środa, 25 marca 2020

marzec 2020

Gdzieś tam za oknem
pęcznieje świat na wiosnę
z brzegów występuje życie
przelewa się przez pola
- nie dociera do mnie

Z perspektywy czterech ścian
wszystko co na zewnątrz wydaje się
nierealne i odległe

Gdzieś tam za oknem
zawsze były śmierć, nienawiść i głód
wybrzmiewały w drobnych gestach
dudniły w niesłyszących uszach
i teraz zdają się nas dotykać -

i choć z daleka
to jak bardzo z bliska...

Vuohi, 22.03.20

Jedność

Między dwoma kromkami chleba się schowam
w kropli cytryny do herbaty się wcisnę
byś połknąć mógł mnie
jak tabletkę na katar, ból gardła, gorączkę -
ja Ci to wszystko uśmierzę, tylko weź mnie, bierz
codziennie w swoje usta wcieraj moje
balsamem mych dłoni zmęczone plecy Ci ukoję
Ty mi włosy palców grzebieniem rozczesz, potem poplącz
zupę mi ugotuj, warzywa zetrzyj, witaminy rozpuść i wpuść mi w żyłę
wiązkę światła co się w oku i kąciku ust Twych kryje
gorącą wodą zmyj ciężar bólu z mego brzucha
co miesiąc
A co noc, co dzień
pozwól memu ciału w Ciebie wlać się jak w formę -
w Tobie tak mi wygodnie


Vuohi, 19.03.20

i...

I czasem jeszcze nachodzi mnie myśl:
"Ach, jemu by się to spodobało, to w jego stylu, to na pewno by pochwalił..."
I wnet oczy odbijają blask jakiś nieswój, nie mój, lecz jego
I sukienka przybiera wzorek nie w prążki, nie w kropki, lecz w jego komplementy
I melodia brzmi jego słowami - znajomo przyjemnie do bólu
I perfumy, ciasteczko, kwiatuszek tracą własną obecną woń na rzecz jakiejś innej, zamierzchłej -

z pozoru przedmioty te same, znajome we właściwy sposób
z pozoru uczucia te same, już niechciane, już nigdy nie na miejscu, i...


Vuohi, 17.03.20

Zepsucie

Czas dotyka mnie
z delikatnością godną kata
czerwoną skórę tnie
a ostrze spija sok

Czas dotyka mnie
z obrzydzeniem jak na widok robaka
nie podoba mu się wcale
że nadgryzł już ktoś inny


Vuohi, 17.03.20

To tylko miejsce

Chciałam wrócić do wszystkich naszych spacerów
zdjąć klątwę z przebytych przez nas dróg
chciałam odwiedzić schodki, przystanki, domy i chodniki
odczarować te wszystkie części miasta i przywrócić właściwą im szarość

Teraz czuję, że to niemożliwe, a siłę raz mam, a raz jej nie wystarcza
by się chociaż podnieść z wyleżanej sterty brudów

Teraz wiem, że to niepotrzebne, a nawet lepiej niech będzie, jak jest
to tylko miejsce, każdy powie, i słusznie

Tylko dla mnie, już nawet nie dla Ciebie
to zakotwiczenie naszych chwil
nigdy nie gasnące promyki
niegdyś radosnych, wspólnych dni


Vuohi, 07.03.20

Mała wolność

O czym mam pisać, jeśli nie o Tobie...?

O bezdechu traw na widok zachodzącego słońca

O cienkiej spękanej tafli lodu, zamarzniętej kałuży, obawiającej się nacisku kolejnych podeszw
o liściach martwiących się nadejściem wiatru - który raz ciska je na ziemię, raz kołysze łagodnie, raz porywa w śmiertelny taniec
o nadziei krokusów, która je popycha, przeciska spod ziemi na ten świat, raz po raz, o jej walce z miażdżącym przymrozkiem zwątpienia
o corocznym spotkaniu zimy z latem, za pośrednictwem wiosny, które większości wydaje się piękne, mi - drastyczne
o podtopionych brzegach rzek, nie mogącym sprzeciwić się wodom, którym z góry narzucono potrzebę gnania w nieznane, naprzód...?

Och, jaka jestem wolna, szczęśliwa, nareszcie!
Tak wiele jeszcze jest zjawisk i spraw, które pragnę opisać
tak wiele słów, wyrażeń i zdań, które czekają na wymsknięcie się spod mego pióra na papier, na wolność swoją małą, literową, na wolność...

Czemuż Ty, brzegu rzeki nagle przyprawiasz mnie o ból brzucha, zawroty głowy...?
Czemuż Ty, listku drobny, wdeptany w chodnik, przynosisz mi tyle wzruszeń...?
Czemuż Wy, wszystkie ścieżki, pchacie uparcie w moje oczy te jedną, jedną drogę...?

Poprzez skojarzenia, przez myśli i sny, aż po wspomnienia, najgłębsze, najskrytsze...przepływam, przechodzę, wracam -

I o czym mam pisać, jeśli nie o Tobie,
gdy każde słowo przylega do słowa
a słowo do słowa i tak w wielki ciąg słów
kłębią się mi, kłębią się w głowie...


Vuohi, 02.03.20
23:58

niedziela, 1 marca 2020

Zaklęcie na dwa słowa

Zaklęłam siebie w pierwszym pocałunku
niebieskim, o świcie, o zimie złożonym
Twe usta nieśmiało śpiewały - "Ratunku!
Wszak jestem w tej magii taki zielony..."

A jednak prędko pojąłeś tę sztukę
oczarowałeś zjawianiem się nagle
w wargi namiętnie wcierałeś mi cukier
jak na spełnienie najskrytszych pragnień

Nim to dostrzegłam, wszyłeś mi w serce
nierozerwalną nić zaufania
porzuciłam więc siebie, nie dziwiąc się wielce
na rzecz dotkliwego Twojego kochania...



Próbowałam zdjąć ten urok
wiele razy odkąd czar Twój prysł -
niewidzialna dłoń zatoczyła półrok
i rozeszliśmy się - jakby nigdy nic

Jak mydlana bańka - wybrzmiało "pyk" -
pozostał mokry, tęczowy ślad
pod rzęsą roztarty błyszczący pył
cień maskujący spojrzeń Twych grad

I w kółko powtarzam te słowa, dwa słowa
rozsypuję jak nasiona dokoła, dokoła
niech puszczą korzenie i kiełki od nowa
podleję je solą spod oka i z czoła



Vuohi, 28.02.20

Wirus

W tłumie tracę siebie
wbijam w ziemię wzrok
słowa mieszają się z myślami
przeciskają przez usta
tak wiele głosów, świateł, ciał
mijamy się muśnięciami
mimowolnym zetknięciem warstw

Umywamy od tego ręce
komu posłaliśmy gorszą myśl
niewidzący wzrok
i kogo strąciliśmy w niepamięć
błądząc w gęstej masie
obojętności i pustych zdań
uśmiechów posłanych na śmierć
na zderzenie z szorstkim grymasem

i nikt z nas nie nosi masek
choć rozdarcie, nienawiść za pasem
i nikt na to nie łyka pigułek
prędzej czy później - każdy łapie


Vuohi, 27.02.20