wtorek, 15 grudnia 2020

Broń (Boże!)

Całymi dniami przygotowuję się do wyjścia.
Do tego jednego razu, gdy w końcu przypadkiem Cię spotkam.
Szykuję spojrzenie, które będę mogła posłać
bez wyrzutów sumienia, jedno z tych spojrzeń
nieoskarżycielskich, ale wielkich oczu,
wielkich z przejęcia, ze smutku,
ale też stanowczych, stawiających po nas kropkę.

Takich, co nie dadzą się zranić. Takich, co
już swoje wiedzą, swoje zobaczyły.
Taki wzrok kształtuję, który Ci prześle wiadomość,
który przeszyje na wylot,
przyniesie dreszcze, tylko nie wiem...
Jak miałby to zrobić, by wpłynąć na Ciebie,
skoro nawet słowa, nawet łkania, czy prośby
nie zrobiły tego jeszcze...

Całymi dniami robię sobie plany, przewiduję
możliwości zdarzeń, sytuacje, w których to, a w których tamto,
tylko jakoś wizja samego wyjścia przestaje być przyjazna,
zaczynam się bać...

I nie widzę Ciebie w końcu, w żadnej z tych chwil, na które
tak zawzięcie się szykuję, na które noszę na wszelki wypadek
zapas chusteczek w kieszeni,
bo posłaniu TAKIEGO spojrzenia, oczy będą musiały się rozlać,
wypłukać, oczyścić,
bo TAKIM wzrokiem spoglądać już więcej nie dadzą rady - tylko raz!

Tylko jakoś tak Ciebie nie mogę spotkać
i wręcz unikam możliwości, okolic i czasu,
wręcz się chowam do domu, do siebie, do środka,
a gdy tylko, przypadkiem, już prawie
- zaciskam powieki na przekór, nie pozwalam im zobaczyć...

Vuohi, 04.12.20

Wyprowadzka

Zapowiedzieli nam koniec - mi i moim lękom,
bólom nieuzasadnionym rzekomo
- wyznaczyli termin, datę końcową.
Jak tu się wyrobić? Jak wpakować się do tego ciasnego
opakowania normalności, samodzielności
- przecież nigdy nie domknę wieka, choćby okleili nas taśmą,
pękną, rozedrą się pozory, ja to wiem!

Trzeba już samemu, to już długo, nigdy nie będzie idealnie,
przecież pani to rozumie...
I ja naprawdę rozumiem i chcę, staram się siebie
ugniatać, wyciszać, układać, by w końcu pasować,
choć raz być na miejscu i rzeczywiście to czuć!

Tylko dlaczego ciągle pudełko dają nam za małe,
mi i moim lękom, bólom nieuzasadnionym rzekomo,
czemu nie widzą, że nie dajemy rady tam wejść, tam być...?

Instrukcję mi wciśnięto do ręki, a w niej:
oddechy, techniki relaksacyjne, w razie czego - lek,
mechanizm myślowy zatrzymać, logikę wezwać (próbowałam,
nie odpowiada).
W razie wypadku pani wie, co robić - tak, wiem!
Tylko ta instrukcja wadliwa jakaś, nie do tego, co ja mam,
ktoś musiał się pomylić, bo składam,
układam, przyciskam, naciskam
- nie działa!


Vuohi, 05.12.20

Zimowe historie

Z pierwszym płatkiem śniegu opada na mnie lekkość
obluzowują się mięśnie skóra się rozciąga
znowu jestem dzieckiem w tym za dużym ciele
biały puch spowalnia świat spowija spokojem

Wypełzam z siebie i sunę w niezbadaną chwilę
ekscytacja szczypie w policzki czerwieni nos
zostawiam ledwo widoczne ślady jak pieczątki
poszarzałe niebo jaśnieje rozstępuje się przede mną

Wciskam się między kartki niczym nieproszony okruch
przestawiam słowa zmieniam bieg historii
mknąc na sankach w tym maciupkim ciele drżę
nie ze strachu lecz z przejęcia

Lodowy kryształ w dłoni mój amulet na szczęście
topnieje wraz z ostatnim płatkiem śniegu
pozostawia mokrą plamę niby kałużę małą łzę
- Skończ już bujać w obłokach - słyszę

Moje zimowe historie moje sanie leśne duchy
moje ukochane chmury - jeszcze do was wrócę

Vuohi, 29.11.20

Krajobraz względnego spokoju

Nie żałuję tych słów
które pługiem przeciągnęły się
przez nasze ziemie

Tworząc bruzdy na sercach
pozwoliły wyrosnąć nowym światom
których nie zwiedzilibyśmy razem

Oczyszczam sumienie wykorzeniam
strach mnożący się jak chwasty
w sercu jesieni wszczynam wiosnę

Pasma zbóż i traw mienią się barwami
ich włosy ciągle przeczesuje wiatr
ze wzruszenia ronię parę łez

Jedna wyschnie przy pierwszym przejaśnieniu
druga popłynie strumieniem w dal
gdzieś już poza zasięgiem mojego wzroku

Jedna z wielu w górskim potoku
w spienionym wodospadzie zniknie
u źródła moich trosk

Vuohi, 19.11.20

Przebłyski

Czasem śnią mi się jeszcze
trajektorie Twoich spojrzeń
wrogich i przyjaznych
zakrzywionych przez moje nadinterpretacje
wzrok przeszywający na wylot
krępujący ruchy
nieustępliwy ciasny wstyd

tak bardzo mi było
głupio posiadać ciało i serce
nie czuć i czuć w niewłaściwym momencie
nie umieć wyprzedzić Twych myśli
i wyjść im na przeciw

gdy zamykam oczy
jeszcze czasem mrowi mnie skóra
uwiera obecność żył i wszystkich splotów
zbyt poskręcanych byś mógł je zrozumieć
zbyt prawdziwych byś mógł pokochać
zbyt moich

jeszcze czasem wyrzekam się siebie
pod naciskiem Twoich oczu

Vuohi, 13.11.20