Zaklęłam siebie w pierwszym pocałunku
niebieskim, o świcie, o zimie złożonym
Twe usta nieśmiało śpiewały - "Ratunku!
Wszak jestem w tej magii taki zielony..."
A jednak prędko pojąłeś tę sztukę
oczarowałeś zjawianiem się nagle
w wargi namiętnie wcierałeś mi cukier
jak na spełnienie najskrytszych pragnień
Nim to dostrzegłam, wszyłeś mi w serce
nierozerwalną nić zaufania
porzuciłam więc siebie, nie dziwiąc się wielce
na rzecz dotkliwego Twojego kochania...
Próbowałam zdjąć ten urok
wiele razy odkąd czar Twój prysł -
niewidzialna dłoń zatoczyła półrok
i rozeszliśmy się - jakby nigdy nic
Jak mydlana bańka - wybrzmiało "pyk" -
pozostał mokry, tęczowy ślad
pod rzęsą roztarty błyszczący pył
cień maskujący spojrzeń Twych grad
I w kółko powtarzam te słowa, dwa słowa
rozsypuję jak nasiona dokoła, dokoła
niech puszczą korzenie i kiełki od nowa
podleję je solą spod oka i z czoła
Vuohi, 28.02.20
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz