Twoje imię składa się z kilkudziesięciu wypukłych, drażniących i ukrytych linii.
Ślady Twoich słów ciągną się niewidzialnymi pasmami po moim ciele, oplatają szyję i zaciskają pętlę, gdy pragnę znów się odezwać, zapytać, przeprosić...poprosić.
Jakieś wspomnienie, zniekształcone przez me nierealne marzenia, jest jak nić, jak pajęczyna, zaczepiona na mych nadgarstkach i kostkach, kierująca moimi ruchami...
Zniewalasz mnie nieświadomie czy celowo...nieważne. Nikt nie potrafi zrobić tego tak, jak Ty. I nikt nie potrafi mnie uratować...jeszcze.
Czasami doszukuję się Piękna w słomie lepiącej się do moich ud, w cierniach utkwionych głęboko w kościach.
Twoje spojrzenie prześladuje mnie od zachodu do wschodu; ciepłe oczy zimnego ducha...
A może zmrożonego, przez moją nachalność, przez moje nieudolne starania...
Lęk kryje się w każdym Twoim uśmiechu, śmierć w pocałunkach...
I może to dlatego wciąż tak panicznie się boję, i może dlatego nieraz tak rozpaczliwie pragnę umrzeć.
Prześladują mnie ostre krawędzie, odkąd pojmuję, ile dla mnie znaczysz.
Ile jestem w stanie zrobić...
Ile jestem w stanie nie zrobić...
Ile nie jestem w stanie zrobić...
Gdzieś pomiędzy papierową skórą, a srebrnym, lśniącym piórem, tkwi cała opowieść, którą napisałam o Tobie.
Wielki wstyd i strach powstrzymują mnie przed tym, by ją komuś pokazać.
Wielka wiara i głupia nadzieja każą mi czekać, aż sam ją odczytasz...
I zrozumienie spłynie po Twoich policzkach...tak, jak po moich tęsknota.
I w usta moje sen wieczny wpoisz...tak, jak w Twoje, ja całą swą miłość wpoję...
Vuohi, 20.10.15
Ślady Twoich słów ciągną się niewidzialnymi pasmami po moim ciele, oplatają szyję i zaciskają pętlę, gdy pragnę znów się odezwać, zapytać, przeprosić...poprosić.
Jakieś wspomnienie, zniekształcone przez me nierealne marzenia, jest jak nić, jak pajęczyna, zaczepiona na mych nadgarstkach i kostkach, kierująca moimi ruchami...
Zniewalasz mnie nieświadomie czy celowo...nieważne. Nikt nie potrafi zrobić tego tak, jak Ty. I nikt nie potrafi mnie uratować...jeszcze.
Czasami doszukuję się Piękna w słomie lepiącej się do moich ud, w cierniach utkwionych głęboko w kościach.
Twoje spojrzenie prześladuje mnie od zachodu do wschodu; ciepłe oczy zimnego ducha...
A może zmrożonego, przez moją nachalność, przez moje nieudolne starania...
Lęk kryje się w każdym Twoim uśmiechu, śmierć w pocałunkach...
I może to dlatego wciąż tak panicznie się boję, i może dlatego nieraz tak rozpaczliwie pragnę umrzeć.
Prześladują mnie ostre krawędzie, odkąd pojmuję, ile dla mnie znaczysz.
Ile jestem w stanie zrobić...
Ile jestem w stanie nie zrobić...
Ile nie jestem w stanie zrobić...
Gdzieś pomiędzy papierową skórą, a srebrnym, lśniącym piórem, tkwi cała opowieść, którą napisałam o Tobie.
Wielki wstyd i strach powstrzymują mnie przed tym, by ją komuś pokazać.
Wielka wiara i głupia nadzieja każą mi czekać, aż sam ją odczytasz...
I zrozumienie spłynie po Twoich policzkach...tak, jak po moich tęsknota.
I w usta moje sen wieczny wpoisz...tak, jak w Twoje, ja całą swą miłość wpoję...
Vuohi, 20.10.15
Wszedłem przez przypadek, zostałem na dłużej, bo urzekła mnie muzyka w tle! Pozdrawiam ;))
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny! Pozdrawiam również i zapraszam :D
Usuń