Wiem.
Chyba już wiem, co jest kluczem, kochanie.
Jednak znalazłam dla nas wyjście, znalazłam drogę, której tyle szukaliśmy.
Wszyscy jesteśmy tacy bezradni, dopóki nie odkryjemy własnego klucza;
Jesteśmy zablokowani, zamknięci, zimni jak lód...
A wystarczy przecież tylko go odszukać, prawda?
Długo błądziłam
Nawet nie wiesz, ile warstw skóry zdarłam celowo, by odnaleźć w sobie to coś, czego było mi brak.
Ale nie mogłam, nawet gdy szukałam bez przerwy, nawet kiedy błagałam, kiedy krzyczałam...
Kiedy zwątpiłam.
A wiesz dlaczego nie potrafiłam znaleźć w sobie ratunku?
Bo go tam nie ma.
I nie było nigdy.
Ale teraz już wiem, co jest kluczem, kochanie.
Uratuję nas, naprawdę nas ocalę! To ta droga, spójrz, jutro nią wyruszymy
To będzie koniec naszej zimy, koniec chłodu i ciemności
Jutro wzejdzie dla nas słońce, jeżeli tylko mi uwierzysz i wysłuchasz mnie, jak szepczę
Nieważne ile będzie znów to nas kosztować
Nie możemy dłużej tu zostać....
Dlaczego patrzysz tak okrutnie
Bez choćby cienia nadziei w oczach...?
Dlaczego jesteś tak podle...zimny, tak twardy i cichy...?
Tyle lat cierpieliśmy oboje, próbowaliśmy pomóc sobie nawzajem, gubiliśmy się
Tyle lat zdzierałam z siebie wszelkie marzenia, wszystkie pamiątki po ludzkości
Próbowałam pozbyć się siebie, aż moje wyniszczenie dosięgło do żył, do kości
I czy nie znaczy to nic dla Ciebie...gdy teraz odnalazłam dla nas klucz?!
Gdy odnalazłam drogę?
Patrzysz na mnie tylko i mrozisz spojrzeniem
Twoje usta są z kamienia, twoja twarz nie potrafi już ani drgnąć
A ja łudzę się, że wewnątrz wciąż jeszcze istniejesz
Że tam, pozostawiłeś choć skrawek prawdziwego Ciebie
Wyciągasz rękę, czuję chłód bijący od otwartej dłoni;
'Chodź', mówisz, 'dziś jeszcze umrzemy razem'
Dziś zakończmy to, co obiecaliśmy sobie kiedyś, zaśniemy razem, ze splecionymi dłońmi
Szukaliśmy klucza, lecz było wiele fałszywych, prowadzących nas do tego miejsca
Dobrze wiesz, że i następna droga, będzie pełna kolców
Bo pąki róż naszych dawno zwiędły
Bo wyschły nasze oczy nazbyt wiele roniąc łez
Chodź, jeszcze dziś umrzemy razem, to jest nasz jedyny klucz.
I ja widzę, że przegraliśmy.
Widzę jedynie ruiny przed nami.
I choć oczy zalewają mi się łzami,
Idę ślepo twoim śladem...Wiem, że Ty mnie nie zawiedziesz.
Wiem, że Ty dotrzymasz słowa
I zaśniemy dzisiaj razem...żeby zacząć móc od nowa
Lecz nie tu, a w innym miejscu
Gdzie drzwi dla nas będą otwarte
Gdzie klucz nie będzie już potrzebny
A nasze troski...
Nic
Nie warte
Vuohi
Chyba już wiem, co jest kluczem, kochanie.
Jednak znalazłam dla nas wyjście, znalazłam drogę, której tyle szukaliśmy.
Wszyscy jesteśmy tacy bezradni, dopóki nie odkryjemy własnego klucza;
Jesteśmy zablokowani, zamknięci, zimni jak lód...
A wystarczy przecież tylko go odszukać, prawda?
Długo błądziłam
Nawet nie wiesz, ile warstw skóry zdarłam celowo, by odnaleźć w sobie to coś, czego było mi brak.
Ale nie mogłam, nawet gdy szukałam bez przerwy, nawet kiedy błagałam, kiedy krzyczałam...
Kiedy zwątpiłam.
A wiesz dlaczego nie potrafiłam znaleźć w sobie ratunku?
Bo go tam nie ma.
I nie było nigdy.
Ale teraz już wiem, co jest kluczem, kochanie.
Uratuję nas, naprawdę nas ocalę! To ta droga, spójrz, jutro nią wyruszymy
To będzie koniec naszej zimy, koniec chłodu i ciemności
Jutro wzejdzie dla nas słońce, jeżeli tylko mi uwierzysz i wysłuchasz mnie, jak szepczę
Nieważne ile będzie znów to nas kosztować
Nie możemy dłużej tu zostać....
Dlaczego patrzysz tak okrutnie
Bez choćby cienia nadziei w oczach...?
Dlaczego jesteś tak podle...zimny, tak twardy i cichy...?
Tyle lat cierpieliśmy oboje, próbowaliśmy pomóc sobie nawzajem, gubiliśmy się
Tyle lat zdzierałam z siebie wszelkie marzenia, wszystkie pamiątki po ludzkości
Próbowałam pozbyć się siebie, aż moje wyniszczenie dosięgło do żył, do kości
I czy nie znaczy to nic dla Ciebie...gdy teraz odnalazłam dla nas klucz?!
Gdy odnalazłam drogę?
Patrzysz na mnie tylko i mrozisz spojrzeniem
Twoje usta są z kamienia, twoja twarz nie potrafi już ani drgnąć
A ja łudzę się, że wewnątrz wciąż jeszcze istniejesz
Że tam, pozostawiłeś choć skrawek prawdziwego Ciebie
Wyciągasz rękę, czuję chłód bijący od otwartej dłoni;
'Chodź', mówisz, 'dziś jeszcze umrzemy razem'
Dziś zakończmy to, co obiecaliśmy sobie kiedyś, zaśniemy razem, ze splecionymi dłońmi
Szukaliśmy klucza, lecz było wiele fałszywych, prowadzących nas do tego miejsca
Dobrze wiesz, że i następna droga, będzie pełna kolców
Bo pąki róż naszych dawno zwiędły
Bo wyschły nasze oczy nazbyt wiele roniąc łez
Chodź, jeszcze dziś umrzemy razem, to jest nasz jedyny klucz.
I ja widzę, że przegraliśmy.
Widzę jedynie ruiny przed nami.
I choć oczy zalewają mi się łzami,
Idę ślepo twoim śladem...Wiem, że Ty mnie nie zawiedziesz.
Wiem, że Ty dotrzymasz słowa
I zaśniemy dzisiaj razem...żeby zacząć móc od nowa
Lecz nie tu, a w innym miejscu
Gdzie drzwi dla nas będą otwarte
Gdzie klucz nie będzie już potrzebny
A nasze troski...
Nic
Nie warte
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz