Patrzysz na mnie kątem lewego oka
A połowa twojej twarzy płonie, czyniąc je czerwonym
Druga tkwi uśpiona w półmroku,
Trzyma swoje zwierciadło zamknięte
I nie prosi, nie żebrze jak tamta, o moją uwagę
Ze spokojem pochłaniam ten obraz
Nie czynię nic, co mogłoby przerwać Twoje milczenie
Nad naszymi głowami unoszą się pyłki białe i ciche,
Skradają się teraz po Twych potarganych włosach
Stąpają delikatnie po Twym spoconym czole
Szepczą mi do ucha, że znają smak Twoich ust
Tych zimnych i twardych ostrzy,
Którymi kroisz nieraz mój policzek
Kuszą mnie, ciągle mnie kuszą, bym znów
Rzuciła się w Twoją stronę, nabijając się na nie
Bym ugasiła ten płomień, po Twej lewej stronie
Bym uczyniła Cię mniej rozbitym,
Poprzez wpojenie w Ciebie odtrutki z mojej krwi
Świat wiruje wokół nas, jakbym mogła zatrzymać wzrok
Tylko i wyłącznie na Twym utkwionym we mnie spojrzeniu
Pyłki spadają z naszych ramion i głów, zamieniając się w popiół
Zapaliłeś swym istnieniem cały mój wewnętrzny świat
A teraz opada on powoli, ociężale, i zaczepia się na mych rzęsach
Lecz nie mrugam by go zrzucić, ale patrzę wytrwale
Mimo, że oczy moje już zmęczył ten znajomy widok
Niszczysz mnie.
Rozbierasz na drobne kawałki i mieszasz, bym sama nie mogła się poukładać
A ja Ci na to wszystko pozwalam, bo...Cię kocham
I zamieniam się w popiół dla Ciebie, zamieniam się w proch
Będę czekać, aż znów mnie posklejasz
A potem sprawisz, że wszystko...spłonie doszczętnie...
Vuohi
A połowa twojej twarzy płonie, czyniąc je czerwonym
Druga tkwi uśpiona w półmroku,
Trzyma swoje zwierciadło zamknięte
I nie prosi, nie żebrze jak tamta, o moją uwagę
Ze spokojem pochłaniam ten obraz
Nie czynię nic, co mogłoby przerwać Twoje milczenie
Nad naszymi głowami unoszą się pyłki białe i ciche,
Skradają się teraz po Twych potarganych włosach
Stąpają delikatnie po Twym spoconym czole
Szepczą mi do ucha, że znają smak Twoich ust
Tych zimnych i twardych ostrzy,
Którymi kroisz nieraz mój policzek
Kuszą mnie, ciągle mnie kuszą, bym znów
Rzuciła się w Twoją stronę, nabijając się na nie
Bym ugasiła ten płomień, po Twej lewej stronie
Bym uczyniła Cię mniej rozbitym,
Poprzez wpojenie w Ciebie odtrutki z mojej krwi
Świat wiruje wokół nas, jakbym mogła zatrzymać wzrok
Tylko i wyłącznie na Twym utkwionym we mnie spojrzeniu
Pyłki spadają z naszych ramion i głów, zamieniając się w popiół
Zapaliłeś swym istnieniem cały mój wewnętrzny świat
A teraz opada on powoli, ociężale, i zaczepia się na mych rzęsach
Lecz nie mrugam by go zrzucić, ale patrzę wytrwale
Mimo, że oczy moje już zmęczył ten znajomy widok
Niszczysz mnie.
Rozbierasz na drobne kawałki i mieszasz, bym sama nie mogła się poukładać
A ja Ci na to wszystko pozwalam, bo...Cię kocham
I zamieniam się w popiół dla Ciebie, zamieniam się w proch
Będę czekać, aż znów mnie posklejasz
A potem sprawisz, że wszystko...spłonie doszczętnie...
Vuohi
Czasami zastanawiam się, jak bardzo bogatą wewnętrznie musisz być osobą, by móc widzieć i tak pięknie opisywać miłość, za każdym razem inaczej i nie mniej cudownie...
OdpowiedzUsuńTy pewnie jesteś miłością! <3