłę, żywiąc jego ludzkie odruchy...czy mógłby ją uwolnić?
Czy jednak mieć na własność?...z bijącym sercem? ...żywą?
Czy można kochać tak mocno zabijając tą miłość jednocześnie?
Poza zmysłami tylko, miłością wypaczoną przez cierpienie, niemocą.