Moje żebra - skrzydła motyla - otwarte szeroko,
rozwierają się, ciągną w przeciwległe strony,
wciągam powietrze w tę pustą przestrzeń
- brak mi płuc, oddech już nie istnieje,
a serce jak skarb w zatopionym wraku, w szkielecie galeonu,
jak kotwica - nie pozwala mi na ruch.
rozwierają się, ciągną w przeciwległe strony,
wciągam powietrze w tę pustą przestrzeń
- brak mi płuc, oddech już nie istnieje,
a serce jak skarb w zatopionym wraku, w szkielecie galeonu,
jak kotwica - nie pozwala mi na ruch.
Powieki zbyt cienkie - prześwitują, gdy zamykam oczy,
wciąż widzę więcej, obrazy się pchają pod rzęsy,
twarze bez ust i bez oczu - nie dostrzegam tkanek,
patrzę poprzez, prosto w myśli, obserwuję wnętrza głów.
Uszy nieproporcjonalnie długie w stosunku do rąk
niemogących objąć źródła każdego słyszanego płaczu,
niemogących pochwycić języków w ruchu zadających słowem cios.
Nogi ciężkie, jakby ugrzęzły w warstwie mułu - nie zdążają biec...
Poszukuję miejsca Miłości, Planety
nierozwiniętej militarnie, nienastawionej na zysk,
i choć Świat mój się pali, ciskają we mnie bombowce
- szukam w Twej piersi tego miejsca wytrwale...
Vuohi, 27.01.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz