Ach, zapomniałam, że krwawię...
Niebo troszcząc się o mnie rozkłada bandaże obłoków,
płatek śniegu - plaster, deszcz oczyszcza rany,
a ja zuchwale zapominam, raz po raz unosząc głowę;
wydaje mi się, że to nic - wszak przez tyle lat znaczyłam drogę,
że kolejny krok nie zrobi różnicy...
Niebo troszcząc się o mnie rozkłada bandaże obłoków,
płatek śniegu - plaster, deszcz oczyszcza rany,
a ja zuchwale zapominam, raz po raz unosząc głowę;
wydaje mi się, że to nic - wszak przez tyle lat znaczyłam drogę,
że kolejny krok nie zrobi różnicy...
Zaciśnięty tunel gardła, obkurczone policzki,
powykręcane nadgarstki od pisania listów,
na które nie wolno upuścić ani łzy,
a jednak dłonie nie odmówiły pracy.
Krzyczę nimi - wylewam tusz wszystkich czarnych nocy,
kruszę szkielety bezbarwnych dni i wypominam
Księżycowi, że nie można na nim żyć,
Bryle Lodu - że niewzruszona, zimna,
i Snom, że nie dzieją się naprawdę, a mają czelność trwać.
Piszę dalej, słyszę stukot swego serca coraz słabszy,
z pretensjami do Wszechświata się wybieram, że człowiekiem
mnie uczynił i nic, co ludzkie, nie jest mi obce,
a wszystko, co ludzkie, mnie uwiera.
Powietrze wciągam bezskutecznie - zdaje się uciekać
przez rozdziawioną paszczę żeber, dziurę w piersi...
Ach, znów zapomniałam, że umieram:
dzień po dniu kradłam oddech przyszłości,
by podtrzymać tlącą się przeszłość
- tlenu nie starczyło na teraz...
Vuohi, 26.01.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz