Nagle obudziłam się w świecie,
w którym kawa ma posmak cudzej krwi.
Już wcześniej docierały do mnie bolesne promienie
umierających gwiazd, ale jeszcze nigdy tak mocno
nie odcisnęły się w mym przełyku czyjeś łzy.
Boże, gdybyś chociaż dzieci uchował...
Choć kobiet, mężczyzn i zwierząt wcale nie mniej mi szkoda.
Z rozdartych gardeł budynków sypie się gruz,
połyskują kuchenne kafelki - to tu
kiedyś ktoś gotował, mieszkał, jadł kolację.
Tak
często myślałam o ludziach bez dachu nad głową,
nie myśląc o tych, którym pourywało podłogi i stopy.
Nie pourywało. Nie pourywano. Pourywali.
Szczerząc brutalnie rzędy karabinów,
ogołacając domy z czułości.
Zrozumiałam, że od zawsze żyłam w tym świecie:
urodziłam się w miejscu, które pachnie wiosną
i przyprawia o mdłości zachwytu.
W miejscu, w którym ponieważ kwitnie życie,
w innym - ktoś musi umierać...
Vuohi, 09.04.22
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz