Nie jestem jeszcze gotowa, by zrozumieć szepty i wrzaski dotykających mnie zdarzeń; nadal dławię się krajobrazami spływającymi z Twoich źrenic w moje...
Nie potrafię wyrzucić ani martwych przedmiotów, ani twardych słów wstrzelonych w ściany, ani obietnic rozłożonych pod warstwami skóry.
Pokłóciłam się z własnym odbiciem usiłując wygładzić zmarszczki niezgodności, odstające kosmyki histerii, opuchnięte resztki tęsknoty. Zbieram skorupki porozbijanych reguł, których nigdy dla nikogo bym nie pogniotła...prócz Ciebie. Wyskrobałam każde piórko z pleców i ramion, rozdrapując ślady poprzednich miłości, byleby dotrzeć do Twego serca...a teraz widzę, że parłam naprzód drogą wiodącą w przepaść.
Nie jestem jeszcze gotowa, by pojąć, jak bardzo pokochałam maskę, za którą tkwił twór ulepiony z prostych, lodowatych żądz i chłodnych kalkulacji, zajmujących miejsce uczuć...bo moje rany są nadal świeże i mokre. Pragnienie Ciebie rozcina mi powieki ilekroć usiłuję zasnąć i do środka wpuszcza mi ziąb nienawiści o kształcie Twoich ust...
Cierpnie mi ciało, gdy leżę skamieniała i zdrętwiała z bólu, w pajęczynie utkanej z naszych nocy, a na języku wciąż spoczywa mi smak marzeń o podróżach tylko z Tobą, które obiecywałeś udając, że pragniesz poznać moje serce na wylot...
Lepkie linie wpajają mi się w myśli szkicując boleśnie wyraźne kontury Twoich oczu...których nie mogę zapomnieć.
Nie jestem jeszcze gotowa, by zrozumieć, że łzy także można wycisnąć z siebie na siłę, byleby tylko zdobyć zaufanie, że uśmiechem można kogoś ocalić, byleby tylko zdobyć wdzięczność, że...drżenie rąk i łomot serca można w sobie wymusić, byleby tylko osiągnąć miłość bezgraniczną i nawiną, ciągnącą za sobą setki wyrzeczeń i starań...ku spełnieniu swych własnych pragnień.
Nie jestem jeszcze gotowa, by odkleić od swego ciała dłonie i słowa, usta i oczy, by od rzęs odczepić ciężar przemokniętej tęsknoty, ani by wyprzeć się każdego odruchu, załamania głosu, bezwiednego wyciągnięcia ręki, uścisków przez sen, splotu palców, pocałunków w świetle świtów, nóg machinalnie błądzących tymi samymi ścieżkami, co Twoje, by Cię poznać i...nie jestem jeszcze gotowa, by się pożegnać, ale...nie muszę się tym martwić, bo...
Na pożegnanie swym oddaniem nie zasłużyłam sobie nawet.
Vuohi, 14/15.08.16
Nie potrafię wyrzucić ani martwych przedmiotów, ani twardych słów wstrzelonych w ściany, ani obietnic rozłożonych pod warstwami skóry.
Pokłóciłam się z własnym odbiciem usiłując wygładzić zmarszczki niezgodności, odstające kosmyki histerii, opuchnięte resztki tęsknoty. Zbieram skorupki porozbijanych reguł, których nigdy dla nikogo bym nie pogniotła...prócz Ciebie. Wyskrobałam każde piórko z pleców i ramion, rozdrapując ślady poprzednich miłości, byleby dotrzeć do Twego serca...a teraz widzę, że parłam naprzód drogą wiodącą w przepaść.
Nie jestem jeszcze gotowa, by pojąć, jak bardzo pokochałam maskę, za którą tkwił twór ulepiony z prostych, lodowatych żądz i chłodnych kalkulacji, zajmujących miejsce uczuć...bo moje rany są nadal świeże i mokre. Pragnienie Ciebie rozcina mi powieki ilekroć usiłuję zasnąć i do środka wpuszcza mi ziąb nienawiści o kształcie Twoich ust...
Cierpnie mi ciało, gdy leżę skamieniała i zdrętwiała z bólu, w pajęczynie utkanej z naszych nocy, a na języku wciąż spoczywa mi smak marzeń o podróżach tylko z Tobą, które obiecywałeś udając, że pragniesz poznać moje serce na wylot...
Lepkie linie wpajają mi się w myśli szkicując boleśnie wyraźne kontury Twoich oczu...których nie mogę zapomnieć.
Nie jestem jeszcze gotowa, by zrozumieć, że łzy także można wycisnąć z siebie na siłę, byleby tylko zdobyć zaufanie, że uśmiechem można kogoś ocalić, byleby tylko zdobyć wdzięczność, że...drżenie rąk i łomot serca można w sobie wymusić, byleby tylko osiągnąć miłość bezgraniczną i nawiną, ciągnącą za sobą setki wyrzeczeń i starań...ku spełnieniu swych własnych pragnień.
Nie jestem jeszcze gotowa, by odkleić od swego ciała dłonie i słowa, usta i oczy, by od rzęs odczepić ciężar przemokniętej tęsknoty, ani by wyprzeć się każdego odruchu, załamania głosu, bezwiednego wyciągnięcia ręki, uścisków przez sen, splotu palców, pocałunków w świetle świtów, nóg machinalnie błądzących tymi samymi ścieżkami, co Twoje, by Cię poznać i...nie jestem jeszcze gotowa, by się pożegnać, ale...nie muszę się tym martwić, bo...
Na pożegnanie swym oddaniem nie zasłużyłam sobie nawet.
Vuohi, 14/15.08.16
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz