Powiedziałam więc opuszkom:
tak nie wolno!
Tęsknić za ciemnością, gdy dzień jeszcze trwa...
dniem się trzeba przecież nacieszyć, rozgrzać dłonie,
zaprosić między linie papilarne słońca promień...
tak nie wolno!
Tęsknić za ciemnością, gdy dzień jeszcze trwa...
dniem się trzeba przecież nacieszyć, rozgrzać dłonie,
zaprosić między linie papilarne słońca promień...
Słońce Ty moje - jak powiadał -
lśnij mi pięknie i wstydu nie przynoś,
a ja Cię w tym słoiku zamknę i nie będziesz
ani mniejsza, ani większa niż on.
Co dzień będę brał Cię na ręce,
gładził Twe policzki i całował w czoło
(to nic, gdy czasem o Tobie zapomnę)...
Powiedziałam więc paznokciom:
to nieładnie!
Tak łapczywie wbijać się w utęsknioną pościel jego skóry,
kiedy jeszcze obiecuje, jeszcze tuli!
Trzeba się nasycić każdą drzazgą obecności,
co się wdarła między ciszę a milczenie.
Słońce Ty moje - jak pisywał -
tylko Ty mnie ogrzać potrafisz, tylko Twoje światło
może mnie roztopić w miód - a chcę być słodki,
więc czekaj, aż się wetrę w Twoje usta
i scałuję wszystkie troski!
Powiedziałam więc swym łokciom:
wy rozbijcie szklane ściany, dla dobra sprawy
pokaleczcie się zupełnie, byleby powietrze
wpuścić jakiekolwiek w tę cienką przestrzeń
między wszystkim co się stało,
a co miało trwać nam wiecznie!
Vuohi, 27.11.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz