sobota, 21 czerwca 2014

Bez końca

Wydrapuję sobie oczy każdego dnia
A one ciągle patrzą, patrzą i krwawią
I nic nie poradzę na to, że odradzają się
Tak samo jak myśli, martwe i gnijące
Które wciąż szepczą swoje zaklęcia

Rozgrzebuję swoje rany do dna
Rozpruwam zabliźnioną warstwę skóry
Kruchość zgrzyta pod scyzorykiem
Wbijam w nią igłę i połykam łzy,
A woda zbiera się w moich pustych oczodołach

Dwie studnie, które niegdyś były spojrzeniem
Na niebo, a na nim rozrzucone były gwiazdy
Dziś woda wydrążyła w nich tunele,
A potem wyschła, pozostawiając puste
Nie mają dna, i całe moje wnętrze tonie w mroku

Usiłujesz powiedzieć mi, że nie muszę tego sobie robić,
Że ból nie jest mi do niczego potrzebny,
Ale tak naprawdę bez niego jestem pusta
I ta pustka ciągnie się we mnie bez końca...

A więc to ciche cierpienie będzie również trwało bez końca.

Nie jestem sobie do niczego potrzebna.



Vuohi

1 komentarz: