sobota, 23 stycznia 2021

Obiecane

Niebo w białej koszuli, zapiętej na ostatni guzik,
czeka niecierpliwie na wzniosłość wydarzeń,
które nie nadchodzą.
Cicho opada śnieg - prostopadle i powoli
- nie obchodzi go pędzący świat,
nie wstrzymuje modlitwa.

Rozcapierzone palce pozbawione liści tęsknią w milczeniu
za miękkością wiosen, które przeminęły,
zdaje się im, że to już śmierć, że umieranie
tak właśnie wygląda - nikt nie krzyczy -
ziemi brak siły by wypluć choć jedno słowo.

Gdybym tylko mogła, przywróciłabym tym dłoniom uschniętym
właściwy im ciężar, by mocniej wbiły się w grunt,
by nie trzeszczały w groźbie upadku przy każdym oddechu wiatru.
Gdybym tylko mogła, wtłoczyłabym soki z powrotem w ich krwiobieg
- nie pozwoliłabym odejść...

Jednak żadna ze mnie pora roku, nijaki obrót planety, nie promień słoneczny
- mogę tylko głaskać ze współczuciem świat zapadający w śpiączkę,
trwać jedynie na odległość, odgrodzona szybą,
nasłuchiwać, czy szlochające echo jest w stanie mnie dosięgnąć.

A za oknem życie toczy się kołem bezwzględnie,
napędza wielki młyn niesprawiedliwości,
nieustępliwie mieli ziarna ludzkich ciał.
A za oknem niebo w białej koszuli, zapiętej na ostatni guzik,
czeka na plamę błękitną, na ulgę, co usta zwilży,

na obiecaną Niebieskość.


Vuohi, 14.01.21

2 komentarze:

  1. Oczy mi się zaszkliły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, że poświęciłeś mi i mojemu wierszu kawałek swego wzruszenia <3

      Usuń