O czym mam pisać, jeśli nie o Tobie...?
O bezdechu traw na widok zachodzącego słońca
O cienkiej spękanej tafli lodu, zamarzniętej kałuży, obawiającej się nacisku kolejnych podeszw
o liściach martwiących się nadejściem wiatru - który raz ciska je na ziemię, raz kołysze łagodnie, raz porywa w śmiertelny taniec
o nadziei krokusów, która je popycha, przeciska spod ziemi na ten świat, raz po raz, o jej walce z miażdżącym przymrozkiem zwątpienia
o corocznym spotkaniu zimy z latem, za pośrednictwem wiosny, które większości wydaje się piękne, mi - drastyczne
o podtopionych brzegach rzek, nie mogącym sprzeciwić się wodom, którym z góry narzucono potrzebę gnania w nieznane, naprzód...?
Och, jaka jestem wolna, szczęśliwa, nareszcie!
Tak wiele jeszcze jest zjawisk i spraw, które pragnę opisać
tak wiele słów, wyrażeń i zdań, które czekają na wymsknięcie się spod mego pióra na papier, na wolność swoją małą, literową, na wolność...
Czemuż Ty, brzegu rzeki nagle przyprawiasz mnie o ból brzucha, zawroty głowy...?
Czemuż Ty, listku drobny, wdeptany w chodnik, przynosisz mi tyle wzruszeń...?
Czemuż Wy, wszystkie ścieżki, pchacie uparcie w moje oczy te jedną, jedną drogę...?
Poprzez skojarzenia, przez myśli i sny, aż po wspomnienia, najgłębsze, najskrytsze...przepływam, przechodzę, wracam -
I o czym mam pisać, jeśli nie o Tobie,
gdy każde słowo przylega do słowa
a słowo do słowa i tak w wielki ciąg słów
kłębią się mi, kłębią się w głowie...
Vuohi, 02.03.20
23:58