poniedziałek, 20 grudnia 2021

Ikarowy lot

Im bliżej Twojej źrenicy, tym cieplej,
ale jakże bym mogła nie spróbować;
topią się moje skrzydła i serce,
lecz przecież oddać je byłam gotowa,

byleby snem wyśnionym nad ranem
sięgnąć Twego policzka raz jeszcze.
Na ziemi wszystko, co nasze - przegrane;
ku niezmierzonemu niebu więc lecę.

Im bliżej obłoków Twoich czułości,
tym wyraźniej spostrzegam, że błękit
ustąpił miejsca bezkresnej ciemności,
zostawił miejsce na płacze i lęki.

Zrozumiałam, że Ikar nie spłonął,
lecz zamarzł - samotny, nim dotarł do Słońca.
Pośród martwych gwiazd utonął,
rozbłysnął i zgasł, jak łza spadająca...

Vuohi, 12.12.21

Raj

Kiedy zgasną we mnie wspomnienia
i ostatni z Twych śladów umrze
wyzionie ducha zarys sylwetki
wyrzeźbiony w miękkiej pamięci

Wtedy przestanę myśleć
o tym którą sukienkę włożyć do trumny
jaki makijaż zrobić na pożegnanie
porzucę nadawanie kolorów martwej twarzy

Pocałunki przynoszą róż przynoszą czerwień
policzki płoną by potem blednąć u Twoich stóp
kiedy już w sercu mym mieszkać nie będziesz
zaproszę tam spokój zawołam tam wiosnę

wyśpiewam swój raj

Vuohi, 15.12.21

Czuły Instrument

Wspomnienia pociągają za struny uczuć
przystanek tramwajowy nabiera ostrości szpilki
i wbija się w przestrzeń między sercem a okiem
ulice mi łzawią

Pada śnieg i od razu topnieje
ledwie pozwalam zaistnieć tej myśli
gdy ona już gaśnie nieuchwytna

To naprawdę czuły instrument
- byle drganie powoduje zmarszczkę na powierzchni
skóra na głos się mnie i echem roznosi
szeleszczą włosy

Nie mam odwagi dotknąć tej poręczy
o którą opierałam się całując minione jego usta
boję się oparzyć o ten lodowaty dowód przemijalności

Moment w którym moje stopy odrywają się od betonu
zdaje się nie istnieć
wsiadam do kolejnego wagonu jednej z tysiąca przepaści
(ale przecież pustki tak naprawdę nie da się czuć)

Vuohi, 14.12.21

Kraków

Miasto Królów ma ciało żebraka
kaleczy nadgarstki ulic
wisząc na barierce wiaduktu
głoduje

Brak perspektyw
dokądkolwiek zmierzam wszędzie tłum
wspomnienia podkładają nogę
spojrzenia śledzą

Złośliwe niebo jest uwieńczeniem
żałosnego krajobrazu
ma kolor jego oczu
- jest zgniłozielone

A ziemia błękitna
jak krew czystych rodów
ubolewa i nie czuwa
nad płaczącym miastem

Vuohi, 09.11.21

Samospełniająca się przepowiednia

Powinnam Ci podziękować za te wszystkie wiersze,
które do mnie przyszły z powodu Twojej obecności
(mniej lub bardziej minionej):
otworzyłeś mi oczy na czułość i ból,
ogrzałeś serce, gdy zmarzły dłonie.

Nie powinnam Ci napisać ani słowa więcej,
bo wszystko zostało już wypowiedziane;
pożegnałam Cię wszak niezliczoną ilość razy,
ale język wciąż układa się w słowa,
uszy osłuchują martwe płuca przeszłości,
a palce chcą wypisać się z tęsknoty za minionym...

Może to właśnie moim palcom wdzięczna być powinnam,
że się nie złamały pod ciężarem tych metafor,
które chciały Cię w sobie pomieścić (bezskutecznie).

Może żadna strofa nie zdarzyła się przypadkiem:
wszystko, co udało się nam pochwycić,
choćby na ułamek chwili, zanim wypuściliśmy ukradkiem
siebie nawzajem - wszystko to było nam pisane...

Vuohi, 05.12.21

Słońce Ty moje

Powiedziałam więc opuszkom:
tak nie wolno!
Tęsknić za ciemnością, gdy dzień jeszcze trwa...
dniem się trzeba przecież nacieszyć, rozgrzać dłonie,
zaprosić między linie papilarne słońca promień...

Słońce Ty moje - jak powiadał -
lśnij mi pięknie i wstydu nie przynoś,
a ja Cię w tym słoiku zamknę i nie będziesz
ani mniejsza, ani większa niż on.
Co dzień będę brał Cię na ręce,
gładził Twe policzki i całował w czoło
(to nic, gdy czasem o Tobie zapomnę)...

Powiedziałam więc paznokciom:
to nieładnie!
Tak łapczywie wbijać się w utęsknioną pościel jego skóry,
kiedy jeszcze obiecuje, jeszcze tuli!
Trzeba się nasycić każdą drzazgą obecności,
co się wdarła między ciszę a milczenie.

Słońce Ty moje - jak pisywał -
tylko Ty mnie ogrzać potrafisz, tylko Twoje światło
może mnie roztopić w miód - a chcę być słodki,
więc czekaj, aż się wetrę w Twoje usta
i scałuję wszystkie troski!

Powiedziałam więc swym łokciom:
wy rozbijcie szklane ściany, dla dobra sprawy
pokaleczcie się zupełnie, byleby powietrze
wpuścić jakiekolwiek w tę cienką przestrzeń
między wszystkim co się stało,
a co miało trwać nam wiecznie!

Vuohi, 27.11.21

Ciszą była odpowiedź

Skoro tak słodkie słowa na ziemię padały
ziarno obiecujące wieczne kochanie
czemu tak gorzkie owoce wydały
i pąki w bolesne przekwitły rozstanie

Skoro tak lekką obłoków pierzyną
lodowaty styczeń ramiona okrywał
czemu tak ciężkich mgieł był przyczyną
i sierpniem życzenie śmierci przyzywał

Dymem spowite wargi czerwone
równie prędko krwią spłynęły
jak drzewa w złotą obrosły koronę
ledwie zielenią odetchnęły

Skoro tak wzniosłą pieśń grało serce
czemu ktoś ciszy pozwolił się zakraść
i gdy znów zdeptane wołało o więcej
jedynie milczenie mogło mu zagrać

Vuohi, 26.11.21