piątek, 26 lipca 2013

Blizny

Droga dłużyła się w nieskończoność.
Jechali tak już od trzech godzin, a czekały ich jeszcze przynajmniej dwie. Mieli wyjechać o świcie, ale jak zwykle zaspała. Wyjazd nad morze planowali od ponad miesiąca, choć matka Natalii zdawała się przerażona na samą myśl o tym, że jej szesnastoletnia córka ma zamiar wyjechać na tydzień z dwójką starszych znajomych. Nie pocieszał jej też fakt, że Kamil, chłopak przyjaciółki Natalii, dopiero co zdał prawo jazdy. Nigdy przecież nie wiadomo, co ta młodzież wymyśli - lubiła mawiać, gdy córka ją przekonywała.
W końcu jednak po wielu namowach taty i mamy Pauliny, Natalia otrzymała pozwolenie na wyjazd. Gdyby nie rodzice jej przyjaciółki, nic by nie zdziałała. Jej mama zawsze była nadopiekuńcza, zwłaszcza odkąd ojciec zginął w wypadku i musiały sobie radzić same. Traktowała ją jak małą dziewczynkę, stale utrzymując z nią jakiś kontakt, kontrolując ją. Natalia wiedziała, że po prostu ją kocha, lecz zaczynała mieć już dosyć ciągłych telefonów matki wypytującej ją o wszystko; gdzie jest, z kim i co robi. Nie chciała jej robić przykrości, lecz jej wszechobecna osoba zaczynała ją przytłaczać i dusić.
Po pierwszych trzydziestu minutach drogi, przekonała się jednak, że jej przyjaciele wcale nie są dużo lepsi od mamy; trzy lata starszy Kamil i dwa lata starsza Paulina nie żałowali sobie używania typowych tekstów jej rodzicielki, które dobrze znali od lat. Postanowiła mimo wszystko ignorować ich głupie żarty i zakładając słuchawki odizolowała się od nich skutecznie, rozkładając na tylnych siedzeniach.
Muzyka sprawiała, że nawet upał i nudna, szara droga stawały się znośne. Właściwie to wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nasilający się od godziny głód.
- Czy możemy się gdzieś zatrzymać?  - Zapytała w końcu, ku zdziwieniu pozostałej dwójki; myśleli bowiem, że dawno zasnęła znudzona ich rozmową. Byli tak samo głodni jak i ona, więc za jakieś sto metrów skręcili w kierunku stacji benzynowej.
Gdy tylko otworzyli drzwi, do środka wpadło gorące i ciężkie powietrze. Na zewnątrz rozprostowali nogi na rozgrzanym asfalcie po czym każde udało się w swoją stronę - oczywiście Kamil i Paulina byli nierozłączni, co coraz bardziej zaczynało irytować Natalię.
Wiedziała, że będzie tak jak zawsze, gdy gdzieś razem wychodzą. Ale sami zaproponowali jej by pojechała nad morze z nimi, z czego można było wywnioskować, że nie będzie im przeszkadzać jej obecność. Nie przejmując się więc ich ciągłym słodzeniem sobie nawzajem, zdecydowała się wyjechać.
Udała się w kierunku baru, znajdującego się za stacją, korzystając z wolnej chwili, po czym odetchnęła z ulgą, wchodząc do klimatyzowanego lokalu.
Jeszcze niecała godzina drogi stąd, i będą na miejscu. Nie zajmowali się rezerwowaniem miejsc w jakichś hostelach, postanowili zabrać ze sobą namioty i rozbić się niedaleko plaży, niezależni od sąsiadów czy właścicieli danego schroniska. Mieli ze sobą wszystko co potrzebne, a w razie czego mogliby wrócić wcześniej.
Ledwie zaczęła jeść zamówione frytki, do baru wkroczyli Kamil i Paulina, z siatkami pełnymi zakupów ze stacji benzynowej, które zrobili przeświadczeni o tym, że nad morzem w sklepach i tak nie będzie taniej.
Zjedli razem posiłek, co poprawiło wszystkim humor i nieco rozluźniło atmosferę. Wreszcie Natalia nie czuła się tak skrępowana ich obecnością, ani tym, że są razem, a ona stale za nimi łazi. Dotarło do niej, że cieszy ich to, że pojechała z nimi.
Mama zadzwoniła w momencie gdy ponownie wsiedli do auta. Wypytywała jak zwykle o wszystko; jak się czuje jej córka, gdzie już są, ile jeszcze i czy wszystko w porządku. Obiecała, że zadzwoni wieczorem, lecz zanim zdążyła się pożegnać, Natalia rozłączyła się wyłączając telefon. Ogarnęło ją lekkie poczucie winy, że tak zlekceważyła matkę, ale nie miała odwagi jej powiedzieć, że potrzebuje odpocząć także od niej.
Gdy ruszyli w drogę, poczuła się senna, zapewne przez to, że zjadła dość sporo. Ułożyła się z powrotem na siedzeniach zamykając oczy i zasnęła, znów śniąc o swoim wymarzonym życiu, w którym czułaby się dobrze będąc sobą. Na jawie stale czuła się nie na miejscu, jakby odstająca od reszty. W dodatku nie tylko matka, ale także większość jej znajomych traktowało ją jak dziecko, jak kogoś, kogo trzeba we wszystkim wyręczać i nie można polegać na nim. Okropnie irytowało ją takie zachowanie, a jednak nie potrafiła dać im tego do zrozumienia.

Obudziło ją trzaśnięcie drzwi od samochodu. Zerwała się tak szybko, że aż zakręciło jej się w głowie, ale natychmiast otrzeźwiała, czując wpadający przez okna przyjemny, chłodny wiatr i słysząc szum wody.
Zdjęła buty i wyskoczyła z auta, po czym pobiegła prosto w kierunku morza.
Samochód został zaparkowany jakieś osiem metrów od brzegu, biegła jedynie przez krótką chwilę, a nagle tuż przed miejscem, gdzie piach był całkiem mokry, zatrzymała się rozkoszując jego ciepłem otulającym jej stopy.
Kamil i Paulina stali po kolana zanurzeni w morzu, ochlapując się i śmiejąc. Weszła powoli do wody i poczuła dreszczyk na plecach, mimo że słońce nadal paliło ją w głowę. Lekkie fale uderzały w nią, rozbijając się na jej nogach.
- Chodź do nas! - Usłyszała głos przyjaciółki i zanurzyła się, by oswoić ciało z letnią wodą, po czym przeprawiła się przez nią w ich kierunku. Paulina rzuciła się jej na szyję. - Tak się cieszę, że tu z nami jesteś!
Natalia nie mogła powstrzymać uśmiechu i również ją przytuliła. Choć trochę lepiej się poczuła, słysząc te ciepłe słowa.
- Ja także się cieszę. - Odparła i obie spojrzały na Kamila, który dokładnie w tej samej chwili zamachnął się i z całej siły chlapnął w nie wodą. Obie z piskiem wpadły do niej po szyje.
Ubrania były mokre i ciężkie, cała trójka wyszła z powrotem na plażę i rozłożyli koc.
Zbliżała się dwudziesta, kiedy jedli jedzenie ze sklepu na stacji benzynowej. Ustalili, że rozłożą tylko jeden namiot, dla Kamila i Pauliny, a Natalia będzie spać w aucie, bo tam czuła się mimo wszystko pewniej. Ten jeden raz czuła się dobrze z tym, że traktuje się ją w ten sposób, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo.
Miejsce, które wybrali, było spokojne; plaża była niewielka, otaczały ją sosny, lecz zamiast trawy, ziemię wszędzie pokrywał piach. Za drzewami, po drugiej stronie ciągnęła się dzika plaża, a dalej za nią znajdowały się skały i jeszcze więcej drzew. W przeciwnym kierunku, można było znaleźć drogę prowadzącą do miasta.
Natalia wypakowała część swoich rzeczy, układając je starannie w samochodzie i przestawiając w nim wszystko tak, by było jej wygodniej tam spać.
- Chcielibyśmy zobaczyć to miasto nocą, pójdziesz z nami? - Paulina zwróciła się do niej, wyjmując rzeczy z bagażnika. Pomimo zadanego pytania, wydawała się myśleć o czymś zupełnie innym i uparcie grzebała w jakiejś torbie. Natalia zastanawiała się przez chwilę, jak wyglądałby ten spacer. Owszem, miasto musiało być przepiękne o tej porze, lecz patrząc na przyjaciółkę odniosła wrażenie, że zapytała ją o to tylko z grzeczności, a tak naprawdę chciała pobyć sama z Kamilem.
- Nie dzięki...jestem trochę zmęczona. - Odparła z uśmiechem i wyciągnęła z plecaka dłuższe spodnie.
- Na pewno? - Tamta przyglądała się jej z uwagą. Skinęła głową. - No dobrze...Wrócimy gdzieś koło pierwszej, ale pewnie już zaśniesz...?
Natalia otworzyła usta by coś odpowiedzieć, lecz Paulina pobiegła już w stronę Kamila stawiającego ich namiot niedaleko samochodu. Westchnęła i opadła na siedzenie w samochodzie.
Wiedziała, że nie będą spędzać całego czasu razem, we trójkę, ale i tak była szczęśliwa, że udało jej się gdzieś wyjechać w te wakacje.
Może kogoś pozna, nareszcie coś się stanie, nie będzie tak nudno jak dotąd. Wszyscy we wszystkim ją wyręczali, pomagali jej...ale przy okazji traktowali z dystansem. Nie była zbyt wysoka, lecz to przecież nie mogło być przyczyną tego, że nikt jej prawie nie zauważa.
Sama nie znała odpowiedzi na pytanie dlaczego do tej pory w jej życiu nie wydarzyło się nic niezwykłego. Wokół ludzie poznawali przypadkiem kogoś, z kim chcą spędzić resztę życia, przeżywali chwile pełne przygód, wyjeżdżali, przeprowadzali się, a tylko ona stała w miejscu. Nawet jej przyjaciółka we wszystkim ją wyprzedzała, pomijając fakt, że była dwa lata starsza, to wszystko wiedziała lepiej, przed wszystkim ją przestrzegała.
Jak jej mama.
Stałe ograniczenia i nudne życie. "Bezpieczne życie", jak mawiała jej mama.
Wstała z miejsca, gdy zaczęło się ściemniać i postanowiła sama przejść się wzdłuż plaży.
Piasek nadal był ciepły jak przedtem, ale wiatr wzmagał się, plącząc jej włosy. Minęła sosny rosnące wokół miejsca, gdzie się rozłożyli, a igiełki z drzew łaskotały ją w stopy. Dalej przed sobą ujrzała ogromną przestrzeń; opuszczoną plażę, a po przeciwnej stronie wody, piętrzyły się skały.
Ruszyła do przodu, idąc jak we śnie. Nie zwracała już uwagi na to, dokąd idzie, jej myśli pędziły w zupełnie inną stronę. Spacerowała już prawie pół godziny, gdy droga nakazała jej skręcić w lewo, jakby obchodząc skały dookoła. W tym miejscu drzewa rosły gęsto, na całej drodze, i zamiast plaży i piasku, ujrzała tylko fale rozbijające się o skalne klify. Ogarnął ją chłód bijący od otoczenia.
Było w tym miejscu jednak coś magicznego i tajemniczego, nie chciała o nim nikomu mówić. Zapragnęła wrócić tutaj następnego dnia, ale także sama. Stała tak, oczarowana tym widokiem, jeszcze kwadrans, po czym zawróciła, drżąc z zimna.
Dotarła do samochodu, gdy wybiła północ. Weszła do środka, zamknęła drzwi i lekko uchyliła okna, a  potem owinęła się kocem i ułożyła do snu na tylnej kanapie. Uśpił ją delikatny szum fal i wreszcie czuła się w pełni spokojna i w jakiś sposób wolna, z dala od kontrolującego ją otoczenia i codziennych spraw.

Obudził ją szelest reklamówek, z jakich od kilku minut Paulina wyjmowała potrzebne na śniadanie rzeczy. Dochodziła jedenasta i Natalia nie miała pojęcia jakim cudem dała radę spać dłużej od nich. Podniosła się i przeciągnęła, rozprostowując nogi.
- Hej! - Przywitała ją przyjaciółka. - Co wczoraj robiłaś?
- Ja...nic takiego, poszłam spać niedługo po tym jak poszliście... - Nie czuła się w ogóle jakby skłamała, słowa same wypłynęły z jej ust. Czuła się tak wyjątkowo, mogąc ujrzeć tamten krajobraz, że aż nie potrafiła się tym podzielić, choć wiedziała, że to samolubne.
- Szkoda, że nie widziałaś tego, co my wczoraj. Na rynku było niesamowicie, jakby całe miasto budziło się do życia o tej porze! - Opowiadała rozemocjonowana Paulina. - Ale mamy sporo zdjęć, mogłabyś oglądnąć...najpierw chodź coś zjeść. - Poleciła i skinęła głową w kierunku koca, na którym Kamil siedział jedząc kanapki.
Po chwili Natalia wyczołgała się z auta i obie poszły się do niego przyłączyć. Oglądali zdjęcia z ubiegłej nocy; miasto pełne świateł i ludzi, nie mogło równać się z jej magicznym miejscem. Coraz bardziej cieszyła ją jej tajemnica, coś co miała na własność.
Po południu udali się na spacer po mieście, ale nagle przypomniała sobie, że wyłączyła wczoraj telefon i matka na pewno umiera ze strachu, co się dzieje z jej córką, dlaczego nie odbiera i tym podobne.
Wróciła więc sama do samochodu, dzięki czemu zyskała czas, by się później przejść po plaży bez nich. Rzuciła się na tylne siedzenie i włączyła go z powrotem. Nie otrzymała jednak ani jednego powiadomienia o nieodebranym połączeniu czy wiadomości.
Dziwne, pomyślała, po czym sama wybrała numer mamy. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć, kochanie! - Jej zbyt rozentuzjazmowany głos wwiercił się przez ucho do środka głowy dziewczyny, powodując nieznośny ból przez kilka sekund. - Postanowiłam nie przeszkadzać ci wczoraj, chciałam poczekać, aż sama zadzwonisz. Jak się czujesz? - To chyba cud, pomyślała Natalia.
- Dzięki, mamo... - Rozmasowała skroń, przymykając oczy. - Wszystko w porządku, spałam w samochodzie, jest dobrze. A u ciebie?
- Nic ciekawego, skarbie. Odezwij się jeszcze później, jeśli zechcesz. - Słyszała po głosie, że mama uśmiecha się do słuchawki.
- Dobrze. Miłego dnia... - Rozłączyła się. Nie mogła przestać się dziwić temu, że sama nie zadzwoniła do niej jeszcze wczoraj, a tym bardziej, że teraz nie wypytywała jej o wszystko...
Przebrała się w strój kąpielowy i koszulkę, po czym wyszła na wzmagający się upał na zewnątrz. Piach parzył ją w stopy, więc postanowiła iść tuż przy brzegu morza, gdzie fale muskały jej kostki wraz z przypływem.
Skierowała się w tę stronę co zeszłej nocy, ale tym razem szła jeszcze wolniej, zmęczona gorącem i ciężkim powietrzem. Stanęła na chwilę w cieniu sosen, gdzie nie docierało słońce i oparła się o pień drzewa.
Wzięła kilka głębokich wdechów i otarła czoło.
Ruszyła dalej przed siebie, mając zamiar odpocząć już tam, na miejscu. Odgarnęła włosy do tyłu i żałowała, że ich wcześniej nie spięła; byłoby jej o wiele wygodniej. Były ciemne, gęste i sięgające prawie do pasa; trudno było się w nich nie ugotować. Jej oczom ukazały się znajome drzewa, a za nimi zakręt, przyspieszyła kroku i dostrzegła także, że bije stamtąd nie tylko chłód, ale też i mrok; drzewa gęsto porastały każdy wolny kawałek ziemi, niepokryty skałami. Różnica temperatur nie była aż tak wielka, jednak przeszły ją dreszcze, gdy zbliżyła się do tego miejsca. Wyglądało nieco inaczej, niż nocą, lecz nadal ujmowało swym pięknem, jakby czas się zatrzymał. Jedynie fale rzucające się z rozpędem na skalną ścianę, nadawały wszystkiemu rytm.
Opadła na wielki kamień, spoczywający pod jednym z drzew. Odetchnęła głęboko i zamknęła oczy, a chwilę potem położyła się na jego zimnej powierzchni. Czuła się, jakby pasowała tu od dawna, jakby była w dobrze jej znanym miejscu.
Przytłoczyło ją nagle jakieś zmęczenie, a może to szum fal brzmiał jak kołysanka...Powieki stały się zbyt ciężkie, by znów mogła otworzyć oczy, więc znów zaczęła myśleć, wybiegać myślami jak najdalej...aż w końcu zasnęła.
Śniło jej się, że uciekała, aż brakowało jej sił. Zachłystywała się powietrzem, jednak wciąż biegła, niezdolna się zatrzymać choć na moment. Sen zdawał się być gorszy niż bezsenność, męczyła się, lecz nie mogła obudzić. Wtem z tego stanu wyrwał ją zupełnie obcy i niesłyszany dotąd głos;
- To nierozsądne, spać w tym miejscu. - Zerwała się, rozglądając przestraszona dookoła. - Ktoś mógłby cię szukać... - Najpierw dostrzegła po prostu bijącą od niego ciemność, jakby nałożył na siebie warstwy czerni. Następnie przeniosła wzrok na ręce, z których jedna owinięta była bandanką, a nadgarstek drugiej zasłaniały plecionki i bransoletki - również w ciemnych kolorach. Dopiero na koniec spojrzała w górę, ale nie ujrzała jego twarzy, gdyż chłopak stał pochylony, a włosy sięgające ramion, zasłaniały ją całkowicie.
- A ty zapewne postępujesz bardzo rozsądnie, również tu przebywając, tak...? - Zapytała naśladując jego ton. Nie podobało jej się w jaki sposób chodzi wokół niej, było w tym bowiem coś denerwującego, jakby się niecierpliwił.
- Zaufaj mi, nikt by mnie nie szukał. - Odparł, a w jego głosie dało się wyczuć nutę goryczy, jednak przeważały w nim spokój i opanowanie. Odniosła wrażenie, że farbował włosy; miały nienaturalny odcień czerni z fioletowymi refleksami.
Pozwolił sobie zająć miejsce obok niej, na zimnym kamieniu.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że wkroczyłaś na mój teren. - Wbił w nią oskarżycielskie spojrzenie i dostrzegła wówczas cień jego oczu, czerń kryjąca się także za włosami.
- Przepraszam, ale nigdzie nie jest napisane, że tutaj znajduje się twoje mroczne imperium. - Prychnęła z uśmiechem.
- Nikt tutaj nie przychodził odkąd tylko pamiętam.
- To nie moja wina, że ludzie nie wiedzą o tak pięknym miejscu.
- Gdyby wiedzieli, pewnie zniszczyliby je, jak wszystko inne... - Odrzekł, co w jakiś sposób kazało jej zamilknąć. Siedział w odległości jakichś dziesięciu centymetrów od niej, ale była w stanie wyczuć jego zapach. Pachniał właściwie jak las za nimi, jakby spędzał w nim większość czasu, jednak coś łamało tę woń drzew, coś czego nie umiała dokładnie określić.
- Więc...jednak jest ktoś, kto też uważa to miejsce za piękne... - Przerwał narastającą ciszę, jakby czuł się do tego zobowiązany.
- Na pewno znalazłoby się więcej takich ludzi. - Odpowiedziała i rozglądnęła się dookoła, jakby nie była świadoma jego obecności, po prostu jakby był tam od zawsze. Przeważnie czuła się skrępowana podczas nawiązywania nowych znajomości. Tym razem wszystko było jakieś prostsze, może dlatego, że zupełnie nie po kolei. Postanowiła jednak nie pytać go o imię, by nie psuć tej rozmowy.
Jednak on nic nie mówił, patrzył tylko w tę samą stronę co ona; na kołyszącą się i niespokojną wodę. Nie odwracając głowy, przeniosła wzrok na niego, by się mu przyjrzeć.
Miał delikatne rysy twarzy, ale zdawał się niedostępny i zimny, trochę przez ten nieruchomy wzrok utkwiony gdzieś daleko. Patrzyła tak przez dłuższą chwilę myśląc nad wszystkim po kolei. Jego koszulka była nieco zniszczona i okurzona, podobnie jak spodnie.
Nagle dotarło do niej, że przecież tego dnia jest wyjątkowo upalnie, a on był ubrany na czarno, a w dodatku w długie spodnie...Zmarszczyła brwi, i gdy z powrotem przeniosła wzrok z jego nóg na twarz, oblała się rumieńcem, spostrzegając, że obserwuje jej ruchy. Szybko odwróciła głowę zaciskając usta.
Wiedziała, że to wyda się mu śmieszne; nie panowała nad sobą. Była zbyt ciekawska i zbyt nieśmiała.
- Nie wiesz przypadkiem która jest godzina? - Zapytała o cokolwiek, byleby przerwać tę krępującą chwilę. Obrócił się lekko i spojrzał do kieszeni na telefon.
- Zbliża się dziewiętnasta. - Tym razem jego ton był uprzejmy i miły. Nie mogła uwierzyć, że czas tak szybko płynął; dopiero co była piętnasta, rozmawiała wtedy z mamą przez telefon...
- Mieszkasz w tym mieście? - Znów zwróciła się do niego, tym razem odważając się spojrzeć mu w oczy, ale tylko na parę sekund.
- Tak, od urodzenia. Ciebie nigdy tu nie widziałem...? - Poprawił się na miejscu. "Nie dziwne, jeśli ciągle siedzisz w tym lesie" zaśmiała się w myślach, po czym odrzekła, modląc się w duchu, by ta rozmowa poszła dalej jakoś łatwiej;
- Przyjechałam tutaj ze znajomymi na jakiś tydzień.
- Gdzie się zatrzymaliście?
- Jakiś kilometr stąd...nie wiem, szłam wzdłuż plaży aż trafiłam tutaj. Śpią w namiocie, a ja w aucie.
- Gdybyście nocowali w którymś z hoteli wyszłoby z cztery razy drożej. Dobrze zrobiliście. - Powiedział spokojnie. Podrapał się po głowie i spojrzał na nią. - Wybacz, jestem dosyć niewychowany...a może po prostu zdziczałem, odkąd unikam kontaktu z ludźmi...w każdym razie wypadałoby przecież się przedstawić, czyż nie? - Wyciągnął do niej rękę. - Jestem Oliwier.
- Natalia. - Odrzekła i uścisnęła jego, jak się okazało, lodowatą dłoń.
- Miło mi. - Uśmiechnął się, lecz miała wrażenie, że był to wymuszony uśmiech.
- Mi także...dlaczego unikasz ludzi? - Westchnął i wiedziała, że liczył, iż o to go nie zapyta.
- Po prostu...ich nie lubię. Z tobą jakoś łatwiej mi się rozmawia, ale to pewnie dlatego, że tobie także podoba się to miejsce. Zwykle nie gadam z obcymi.
- Przecież ty też jesteś człowiekiem, prawda?
- Nie obrażaj mnie... - Odparł żartobliwie, lecz ona tylko się skrzywiła. - Nie mówię poważnie. Mam na myśli to, że większość ludzi tylko wszystko niszczy.
- Ciekawe spojrzenie na naszą rasę. - Prychnęła. - Nie wszyscy są tacy sami.
- Oczywiście. Na przykład takie pojedyncze osoby, zjawiające się znikąd... - Uśmiechnął się. Poczuła się nieswojo, jakby nie powinna była  z nim rozmawiać.
- Tak...Wspominałeś coś, że ktoś mógłby mnie szukać... - Wstała z miejsca i popatrzyła na niego z góry; wydawał się zaskoczony. - Więc ja chyba powinnam już iść... - Wyjąkała i poczuła wówczas, że to miejsce stało się bardziej zwyczajne, już tak bardzo jej nie fascynowało. Wraz z uświadomieniem sobie tego, że jest ktoś jeszcze, kto darzy ten zakątek sympatią, opuściło ją to uczucie przywiązania do niego oraz konieczności dochowania tajemnicy.
- Skoro musisz... - Również się podniósł. - Jeśli nie robi ci to większej różnicy...to proszę, nie przyprowadzaj tu zbyt wielu osób. Lubię przebywać sam... - Ta prośba sprawiła, że poczuła się z powrotem zobowiązana do noszenia w sobie jakiegoś sekretu. Patrzyła na niego przez chwilę, chcąc coś wyczytać z jego oczu, pragnąc umieć go jakoś zdefiniować...ale zdawał się wszystko ukrywać i było to widać od razu, mimo że dopiero go poznała.
- Dobrze...ale wiedz, że jeszcze tu wrócę zanim wyjedziemy. Chyba nie będziesz miał mi tego za złe; w końcu jestem tu tylko na tydzień. - Uśmiechnęła się do niego i wyraz jego twarzy ponownie złagodniał.
- Niewykluczone więc, że jeszcze się zobaczymy... - Odpowiedział cicho, ledwo słyszalnie, a ona skinęła głową i oddaliła się w kierunku samochodu.

Wsparta na łokciach leżała na kocu z przyjaciółmi, obserwując kołyszące się fale przed nimi. Minęła jedenasta w nocy, lekki wiatr tańczył wokół nich oczyszczając powietrze z całodziennego upału.
Wyjechali razem, we trójkę, a jednak stale ich unikała. Ciążyło nad nią poczucie winy, pomimo że przyjaciele nie namawiali jej, by z nimi chodziła.
Postanowiła, że następnego dnia pójdzie z nimi na dłuższy spacer, choć coraz częściej w głowie pojawiało się wspomnienie dzisiejszej rozmowy z nowo poznaną osobą. Chciała tam wrócić, porozmawiać z nim i nareszcie zacząć żyć własnym życiem, a nie tylko podążać za innymi; mieć co opowiadać po powrocie  wakacji.
Może też za bardzo to wszystko kolorowała, może on wcale nie chciał z nią więcej rozmawiać. Przybyła tam przecież nieproszona, a on od dawna przychodził w tamto miejsce. Mógł powiedzieć to wyłącznie z uprzejmości, że jeszcze się zobaczą, a wcale tego nie chciał.
Ale ona chciała bardzo. I wciąż ciągnęło ją w tamtą stronę plaży, wciąż była ciekawa wszystkiego, co go dotyczyło. Nie miała nic do stracenia, zanosiło się bowiem na najwyżej jakąś wakacyjną przyjaźń czy znajomość.
"Nie lubię ludzi." Przypomniały jej się jego słowa. Czy sami nie byli ludźmi? Ona nie miała zamiaru niczego niszczyć...
- Nad czym tak myślisz? - Szturchnęła ją Paulina i poczuła się jakby wyrwano ją ze snu. Patrzyła przez chwilę na przyjaciółkę, zastanawiając się, co właściwie ma odpowiedzieć...aż w końcu zdecydowała podzielić się z nią tym, co dziś ją spotkało.
- Wiesz...kiedy was nie było, poszłam na spacer... - Nie zamierzała powiedzieć jej o magicznym miejscu, ale jedynie o Nim. Obiecała przecież, że nikt tam nie przyjdzie, ale nie że nikt nie dowie się o jego istnieniu. - I poznałam tam pewną osobę. - Paulina wytrzeszczyła na nią oczy, co najmniej jakby ujrzała ducha.
- Naprawdę?! - Wykrzyknęła, aż siedzący niedaleko Kamil obrócił się w ich stronę. - Kto to jest? Jak ma na imię? - Natalia potarła skronie z irytacją. Nie lubiła, gdy zasypywano ją tyloma pytaniami naraz.
- Spokojnie. - Odrzekła. - Ma na imię Oliwier. Nie wiem o nim zbyt wiele...po prostu go poznałam, rozmawialiśmy przez chwilę. - Dopiero gdy odpowiedziała przyjaciółce, dotarło do niej, jak zwyczajne było tamto spotkanie i że nie ma się czym tak naprawdę cieszyć.
- Poznasz go z nami? - To pytanie wytrąciło ją z równowagi. Jak to; pozna go z nimi? To wydawało się nierealne, to dwa różne, odbiegające od siebie światy. Niby jak miałaby namówić go do tego spotkania? Sama nie znała go dobrze...
- Nie sądzę, by to było potrzebne... - Odparła niepewnie, a gdy Paulina się skrzywiła, dodała; - No bo widzisz, ja sama dopiero go poznałam, nic o nim nie wiem, nie mam nawet pojęcia czy w ogóle go jeszcze spotkam. Ale wiem, że chcę spróbować na razie sama.
- Teraz rozumiem. - Przyjaciółka uśmiechnęła się. - Nie musisz nam go przedstawiać, przepraszam, myślałam, że jakoś więcej o nim wiesz. Skoro tak, to życzę ci powodzenia!
Było w tym coś dziwnego, w sposobie w jaki przyjęła tę wiadomość do zrozumienia. Zawsze wszyscy chcieli od razu wszystko wiedzieć, nie dając Natalii spokoju. Czy nareszcie dotarło do nich, że ona poradzi sobie sama?
Bez odpowiedzi na to pytanie ułożyła się na swoim miejscu w samochodzie, starając się zasnąć.
Sen przyszedł powoli, ale znów był to jakiś koszmar, w którym musiała uciekać. Potem tonęła, nie mogąc utrzymać się an powierzchni, a wokół fale walczyły z nią zaciekle. Tym razem nie było żadnego głosu, który mógł ją obudzić, nie potrafiła także sama go przywołać. Pozostało jej wyśnić ten straszny sen do końca, aż nadejdzie świt...

Mimo towarzyszącego jej od rana zmęczenia po źle przespanej nocy, już od paru godzin spacerowali po mieście, zwiedzając i robiąc zdjęcia. Było nadal tak gorąco jak poprzedniego dnia, nie byli nawet głodni, mimo że jedli tylko śniadanie.
Niedaleko rynku usiedli przy fontannie, wypijając przy tym po butelce wody.
- Jak wrócimy to chyba od razu pójdę popływać... - Powiedział Kamil grzebiąc w plecaku. - Ten upał jest nie do zniesienia!
- To jest dokładnie to, czego mi trzeba; kąpiel w morzu. - Dodała Paulina i spojrzała na Natalię, moczącą ręce aż po łokcie w sadzawce. - Może teraz ty zrobisz parę zdjęć i na dziś już tyle?
- Dobrze. Też jestem już wykończona. Zupełnie się nie wyspałam... - Odparła i wytarła się w koszulkę wstając. Sięgnęła do torby po aparat i odsunęła się w tył, robiąc zdjęcia przyjaciołom na tle fontanny.
Wszystkie wykonywała w jakimś zamyśleniu, nie bardzo zwracając uwagę na otoczenie. Nogi same nosiły ją raz w jedną, raz w drugą stronę.
Kim tak naprawdę był Oliwier? W tak wielkim mieście z pozoru musiało być trudno uciekać przed ludźmi. Czym się zajmował? Ile w ogóle miał lat?
Trudno było to określić, nie wydawał się wiele starszy od niej. Był za to jakiejś dziwnej budowy; wyższy od niej, ale to nie dziwne, ponieważ sama była niska, ale jednak zdawał się kruchy, jakby byle podmuch wiatru mógł go porwać. I mimo tych wielu bransoletek, sznureczków i innych dziwnych rzeczy zakrywających mu nadgarstki, widziała, że miał chude ręce i kościste łokcie.
Zrobiła kilka kolejnych kroków w tył i uniosła ręce z aparatem, gdy nagle z zamyślenia wyrwał ją krzyk przyjaciółki;
- Natalia!!! - Ledwie zdążyła się zorientować, coś w nią uderzyło.
Rozpędzony rowerzysta wpadł na nią, gdy się cofała i oboje spadli na ziemię. Kamil i Paulina podbiegli do nich, zostawiając rzeczy przy fontannie.
- Boże, nic wam nie jest?! - Wykrzyknął przyjaciel, pochylając się nad nimi.
Natalia przez chwilę nie miała pojęcia co się stało, leżała na plecach i widziała jedynie zamazany obraz, a ktoś obok niej właśnie usiłował wstać. Ku jej zdziwieniu pochylił się nad nią i usłyszała dźwięk łańcuszka przyczepionego do spodni.
Obraz się wyostrzył, dostrzegła nad sobą czerń przerażonych oczu, intensywnie się w nią wpatrujących.
- Przepraszam, naprawdę cię przepraszam! Muszę już iść, nic mi nie jest. Śpieszę się. - Jego głos drżał. - Proszę, zajmijcie się nią. - Zwrócił się do przyjaciół Natalii, po czym podniósł leżący niedaleko rower.
- O...Oliwier...? - Zająknęła się, lecz nie zdążył odpowiedzieć; usłyszała tylko oddalający się brzęk łańcuszka.
- Co to było?! - Paulina drżącymi rękami chwyciła przyjaciółkę za ramiona. - Ty go znasz?!
- Daj jej teraz spokój z pytaniami. - Odezwał się Kamil. - Trzeba sprawdzić, czy nic sobie nie złamała...
Wokół grupka ludzi gapiła się na nich, nie wiedząc czy zareagować, czy tylko stać w miejscu. Przyjaciele zanieśli dziewczynę w kierunku ławki przy fontannie. Potem wrócili po jej torebkę i aparat, na szczęście zachowany w całości; jedynie obity na bocznej krawędzi.
Natalia podniosła się na łokciach, rozglądając dookoła i wszystko zaczynało do niej docierać.
Dokąd spieszył się Oliwier? Nie sądziła, że jeszcze go spotka, a tymczasem zjawił się dosłownie znikąd...
- Wszystko w porządku? Nic cię nie boli? - Paulina przykucnęła obok, wpatrując się uważnie w przyjaciółkę.
- Nie, jest okej. To znaczy uderzyłam się w głowę, ale poza tym już dobrze...
- Omal cię nie zabił! To jakiś wariat!
- Nie, to ja powinnam była uważać.
- Ale mógł chociaż zostać, by sprawdzić czy nic ci nie jest.
- Przecież nie zostawił mnie samej, śpieszył się i przeprosił...
Paulina westchnęła, siadając obok przyjaciółki wraz z Kamilem.
- To był ten chłopak, którego poznałaś wczoraj? - Zapytała w końcu.
- Tak...to chyba on. Ale nie mam pojęcia dokąd tak się spieszył. - Natalia rozmasowała tył głowy, gdzie ból zdawał się pulsować.
- Mam nadzieję, że jakoś ci to wyjaśni...Tymczasem powinniśmy chyba już wracać.
Zebrali swoje rzeczy z powrotem i ruszyli w kierunku plaży, na której zostawili samochód.

Zbliżała się dwudziesta, gdy wyszli z wody, i dopiero wówczas poczuli się naprawdę głodni. Przygotowali kolację w milczeniu, bowiem ogarnęło ich jakieś zmęczenie. Horyzont był jeszcze skąpany w czerwieni zachodzącego parę chwil temu słońca i woda na jego tle zdawała się czarna.
- Chyba pójdziemy dziś spać wcześniej, co? - Kamil zwrócił się do Pauliny po posiłku.
- Oby, bo już padam ze zmęczenia. Założę się, że Natalia tym bardziej. - Odwróciła głowę w jej stronę, ale dziewczyna siedziała cicho, jakby nie słyszała o czym mówią. - Chyba już śpi. - Roześmiała się, po czym oboje wstali zbierając swoje rzeczy.
Ocknęła się z zamyślenia i patrzyła jeszcze przez chwilę na przyjaciół wchodzących do namiotu. Obok niej na kocu leżała zapalona latarka rzucając blade światło w stronę samochodu. Wzięła do ręki telefon, ale nie miała ochoty rozmawiać z mamą. Poza tym wolała, by nie wiedziała nic o dzisiejszym drobnym wypadku, bo zaczęłaby panikować. Zerknęła tylko na godzinę; minęła dziewiąta. Nawet nie zauważyła, kiedy zrobiło się ciemno, a niebo zmieniło kolor na granatowy.
Siedziała tak jeszcze przez chwilę, aż zrobiło się jej zimno i weszła do auta. Przebrała się w koszulkę i spodenki i leżała przez chwilę w kocu, usiłując zasnąć, gdy nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł.
Zerwała się z miejsca, rozczesała wilgotne jeszcze włosy, po czym wyszła z samochodu. Po cichu przeszła kawałek drogi koło namiotu, a następnie skierowała się w stronę drzew rosnących nieopodal.
Po jakichś dziesięciu minutach spaceru, księżyc zaczął oświetlać jej drogę.
Nie spieszyła się, szła powoli wzdłuż brzegu wsłuchując się w szum fal. Dostrzegła przed sobą znajome zwężenie drogi, gdzie znajdował się zakręt w lewo. Było tam ciemniej niż zwykle, światło księżyca wpadało tylko gdzieniegdzie, spomiędzy gałęzi sosen.
Stanęła, nasłuchując. Gdzieś w oddali morze zachowywało się już nieco spokojniej, nie rzucało się na skały z taką siłą jak za dnia. Przeszła kolejnych parę metrów do przodu, aż ujrzała znajomy, duży kamień.
Akurat na to miejsce padało więcej światła. Wtem, zauważyła, że coś na nim leży.
Podeszła bliżej i wyciągnęła rękę.
Coś ścisnęło ją w żołądku, jak podczas spadania z wysokości. Trzymała w ręce wymiętą koszulkę, zwiniętą razem ze spodniami i bandanką. Obok na kamieniu leżało kilka bransoletek. Serce zabiło jej szybciej.
Czy on...był w pobliżu o tej porze...?
Rozejrzała się dookoła, szeroko otwierając oczy. Ani śladu po nim.
Odłożyła rzeczy na miejsce i ruszyła w kierunku wody. Mijała coraz rzadziej rosnące drzewa, a igły kuły ją  w stopy na zmianę z ostrymi kamieniami, których było coraz więcej w pobliżu skał.
Uważni przyglądała się każdemu cieniowi, wypatrując znajomej postaci. Dotarła do brzegu, gdzie zamiast piasku, wszędzie był żwir i skruszone, większe kamienie. Nagle uniosła wzrok i stanęła jak wryta;
Ujrzała jego sylwetkę, na tle czarnego nieba, do połowy zanurzoną w równie czarnej wodzie.
Stał nieruchomo, plecami do niej, a wiatr rozwiewał mu włosy. Z tej odległości wydawał się jeszcze drobniejszy, jego ręce opuszczone wzdłuż tułowia wyglądały jak patyki.
Gdy dotarło do niej, że to nie sen, że on naprawdę tam stoi, poruszyła się i po cichu poszła w jego kierunku.
Delikatnie stawiała kroki, coraz bardziej zanurzając się w letniej wodzie. Zatrzymała się, gdy woda sięgała jej do połowy ud, gdzie były spodenki. Stał w odległości około półtora metra przed nią.
Nie wiedziała co ma powiedzieć, jak zwrócić na siebie jego uwagę, ale tak by go nie przestraszyć.
Chciała zrobić jeszcze jeden krok w przód, gdy nagle zachwiała się i tracąc równowagę w ostatniej chwili zdołała się utrzymać na nogach, ale wydając przy tym pisk i chlapiąc na boki wodą.
Zerwał się jak oparzony i wbił w nią wzrok.
- Co ty tu robisz?! - Wykrzyczał, oddychając ciężko. - Nieźle mnie przestraszyłaś...
- Przepraszam! To było niechcący... - Podszedł do niej i poczuła się dziwnie stojąc tak w ochlapanym ubraniu naprzeciwko półnagiego i bladego jak ściana człowieka. O ile był półnagi, a nie zupełnie goły, bo woda nadal sięgała mu pasa. Dopiero wtedy zauważyła, że sama zanurzyła się aż po brzuch, mocząc zupełnie swoje spodenki i dół koszulki.
- Z twojej obecności tutaj mam wnioskować, że nic ci się dzisiaj nie stało? - Zapytał i uderzyło w nią to jak fala, zupełnie zapomniała o całym dzisiejszym dniu, nie pamiętała przed chwilą, że cokolwiek się stało.
- W porządku... Nie mogłam uwierzyć wtedy, że to byłeś ty. - Spojrzała na jego twarz, szukając za włosami oczu, które mogłyby powiedzieć coś więcej niż jego słowa. Jednak jak zwykle cień zasłaniał większość jego oblicza, odsłaniając ledwie usta, których ruch obserwowała gdy się odzywał. - Dokąd tak się spieszyłeś?
Podniósł głowę i zamiast odpowiedzieć ruszył przed siebie, a mijając ją, dotknął lekko w rękę końcami palców, jakby zachęcając by poszła za nim. Jak zaklęta, ruszyła przed siebie w ciemność.
Stanął na brzegu i otrzepał włosy z wody. Dopiero wtedy zauważyła, że były mokre.
Wciąż za nim podążała, aż dotarli do miejsca gdzie spoczywał ten sam kamień, na którym zostawił rzeczy. Gdy schylił się po nie, w świetle księżyca ujrzała na jego plecach wystający kręgosłup, skóra wydawała się bardzo cienka i napięta w miejscach kości. Usiadła na kamieniu, chcąc zająć się czymkolwiek, byleby tylko nie gapić się na niego.
- Nie jest ci zimno? - Wyrwał ją z zamyślenia. Spojrzała na niego, stał w koszulce i krótszych spodniach, w których wyszedł z wody. Nadal nie odpowiedział na pytanie, które zadała, ale mimo to, ona odparła;
 - Nie, a nawet jeśli, to niby co byś zrobił? - Zapytała patrząc na zwinięte spodnie i bransoletki. Stał przez chwilę zamyślony, po czym wzruszył ramionami i opadł na kamień obok niej, jednak nieco dalej, na krawędzi. Wziął do ręki łańcuszek, który nosił przy kieszeni, a jego dźwięk przypomniał jej o wypadku, o tej chwili kiedy odjechał. - No, więc dokąd się spieszyłeś?
Popatrzył na nią i nareszcie dostrzegła choć jedno z jego oczu, czarnych lecz połyskujących w świetle księżyca. W pewien sposób tęskniła za tym widokiem, bo rzadko kiedy mogła spojrzeć mu w oczy, odkąd go poznała.
- Ojciec nienawidzi kiedy się spóźniam... - Wreszcie odpowiedział, sprawiając wrażenie, jakby przyszło mu to z wielkim trudem. - Po prostu czasami muszę mu pomóc w warsztacie, a konkretnie wyręczyć go, gdy znów za dużo wypije...
Gdy o nim mówił, brzmiało jakby wypowiadał te słowa z nienawiścią. Dziewczyna przypomniała sobie własnego ojca, którego kochała z całej siły, lecz zginął nim skończyła sześć lat. Od tamtej pory wciąż unikała jego tematu, wiedzieli o wypadku jedynie jej przyjaciele.
- Nie zrozumiałby, jakbyś został, gdyby coś mi się stało?
- Wiedziałem, że nie zostawię cie samej, a już i tak byłem spóźniony. - Patrzył przed siebie w kierunku wody i zaciskał pięści, oparte na kolanach. Gapiła się na niego, czekając, aż powie coś więcej, ale on tylko westchnął po chwili i przysunął się odrobinę bliżej niej. - On nie jest...dobrym ojcem.
Zastanawiała się, jak to w ogóle jest mieć ojca w tym wieku...a potem, czym różni się zły od dobrego. Czy jest zbyt wymagający? Wspomniał, że pije...Czy kiedykolwiek go uderzył...?
Przerażona przyjrzała się mu badawczym wzrokiem, lecz nie zauważyła w tym świetle nic niepokojącego.
- A twoja mama? - Zapytała, sama się sobie dziwiąc, że odważyła się odezwać. Przez chwilę żałowała tego pytania, on jakoś drgnął, jakby go uderzyła.
- Nie znałem jej.
Uderzyła w nią fala smutku, tak jakby udało jej się przebić przez jedną z warstw, jakimi się okładał, by nikt nic o nim nie wiedział, ale jednocześnie jakby wdarła się tam nieproszona.
Łączyło ich więc też to, że żyli tylko z jednym z rodziców. Chciała wiedzieć więcej, ale nie była w stanie pytać.
- Mam nadzieję, że nie będziesz mi miała za złe, jeśli znów mnie tu zastaniesz, gdy wrócisz. Muszę odreagować, kiedy tylko mogę siedzę tutaj, rozumiesz? - Skinęła głową. - Chyba sam nic nie stracę, mówiąc ci więcej niż komukolwiek...skoro za tydzień wyjedziesz.
To w pewien sposób ją zabolało. Chciał jej mówić więcej, ale tylko dlatego, że jej już tam nie będzie? Potraktuje ją jakby miała odejść na zawsze, więc wyrzuci swoje żale i każe zapomnieć?
Spojrzała znów w jego stronę, patrzył na nią z powagą i nie umiała zaprotestować; chciała go słuchać i mogłaby tu siedzieć cały czas, gdyby nie to, że istnieje świat poza tym magicznym miejscem...
- Myślę, że możesz mi zaufać. - Odrzekła.

Nie przejmowała się nawet czasem, który płynął zbyt szybko. Siedzieli na ziemi wśród drzew i rozmawiali o wszystkim; jakimś cudem potrafiła się przed nim otworzyć jak przed nikim. Tej nocy, między północą a drugą nad ranem, dowiedział się więcej niż jej przyjaciele przez pięć lat przyjaźni. Mówiła nawet o tym, jak oni ją traktują. Ciągle z dystansem, jakby była ich małą, nierozważną siostrzyczką, którą trzeba ze sobą wszędzie zabierać, ale pilnować.
On opowiedział jej, że jego matka zmarła podczas porodu, a ojciec pił od tamtej pory. Najpierw wychowywała go babcia, ale trzy lata temu umarła i znów był zdany na niego. Chłopak musiał sam wszystkiego pilnować za ojca, dbać nieraz samemu o ich warsztat, całe pieniądze przeznaczać na rachunki i inne opłaty, za które nie zapłacił jego tata, bo to przepił. W dodatku stale obwiniał syna o śmierć matki, że gdyby nie to, że przypadkowo zaszła w ciążę, nadal by żyła.
Słuchała go, z każdą minutą coraz bardziej czując się dobrze z jego obecnością. Już nie czuła się nieswojo, ciepło jego ciała obok stało się czymś nadzwyczaj naturalnym i dobrym...
W szkole, jak się okazało, także nie czuł się dobrze. Podobnie jak ona, stale szukał swojego miejsca, ale nie potrafił go odnaleźć. Wielu przyjaciół okazało się fałszywych, przez co też wiele niewłaściwych osób dowiedziało się o jego sytuacji w rodzinie.
- Nie pamiętam, kiedy ostatnio z kimkolwiek normalnie porozmawiałem. Nie dali mi nigdy poczuć się dobrze we własnej skórze. - Mówił dalej, nie przerywając, a ona siedziała jakby nie potrafiła zrobić nic poza tym. Patrzyła tylko uważnie na niego, wsłuchując się dokładnie w barwę jego głosu, w zmieniający się ton przy opowiadaniu różnych sytuacji. Zrobiło się jakoś ciemniej, światło padało jedynie na fragment jego twarzy i włosów, nadając im blask. - Nawet nie wiesz ile razy myślałem o tym, by odejść...Żeby po prostu zniknąć, tak bardzo chciałem odpocząć. Ale nie dałem im tej satysfakcji, nie chciałem, by poczuli się wygrani.
Nigdy nie miała myśli samobójczych.
Czasami była tylko zdołowana, gdy się kłóciła z Pauliną, lub gdy mama chciała rozmawiać o ojcu. Nie sądziła, że to jest w ogóle możliwe, że da się aż tak cierpieć.
- Tak naprawdę...zrozumiałem, że każdy ból jest potrzebny. Mimo wszystko jest w nim coś ujmującego i nie dałbym rady żyć bez tego rozdartego serca. Wszystko co przeżyłem, było pełne negatywnych uczuć, więc to mnie budowało przez te lata. Gdybym był w pełni szczęśliwy...nie istniałbym.
Wczuwał się w każde wypowiadane słowo, wkładał w nie tyle emocji, że nie potrafiłaby odróżnić kłamstwa od prawdy w jego ustach. Zachowywał się jakby przez całe życie czekał na przyjście kogoś takiego, jak ona, kto pokocha to samo miejsce co on i kto zechce wysłuchać go od początku do końca, bez względu na wszystko...
Czy to jednak nie przerażające, jak bardzo przywiązał się do bólu? Traktował go jako jedynego przyjaciela, odkąd pamięta. Czy to nie przeradzało się w chorobę?
W niebezpieczną potrzebę fizycznego odczuwania tego samego na nowo?
Nieświadomie zaczynała się osuwać, zmęczona całym dniem i długą rozmową. Oparła się na jego ramieniu i przerwał opowieść, z zaskoczeniem wpatrując się w nią. Zamknęła oczy, a on siedział bez ruchu, jak sparaliżowany.
Zaczęła oddychać coraz wolniej, nie przestawał się patrzeć na odsłonięty fragment jej twarzy. W końcu dotarło do niego, że zasnęła. Dopiero wtedy jego ciało i umysł zaakceptowały jej bliskość i rozluźnił się, przechylając w jej stronę.
Oparł się na jej głowie, patrząc jeszcze chwilę na kołyszące się morze. Daleko za nim, świat powoli budził się do życia, a słońce wysyłało pierwsze promienie w ich stronę, malując świt.

Robiło się coraz goręcej i to właśnie ją obudziło.
Przez pierwsze minuty wszystko wydawało się być na swoim miejscu, jakby cała noc była tylko snem, jakby leżała na swoim miejscu w samochodzie. Nagle dotarł do niej ból pleców i nóg, spała na siedząco.
W końcu otworzyła oczy i niemal nie mogła sobie przypomnieć, skąd się tam wzięła i kto znajduje się obok niej. Chwilę siedziała tak, rozglądając się dookoła, a gdy otrzeźwiała, spojrzała na niego.
Leżał zwinięty obok niej, z ręką wplecioną w jej własną i z głową opartą na spodniach położonych na kamieniu. Nadal spał, oddychając głęboko i wyglądał niezwykle bezbronnie.
Światło dzienne rozjaśniało jego twarz; nie mógł kontrolować tego, jak wygląda, gdy śpi, więc wykorzystała to, by przyjrzeć się dokładnie jego rysom.
Wyciągnęła rękę i delikatnie odgarnęła włosy z czoła. Coś ścisnęło jej serce, gdy dostrzegła całkiem spory siniec na policzku, koło lewego ucha. Odsunęła się z dziwnym uczuciem wewnątrz i postanowiła dalej patrzeć, ale zachowując odstęp.
Przeniosła wzrok na jego nogi, odsłonięte od kolan w dół i całe oblepione piaskiem. Na prawej łydce ujrzała cień jakiejś większej rany, jakby gojącej się od paru dni. Przygryzła wargę, bojąc się o konsekwencje oglądania go podczas snu. Może lepiej było, gdy wszystko ukrywał...?
Przysunęła się z powrotem i pochyliła nad nim, gdy nagle dostrzegła coś na ręce, której uścisk towarzyszył jej podczas snu. Przyjrzała się dokładniej;
Nie była to ani jedna, ani nawet parę, ale całe mnóstwo kresek. Bledsze, zanikające, ale też i te całkiem świeże, po części rozdrapane.
Zachłysnęła się powietrzem, nie mogąc uwierzyć, nie chcąc wierzyć, że to on sam sobie to zrobił.
Blizny zakrywały prawie cały nadgarstek, jedna na drugiej.
Odsunęła się z przerażeniem, a nawet odrazą.
Jak za pstryknięciem palców, powróciły wszystkie historie, które jej opowiedział tej nocy. W jednej chwili połączyła fakty, zaczynając rozumieć, co dokładnie miał na myśli.
"Nie mógłbym żyć bez cierpienia..."
Jak mogła być tak głupia, nie zrozumieć tego od razu?!
Zerwała się na równe nogi, patrząc wciąż na niego. Był tak piękny, niemożliwie piękny, że niemal sama poczuła palący ból w nadgarstkach, na samą myśl o tym, jak chciał siebie zniszczyć. Łzy napłynęły jej do oczu, paląc po chwili w policzki.
Rozpłakała się na dobre, przykucnęła z powrotem obok niego zanosząc się od płaczu.
Upadła na kolana, czując jak drobne kamienie wwiercają się w jej skórę, pod wpływem ciężaru. Przysunęła twarz do jego ręki, uniosła ją i wtarła gorące łzy w jego skórę.
Jego palce drgnęły delikatnie. Widziała jego twarz jak za mgłą.
Poruszył się ledwo widocznie, otwierając oczy. Dopiero wtedy dotarło do niego, że ona płacze nad nim.
Szlochała wciąż i cała się trzęsła. Zerwał się z miejsca i wyciągnął do niej ręce, wyrywając dłoń z jej objęcia.
Przyciągnął ją do siebie, tłumiąc jej drżenie własnym ciałem.
- Spokojnie - Szeptał w jej włosy, kołysząc się z nią w rękach na boki. Koszulka na jego ramieniu zrobiła się mokra, w miejscu, w które wtuliła twarz. - Teraz znasz już całą prawdę o mnie... - Dodał, gdy zaczęła się uspakajać.

Ustalili, że zobaczą się raz jeszcze, o podobnej porze, następnej nocy.
Chwilę po tym, jak doszła do siebie, okazało się, że minęła jedenasta i nie chciała sobie nawet wyobrażać, jak mogą zdenerwować się jej przyjaciele, gdy się zorientują, że zniknęła.
Była już w połowie drogi, wciąż nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Jak jedna noc mogła tak wszystko odmienić? Czuła po raz pierwszy w życiu, że musi o kogoś walczyć. Że musi zrobić wszystko, by był szczęśliwy, by przestał się ranić...
Jedna noc, a jej życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Jedna osoba, a wszystkie inne zostały zepchnięte na drugi plan...
Czy to tylko złudzenie, czy naprawdę to nie przypadek, że się poznali? Jak mogła się uzależnić od kogoś takiego...?
Słońce parzyło ją w głowę, przyspieszyła kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Przed sobą zobaczyła znajome drzewa i skręciła lekko w stronę wody, by ochłodzić swoje nogi.
Fale przypominały jej o tamtym miejscu, które od dziś będzie już kojarzyć tylko z nim. On stał się jego częścią, stał się piękną tajemnicą, o której nie chciała nikomu więcej mówić. Jednocześnie nie potrafiła przestać o nim myśleć; odkąd ruszyła w drogę do samochodu, nie mogła wyrzucić sobie z głowy obrazu jego twarzy, barwy jego głosu... Znała go jedynie dwa dni, a nie mogła znieść myśli o tym, że przecież będzie musiała wracać do swojego miasta za niecałe pięć...
Stanęła przed namiotem, z którego dobiegł ją głos Kamila;
- Chodź, obudzimy ją i potem możemy iść na spacer... - Nie mogła uwierzyć własnym uszom! Spali do tej pory i nawet nie zauważyli jej zniknięcia. Miała znów szansę by zachować to wszystko dla siebie... Rzuciła się w stronę samochodu i weszła do środka, otwierając okno. Przykryła kocem nogi i przekręciła się na bok, czując się przy okazji niesamowicie wygodnie w porównaniu ze spaniem na ziemi pod drzewem. Zamknęła oczy, nasłuchując.
Pozostała dwójka rozłożyła koc przed namiotem, jeszcze chwilę się ociągając z budzeniem jej. Chwilę potem Paulina otworzyła bagażnik i zaczęła wyjmować resztki jedzenia.
- Przydałoby się iść do sklepu... - Wybełkotała pochylona do przodu.
- Wstawaj śpiochu! - Kamil zastukał w szybę, tuż przy głowie Natalii. Otworzyła oczy, trochę żałując, że nie może naprawdę iść spać. Wygramoliła się spod koca i przetarła twarz z roztargnieniem, oparła się na siedzeniu i wyjrzała przez okno. Pomachał jej, robiąc głupią minę, aż się roześmiała.
Przeciągnęła się i zdjęła wczorajsze ubranie, tak że została w stroju kąpielowym. Poskładała swoje rzeczy w jedno miejsce, bo odkąd przyjechali wciąż leżały tak rozrzucone wokół niej. Wyszła z auta i nie zważając na przyjaciół, pobiegła prosto w stronę morza, skacząc w fale.
Chłodna woda przykryła jej głowę, potem gdy się wynurzyła, muskała ją lekko po policzkach. Weszła po szyję i czuła się pewnie dopóki tylko czuła pod stopami dno. Ponownie zanurkowała i gdy tylko zamknęła oczy, widziała jego, jakby wciąż był blisko.
Przepłynęła kawałek w stronę brzegu, gdzie woda sięgała jej brzucha i wzięła głęboki wdech, starając się na chwilę wyrzucić z głowy najświeższe wspomnienia. Wszystko działo się jakoś zbyt szybko...
Stanęła z powrotem na piasku, patrząc jak woda kapie z jej włosów, tworząc ciemne plamy, które natychmiast wysychały. Liczyła je, jak we śnie, aż w końcu poczuła nasilający się ból pleców, gdy za długo stała pochylona nad ziemią.
- Chodź coś zjeść, później popływasz. - Usłyszała głos Pauliny siedzącej na kocu z jedzeniem.
Ruszyła w ich kierunku z jakąś niechęcią i przytłaczającym poczuciem winy. Czuła się jak oszustka, w głębi duszy wolałaby nawet, by dowiedzieli się, że jej nie było. Ale właściwie jaki to miało sens?
Zjedli razem śniadanie, przyjaciele rozmawiali prawie cały czas więc nie wtrącała się im w zdanie. Tak było lepiej, nie lubiła być o wszystko wypytywana.
Wstała z miejsca i poszła po telefon, by w końcu zadzwonić do mamy. Rozmowa wyglądała podobnie do poprzedniej, wszystko było w porządku, miała znów zadzwonić, gdy zechce. Czyżby dotarło do niej, że jej córka sobie poradzi bez jej pomocy?
Oliwier... Nie mogła się doczekać, aż znów go zobaczy, chciała się czymś zająć, by zabić czas, ale wiedziała, że będzie się dłużył w nieskończoność, bo wciąż o nim myślała.

Od dwóch godzin chodzili po mieście, szukając miejsc, których jeszcze nie widzieli. Za każdym razem, gdy Natalia miała robić zdjęcia, bacznie ją obserwowali, powtarzając w kółko, by uważała.
Działało jej to na nerwy, choć wiedziała, że po prostu się o nią troszczą.
Zrobili zakupy w pobliskim sklepie i plecaki ciążyły im na plecach. Temperatura sięgała jakichś trzydziestu stopni w cieniu, każdy kolejny krok kosztował ich sporo wysiłku, jednak nie chcieli marnować przejechania takiej odległości i nic nie zobaczyć na miejscu.
Około godziny szesnastej weszli do restauracji, w drodze powrotnej, której cennik wyjątkowo im odpowiadał jak na to miasto. Wnętrze było klimatyzowane i nie chciało im się stamtąd wychodzić.
Zjedli razem całą pizzę i siedzieli jeszcze chwilę rozmawiając.
- Co macie zamiar robić wieczorem? Przeszłabym się na spacer, może z nim pogadam... - Zmieniła temat Natalia, czując się znacznie lepiej, gdy od razu powiedziała im o tym, że mają zamiar się dziś spotkać.
- Skoro chcesz, to nie będziemy ci przeszkadzać. Pewnie przejdziemy się gdzieś nocą. - Odparł Kamil mnąc serwetkę w dłoni. Paulina spojrzała na przyjaciółkę przechylając głowę.
- Mam nadzieję, że tym razem nie przyjedzie do ciebie na rowerze. - Powiedziała i cała trójka wybuchnęła śmiechem.
Gdy wrócili na plażę, słońce chyliło się już ku zachodowi. Wiedziała, że przyjaciele nie wypominają jej tego, ile czasu im poświęca, a jednak czuła się nieswojo z tym, że coraz więcej ją omija. Chodziła z nimi tylko w ciągu dnia, wiedząc, że też potrzebują czasu dla siebie, ale ani razu nie poszła z nimi na spacer w nocy...
Nie mogła jednak przegapić spotkania w tym pięknym miejscu.
Poszli jeszcze na półtorej godziny popływać i odpocząć po całym dniu. Dopiero o tej porze morze stawało się przyjemne i cieplejsze.
Po wyjściu z wody, rozmawiali jeszcze przez chwilę, susząc się na kocu. Woda lśniła w pomarańczowym blasku ostatnich promieni słońca i było coś magicznego w tym widoku. Choć żadne z nich nie wypowiedziało tego na głos, było jasne, że będą bardzo tęsknić za tym czasem spędzonym tutaj.
Kamil i Paulina poszli się przebrać i spakować rzeczy na nocną przechadzkę po okolicy. Natalia zaś, siedziała bez ruchu wpatrując się w rozkołysane fale.
Już teraz wiedziała, że trudno będzie jej przeżyć to rozstanie. W przeciwieństwie do nich, ona będzie tęsknić nie tylko za tym miejscem...

Leżała w samochodzie przy otwartych drzwiach i słuchała muzyki, czekając na właściwą porę by iść w jego stronę. Jej przyjaciele poszli już jakąś godzinę temu, od tamtej chwili nie miała co ze sobą zrobić.
Przez chwilę nawet siedziała na piasku i starała się coś z niego wybudować, jednak cokolwiek tworzyła, zaraz się rozsypywało, więc prędko sobie odpuściła. Mrok ogarnął okolicę, ale ciemność tylko pomagała jej myśleć w spokoju, gdy tak leżała.
Kiedy zegarek w telefonie pokazał godzinę jedenastą w nocy, przebrała się i schowała do kieszeni telefon, po czym wyszła z auta trzaskając drzwiami.
Przeszła drogę, którą znała już na pamięć i zatrzymała się w połowie zakrętu w lewo. Wiatr zjawił się jak na zawołanie i rozwiał jej włosy. Wzięła głęboki wdech, patrząc przed siebie jak zahipnotyzowana.
Stał naprzeciwko niej, a ten widok w jakiś sposób sprawił, że jej serce na chwilę się zatrzymało. Patrzyli na siebie w bezruchu, jakby nie wiedzieli dokąd mają iść.
W końcu podszedł do niej i chwycił za rękę, pociągając za sobą w stronę z której przyszła.
- Dokąd idziemy? - Znów unikał odpowiedzi, dlatego jedyną pewną drogą były jego ślady, a ciepły uścisk dłoni stał się obietnicą. Była pewna, że kierują się do miejsca gdzie się rozłożyli, ale nagle szarpnął ją w prawo i jej oczom ukazała się wąska i stroma ścieżka, pomiędzy wysuszonymi sosnami.
Brnęli tak przed siebie, aż ziemia wyrównała się i nie szli już pod górkę, a wokół las zagęszczał się. Rosły tam już nie tylko sosny, ale coraz więcej różnych drzew. Gdy zatrzymał się, rozpędzona wpadła na niego.
Rozglądnęła się dookoła, zdając sobie sprawę, że jeśliby ją tu zostawił, nie miałaby pojęcia dokąd iść; każda droga wyglądała tak samo.
Stali twarzą w twarz, blisko siebie; czuła na skórze jego ciepły oddech. Jego zachowanie zupełnie zbiło ją z tropu, nie wiedziała co zamierza i okazał się bardziej tajemniczy, niż za pierwszym razem.
Odważyła się spojrzeć mu w oczy i z przerażeniem odkryła, że wpatrywał się w nią już od dłuższej chwili. W tych dwóch ciemnych studniach, przeszywających ją na wskroś, tkwiły naraz rozpacz i szaleństwo; nie miała pojęcia jak się zachować.
Machinalnie uniosła rękę w obronnym geście, ale był szybszy. Przycisnął jej nadgarstki do siebie i zamknął oczy, oddychając powoli. Poczuła delikatne bicie serca, gdzieś pod zaciśniętymi pięściami.
Co on robił?
Wszystkie ruchy były jakieś spowolnione, nie panowała nad tą sytuacją. Nachylił się tuż nad jej twarzą i przytknął nos do jej własnego, aż poczuła jego zapach jeszcze intensywniej. Pachniał wszystkim, co było wokół; lasem, morzem i gorącym powietrzem. Wszystko to splatało się w jedną, niepowtarzalną woń z domieszką czegoś, czego nadal nie potrafiła nazwać.
Zakręciło się jej w głowie, jego oddech wręcz parzył ją w twarz. Uniosła wzrok wbijając go prosto w jego oczy, gdy je otworzył.
Nagle cały świat dookoła zniknął.
Mimo mroku jaki w sobie nosił, mimo otaczającej ich ciemności, widziała go bardzo dobrze. To spojrzenie ją zaczarowało, nie umiała oderwać wzroku, nie umiała myśleć o czymkolwiek innym.
Jakieś wewnętrzne pragnienie wykręcało jej żołądek na wszystkie strony, ściskało jej serce i nie pozwalało się poruszyć...
Gorący dotyk przeniósł się także na usta, nadal ją oczarowując, trzymając w bezruchu. Nie miała siły dłużej patrzeć, to uczucie ją obezwładniało, ale wszystko wewnątrz niej krzyczało, by nie przestawała.
Uścisk na nadgarstkach rozluźnił się, a po chwili poczuła ręce otulające jej twarz.
Zamknęła oczy.

Minęła pierwsza w nocy, chwilę temu przeszli dalej w głąb lasu, a na końcu drogi pokazał jej miejsce znajdujące się tuż nad tym magicznym i pełnym mroku. Był tam spory skrawek ziemi nieporosłej drzewami i dziewczyna zauważyła, że są na skraju góry, której skały w dole, były tymi, o które rozbijały się morskie fale. Z tej wysokości widziała jedynie czubki drzew i fragment ziemi pomiędzy nimi, na której siedzieli poprzedniej nocy.
Leżeli teraz obok siebie, stykając się ramionami i patrzyli prosto w górę, gdzie idealnie było widać gwiazdy. Tematy do rozmowy przychodziły same od siebie, tak łatwo było im mówić o wszystkim, bez względu na to, co niosło za sobą każde słowo.
Milczenie także nie było niczym krępującym, przychodziło im równie łatwo, jak rozmowa, a wsłuchiwanie się w ciszę wydawało się dobre, gdy mieli obok siebie.
- Myślisz, że jeszcze się kiedyś spotkamy, po tym jak stąd wyjadę? - Zapytała wraz z narastającą wewnątrz niej obawą. Nie odpowiadał, więc obróciła się w jego stronę. Zwrócił twarz w jej kierunku i wydawał się zaskoczony tym pytaniem, jakby dopiero teraz sobie uświadomił, że ona musi wyjechać. Niespodziewanie wyciągnął w do niej rękę i objął ją.
- Nie każ mi odpowiadać, proszę. - Powiedział ze śmiertelną powagą, po czym znów przekręcił się na swoją stronę. Spodziewała się że powie coś w stylu "mam nadzieję, że tak", więc jego odpowiedź jakoś ją zasmuciła.
- Nie dam chyba rady się rozstać, jeśli nie będę pewna, że jeszcze kiedyś cię zobaczę... - Szepnęła, czując jak łzy zbierają się w jej oczach, więc szybko je zamknęła.
- Mi też będzie trudno, ale zastanów się; jeżeli odpowiem, że się nie spotkamy, to zaboli, lecz nie będziesz czekać, a w końcu o mnie zapomnisz. Jeżeli obiecam, że się zobaczymy, to będzie cię bolało jeszcze bardziej, bo stale będziesz na mnie czekać. Dlatego nie potrafię odpowiedzieć. - Zastanowiła się nad sensem jego słów, z przykrością stwierdzając, że ma rację. Nie mogłaby jednak odjechać ze świadomością, że to koniec wszystkiego. Dlaczego więc ciągle robił jej nadzieję?
- Bez względu na to, co powiesz, ja i tak nigdy cię nie zapomnę. - Odrzekła i odszukała ręką jego dłoni i uścisnęła ją.
- Obiecuję, że ja ciebie też nie. - Odwzajemnił uścisk, a te słowa ukoiły na parę chwil każdą obawę, jaka rodziła się w jej sercu. - Ale musisz się zastanowić... - Dodał po chwili milczenia. - Czy naprawdę zechcesz jeszcze o mnie pamiętać. Nie zrobiłem jeszcze niczego na twoich oczach, ale ja nie widzę żadnej szansy, żebyś mnie w pełni zrozumiała, jeśli nie pozwolisz mi udowodnić, że cierpienie jest piękne...
Serce zatłukło się ostrzegawczo w jej piersi, gdy zastanawiała się, co tym razem ma na myśli. Podniósł się i usiadł z kolanami pod brodą. Oglądnął się na nią i widząc niepewność w jej oczach, szepnął;
- Wszystko będzie dobrze. To nie jest takie straszne, jak myślisz. - Skinął głową, jakby prosząc by też usiadła obok. - Pokażę ci. - Nie wiedziała czy ma protestować czy nie, cały czas wierzyła, że nie zrobi nic złego. Przysunęła się bliżej a on wysunął do przodu ręce i zaczął zdejmować opaski i bransoletki.
Z trudem przełknęła ślinę, przypominając sobie o poranku i o tym, czego się dowiedziała...
Po ciemku zauważyła jak z lewej ręki odwija bandankę, powoli i starannie, jakby był to jakiś rytuał. Zamarła, widząc delikatne rysy na tle białej skóry.
Rozprostował nogi i położył na kolanach chustkę, po czym rozwinął ją i coś ze środka wyjął. Przyglądała się temu wszystkiemu w spokoju, przekonana, że jest w pełni świadomy tego, co robi.
Coś w jego ręce błysnęło w świetle księżyca i nie potrzebowała już się zbliżać, by dowiedzieć się, co w niej trzymał.
Maleńkie ostrze rysowało się na tle palców jego prawej ręki.
- Oliwier... - Zająknęła się. - Czy to jest konieczne...? - Pytanie zawisło pomiędzy nimi, zaczęło się jej robić zimno. Skinął powoli głową i uśmiechnął się do niej smutno. - Przecież nie musisz... - Chciała go przekonywać, ale wiedziała, że to nie ma sensu.
Przyłożył żyletkę do skóry.
Zacisnęła usta i przymknęła oczy, nie potrafiąc na to patrzeć.
Po ledwie trzech sekundach, pojawiła się nowa rana na jego nadgarstku. Kropelka krwi zalśniła w ciemności. Wyciągnął rękę przed siebie, przyglądając się jej pod światło.
Wzdrygnęła się, a on pochylił się nad ramieniem i wysunął język. Obserwowała jego ruchy i ogarnęło ją dziwne uczucie; zaczęło ją to fascynować, a nie obrzydzać. Przysunął się bliżej, stykali się ciałami.
Przejechał językiem po nadgarstku, zlizując krew.
Wstrzymała oddech, miała już zacząć panikować, ale coś kazało jej siedzieć cicho.
Nagle obrócił się tak niespodziewanie, że nie zdążyła zareagować. W jednej sekundzie jego twarz zbliżyła się do niej, aż się wystraszyła, i nim się zorientowała, znów zetknął swoje usta z jej własnymi.
Poczuła metaliczny smak krwi i przeszedł ją dreszcz.
Niepokojące uczucie jakiejś tęsknoty zmieszanej z pragnieniem, rozchodziło się po całym jej ciele.
Odchylił głowę i popatrzył jej w oczy;
- Ufasz mi? - Zapytał, a jego głos był pełen nadziei, jakby usilnie wierzył w to, że odpowie tak, jakby pragnął tylko jej potwierdzenia... Nie była w stanie się temu oprzeć.
- Tak... - Odrzekła cicho, czując się do czegoś zobowiązana. Oddała się w jego ręce.
Patrzyła tylko w jego twarz, na siłę szukając w niej tego samego piękna, które odnalazła tego poranka. Teraz robiło się jej gorąco, nie odrywała od niego wzroku, nawet kiedy poczuła jego palce zaciskające się na jej nadgarstku.
Nawet kiedy ułożył jej rękę na swoich nogach i nawet wtedy, gdy poczuła zimne ostrze, dotykające jej skóry.
Czy mu ufała? Na pewno była przekonana, że nie zrobi jej krzywdy, ale czy to było prawdziwe zaufanie?
Drgnęła gdy wprawił żyletkę w ruch, delikatnie zagłębiając ją w jej ciało. Jego ruchy były precyzyjne i wyćwiczone, wiedział co robić, by nie drasnąć kryjącej się pod rozdartą skórą żyły.
Zacisnęła zęby, czując pieczenie w rozciętym miejscu. Ścisnął jej rękę, nie pozwalając się poruszyć.
Zbliżył się dotykając delikatnie nosem jej czoła.
Co on chciał osiągnąć?
Strach wdarł się do jej serca, wraz z pojawieniem się w głowie pewnego pytania.
Co jeśli tak to u niego wyglądało... że zamiast uśmiechu i przytulania...okazywał miłość w ten sposób, tworząc więź między ich ranami...?

Ocknęła się wtulona w jego bok. Lekki wiatr omiatał ich ciała, minęła dopiero trzecia nad ranem. To co miało miejsce jakieś pół godziny temu, zdawało się oddalone o co najmniej kilka lat. Siedział spokojnie z nią na kolanach, wsłuchiwała się w bicie jego serca, tuż przy jej głowie.
Wbrew temu, co zrobił, to właśnie w jego ramionach czuła się bezpieczna jak nigdy dotąd...
Ogarnęło ją zmęczenie, gdy usiłowała podnieść rękę na wysokość swych oczu. Spojrzała w bladym świetle nocnego nieba, na zaschniętą strużkę krwi. Drgnął, gdy zorientował się, że ona nie już nie śpi.
Chwycił jej rękę i pocałował rozcięte miejsce.
- Śpij spokojnie...nikt nas tutaj nie znajdzie... - Powiedział kryjąc twarz w jej włosach.
Zamknęła ponownie oczy i odezwała się;
- A co jeśli... - Urwała zastanawiając się, czy w ogóle jest świadoma tego co mówi. - Co jeśli...
- Hmm? - Nie rozumiał co ma na myśli.
- Co jeśli ja cię kocham...? - Wzięła głęboki wdech, zaciągając się jego zapachem. Westchnął, z zakłopotaniem kręcąc głową. Żałowała tych słów, znała go dopiero parę dni, jak mogłaby tak łatwo i tak szybko kogoś pokochać?
A jednak jej żołądek kurczył się z niepewności, gdy czekała na jego odpowiedź. Nigdy nikomu nie zaufała aż na tyle, nigdy nikomu nie opowiedziała więcej... W dodatku ten dziwny rodzaj połączenia, tej więzi między nimi... Uzależniał ją.
- Cóż, jeśli tak jest... - Zaczął niepewnie i poprawił się na miejscu, unosząc przy tym jej ciężar spoczywający mu na nogach. - To by oznaczało, że po raz pierwszy w życiu ktoś odwzajemnił moje uczucia... - Dokończył i te słowa trafiły w nią nagle, jakby ktoś uderzył ją z całej siły, prosto w serce.
Nie mogła opanować uśmiechu.
Bez względu na to, jak niecodzienna była ta znajomość, z pozoru wręcz nienormalna, podjęła decyzję, że nie zapomni o nim. Nawet jeśli postawi kolejne warunki, była gotowa oddać wszystko, za to nasilające się uczucie w jej sercu...

Obudził ich dźwięk telefonu, Paulina do tej pory nie wiedziała gdzie się podziewa jej przyjaciółka.
Zaspana odebrała i zaczęła się tłumaczyć, jednak tamta nie była wcale zła.
- W porządku, chciałam tylko zapytać; czy wrócisz i zjesz z nami obiad? Jak chcesz on może iść z tobą.
Zastanawiała się przez chwilę.
- Chyba jednak wrócę później...nie czekajcie na mnie. - Odpowiedziała i przyjaciółka przekazała wiadomość Kamilowi, po czym rozłączyła się.
Natalia rozglądnęła się i ujrzała go leżącego na trawie.
- Nie jesteś głodny?
- Nie, a ty? Jak chcesz możemy stąd iść...
- Chcę stąd iść, ale na dół, nie po jedzenie. - Uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę z tego, że ma spuchnięte oczy. Wstali z miejsca i ruszyli w drogę przez las.
Za dnia droga wydawała się łatwiejsza do zapamiętania. Szli powoli przez jakieś trzydzieści minut, nie odważyła się ani na chwilę puścić jego ręki.
Gdy znaleźli się na dole, gdzie morze rzucało się na przybrzeżne skały, przystanęli, jak zwykle oczarowani tym widokiem. Gdy gapił się na wzburzone fale, miała czas by znów mu się przyjrzeć.
Jego ciemne oczy wydawały się jaśniejsze niż zwykle, kiedy padały na nie promienie słońca.
Delikatna, blada skóra wydawała się nieskazitelna, bardzo cienka...
Rzuciła się do przodu i przytuliła go z całej siły, gotowa się rozpłakać. Sama nie wiedziała, co spowodowało tę nagłą potrzebę.
- Oliwier, ja naprawdę nie potrafię od ciebie odejść! Co ja mam robić?!  - Wykrzyknęła, lecz jego ramiona stłumiły jej głos. - Nie możesz pojechać z nami? Nie da się nic wymyślić?
- Chciałbym...naprawdę...sam nie wiem. Nie mogę zostawić ojca, przynajmniej dopóki nie skończę osiemnastu lat. Zrobiłby wszystko, by mnie odnaleźć i sobie podporządkować.
- Ależ on jest okrutny! Dlaczego wciąż się na tobie wyżywa? - Uniosła twarz patrząc na niego. Spoglądał na nią z góry ze spokojem.
- Na niektóre pytania po prostu nie ma odpowiedzi... - Westchnął. - Być może każdy potrzebuje miłości i nie może bez niej funkcjonować... Gdy moja matka odeszła...najwyraźniej on nie mógł się odnaleźć w świecie bez niej...
Zrozumiała, co miał na myśli, jednak nie mogła się pogodzić z tym, jak on nadal cierpiał. Nie mogła pojąć, dlaczego tak bardzo pragnie bólu, skoro zasugerował wczoraj, że on też coś do niej czuje. Zaprzeczał teraz sam sobie...
- Mógłbyś mi chociaż mi obiecać, że nigdy więcej siebie nie zranisz? - Zapytała, choć wiedziała, że to dla niego zbyt wiele. Zacisnął usta.
- Bardzo dużo ode mnie wymagasz... - Szepnął. - Pozwól mi chociaż ostatni raz. Daj mi pewność, że warto dla ciebie rezygnować z bólu, który był moim przyjacielem przez te wszystkie lata, jedynym, który mnie nie opuszczał. Daj mi dowód na to, że zapomnisz o mnie.
Nie wierzył jej? Co jeszcze miała zrobić?
Pociągnął ją za sobą w kierunku miejsca, na którym kiedyś siedzieli.
- Chciałbym, żebyś ten ostatni raz zrobiła to za mnie. - Szybko zdjął z ręki bandankę, której materiał przylepiał się do skóry. - Proszę. Obiecuję, że nigdy więcej tego nie uczynię. Zrozum, że inaczej nie zrozumiem miłości.
Patrzyła na niego z przerażeniem.
- Boję się tego. Przecież wiesz, że to niebezpieczne. Mogę to zrobić źle...nie dociera do ciebie, że ja nigdy tego nie zrobiłam? To ty pierwszy pokazałeś mi jakie to uczucie...
Westchnął, głośno wypuszczając powietrze i schylił się, siadając obok niej na skale.
- Daj rękę. Będzie ci łatwiej, zaufaj mi. - Powiedział patrząc jej prosto w oczy, co znów sprawiło, że mogła zgodzić się na wszystko. Nigdy nie poznała podobnego wyrazu do tego, który tkwił w jego oczach.
Zdawał się to być kolejny najpiękniejszy i najszczerszy widok w jej życiu.
Wyciągnął rękę by chwycić ją za dłoń, potem obrócił na drugą stronę.
W tym świetle widziała dokładnie trzymaną w jego ręce żyletkę, serce zabiło jej szybciej, gdy zbliżył znów ostrze do jej nadgarstka.
Tym razem rozciął jej skórę w innym miejscu, nieco niżej.
Przysunął się, opierając na jej ramieniu i nagle chwycił mocniej jej rękę, zatapiając ostrze w pozostałości po wczorajszym rozcięciu. Pisnęła, gdy trzęsąc się rozszarpał jej skórę ponownie.
Krew wypływała powoli, brudząc jej dłoń.
- Bolało cię, prawda? - Zapytał cicho, a gdy przytaknęła dodał - Musisz teraz się mi odpłacić. Przecież to ja cię zraniłem. - Spojrzała na swoją rękę ze łzami w oczach i starała się przypomnieć sobie, jak bardzo jej na nim zależy.
Wtedy to silne uczucie w niej eksplodowało.
Jak na zawołanie ból zniknął, nadgarstek zdawał się tylko pulsować, rozsyłając ciepło do jej ciała. Tak jakby całą swoją miłość przelała w to jedno miejsce, jakby siła tego uczucia uśmierzała ból, koiła lęk...
- Oliwier... Ja... nie dam rady. - Łzy urwały się z jej policzków i opadły na nogi. - Miałeś rację. To jest piękne, ale czy nie rozumiesz, że miłość jest o wiele cudowniejsza?
- Chcę w to uwierzyć, dlatego proszę, zrób to pierwszy i ostatni raz! - Nalegał i znów dostrzegła szaleństwo w jego oczach, to samo pragnienie, które widziała wczoraj po raz pierwszy.
Drgnęła i otarła swoje łzy.
Trzęsącą się ręką uniosła żyletkę.
- Boję się, naprawdę... - Przerwał jej, pochylając się w przód i składając tę piękną obietnicę na jej ustach. Wyciągnął przed siebie lewą rękę i położył przed nią, na kolanach.
- Dasz radę. Wierzę w to. Stworzymy najsilniejszą, możliwą więź. Pozwól na to. - Słyszała błaganie w jego głosie. - Kocham cię, jak nikogo dotąd nie byłem w stanie.
Znów trafiły w nią te słowa, tak łatwo mógł nią manipulować. Przysunęła ostrze do jego skóry, kładąc jego rękę na kolanie. Pora to zakończyć, od tej pory będzie już dobrze...,myślała.
Jednak cała się trzęsła, nie mogąc opanować.
Ruszyła dłonią, tworząc rysę na jego skórze, zatrzymała się, gdy nagle pod wpływem zdenerwowania, ręka jakoś ześliznęła się z jej nogi.
- Auć! - Odskoczył na bok i syknął z bólu. Wrzasnęła, zauważając potok krwi zalewający mu całą rękę.
- O nie... Tylko nie to! - Rzuciła się w jego stronę i zdjęła koszulkę, starając się rozerwać ją na pół. - Daj rękę! Muszę zatamować krwotok! - Krzyczała, lecz on odsuwał się.
Łzy puściły się strumieniami z jej oczu.
- To nie twoja wina. Widocznie tak miało być... - Jego głos się załamywał, widziała panikę w jego oczach.
- Co ty, do cholery, wygadujesz?! - Warknęła, znów usiłując owinąć jego nadgarstek materiałem.
- Mówiłem, że ból jest przyjacielem... Chciałem go dla ciebie opuścić, lecz widocznie nie pozwolił mi odejść...Proszę, zostaw to! - Stanęła jak wryta, gdy dotarł do niej sens jego słów.
- Oliwier...Obiecałeś mi!!!
- Obiecałem, że to ostatni raz...teraz masz pewność, że więcej tego nie zrobię. - Osunął się na kolana z drżącymi rękami. Krew moczyła jego ubranie.
- Nie!!! Zaczekaj, błagam cię! Wezwę pomoc! - Rozglądnęła się, nie mogąc opanować łez i strachu, jakiego dotąd nie czuła nigdy. Nie pamiętała, gdzie zostawiła telefon.
Miała go szukać, biec po pomoc, czy zostać z nim i usiłować ratować?
- Pozwól mi sobie pomóc! Kocham cię, ja bez ciebie nie istnieję, rozumiesz?! - Wrzasnęła mu prosto w twarz, padając na kolana na przeciwko niego. Z całej siły przytrzymała jego rękę, zanosząc się od płaczu.
Zauważyła, że coraz bardziej na niej ciąży, gdy on opadał do tyłu.
- Oliwier!!! OCKNIJ SIĘ! - Krzyczała ile sił w płucach, zaciskając koszulkę na jego ręce.
Chwyciła go przyciągając do siebie i ściskając z całej siły. Krew toczyła się dalej, kapiąc z jego łokcia, barwiąc zawiązaną koszulkę na szkarłatny kolor.
- Obudź się błagam! - Stracił przytomność i wisiał na jej szyi jakby uszło z niego powietrze, nie drgnął nawet, gdy ponownie przycisnęła go do siebie. - Zaraz sprowadzę pomoc, proszę, zaczekaj!
Miała wrażenie, że to jakiś koszmar, to nie mogło dziać się naprawdę!
Kochała go, kochała z całej siły, całym sercem, które pękało, gdy widziała jego oczy, znikające pod opadającymi powiekami.
Biegła przed siebie, w stronę samochodu, nie zważając na fakt, że to kawał drogi stamtąd.
Liczyło się tylko, by zrobić wszystko co możliwe...
Brakowało jej powietrza w płucach, nogi odmawiały posłuszeństwa.
Nie ustępowała jednak i parła do przodu dalej.
Nie możesz odejść, nie możesz! Wysyłała mu sygnał w myślach.
Nagle upadła, potykając się już o własne nogi. Wpadła z twarzą w piach i zakrztusiła się.
Leżała jak sparaliżowana, dopiero w połowie drogi do auta. Oddychała ciężko, z trudem jeszcze łapiąc powietrze.
Nie było już szans, by go uratować. Nie było już nic.
Obróciła się na plecy, krzycząc resztkami sił. Wzywała go w myślach, budziła go do życia, sama nie mogąc się podnieść. Uniosła rękę, patrząc na piasek przylepiony do jej ran, zmieszany z krwią.
Mogłaby żyć bez niego?
Mogłaby żyć ze świadomością, że to właśnie ona go zabiła?
Płacz targał całym jej ciałem, trzęsła się, nie mogąc opanować. Sięgnęła do kieszeni, gdzie nieświadomie schowała jego chustkę. Rozłożyła ją, a na jej nogi spadło zakrwawione ostrze.
Nie mogła znieść tego widoku. Krew wrzała w jej żyłach, wściekła zaczęła drapać swoje rany.
Ciecz wypłynęła z nich cienkim strumieniem.
Wrzasnęła znów, tracąc kontrolę nad sobą. Nie mogła żyć, nie mogła!
W zaledwie parę sekund, kilka razy rozcięła skórę na nadgarstkach, za każdym razem coraz głębiej wbijając żyletkę. Szkarłatny płyn trysnął ze świeżych ran, plamiąc jej skórę.
Rzuciła się ponownie na piasek, uderzając o niego twarzą. Szlochała coraz ciszej, zanosząc się od płaczu. Zacisnęła z całej siły dłoń, w której trzymała ostrze. Palący ból rozdarł wnętrze jej ręki.

Ostatni raz, resztkami sił, przywołała na myśl jego obraz.
Bijące od niego ludzkie piękno, którego nie umiała opisać...
Gorąca łza spłynęła po jej policzku.
Wtem, ból ustąpił.
Po prostu zniknął, wraz z zamknięciem oczu. Początkowo widziała ciemność, a potem...znów stała na nogach, naprzeciwko niego.
Dostrzegła uśmiech na jego twarzy, gdy tak stał, parę metrów przed nią. Wyciągnął do niej rękę i jakimś sposobem znowu znalazła się blisko niego.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze... - Szepnął, przyciągając ją do siebie. Opadły jej powieki, wraz z ogarniającym ją ciepłem jego ciała.
Tylko w jego ramionach, czuła się tak bezpiecznie...


Vuohi
Wiem, że trochę zbyt poniosło mnie przy zakończeniu, ale chociaż to zgadzało się z wersją w zeszycie. Dziękuję, jeśli wytrwaliście do tej pory...

3 komentarze:

  1. <3 ...każdy komentarz jest zbyteczny.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow nie zauwazylam wczesniej ze cos napisales ;o ;D

      Usuń
    2. A ja nie zauważyłem że odpisałaś :)
      Wiem że się powtarzam ale kocham to opowiadanie, jego klimat.... <33333

      Usuń