Nie myślę o Tobie już wcale.
Otarłam z ust resztki Twojego imienia, wyprałam Twój zapach z pościeli i ubrań, wyrzuciłam do śmieci Twe łzy i uśmiechy, i w głowie mam czysto i...pusto.
Nie myślę o Tobie już wcale.
Mam teraz więcej czasu na łapanie motyli, leżenie na trawie i obserwowanie obłoków, których kształty mieliśmy razem...nieważne. Mam teraz serce i myśli w oddzielnych pokojach, a smutki na co dzień chowam pod łóżko i nocą wychodzą, nie dając mi usnąć, ale...nieważne.
Nie myślę o Tobie już wcale.
Patrząc w lustro staram się nie widzieć tego, co mówiłeś, że...kochałeś...
...i wtedy nie widzę siebie całej...
Tylko strzępki pozostały, przestraszone i nietrwałe, co żyją z dnia na dzień, byleby przetrwać.
Tylko ścinki pozostały, wysuszone i kruche, zamiast rzęs, co od ciężaru łez się połamały.
Nie myślę o Tobie już wcale.
To tylko przedmioty i głos podświadomości...nawołują Ciebie stale.
I choć tak bezmyślnie patrzę, widzę pośród świateł załamania niespełnionych marzeń...
Dziewięćdziesiąt sześć razy...to nawet nie sto.
To nawet nie pół, ani ćwierć, lecz dla Ciebie...już wystarczy.
Dziewięćdziesiąt sześć razy...mogłam uczyć się na pamięć Twojej twarzy,
a dziś wypruwać ten obraz na siłę z siebie muszę, by wyleczyć się z tragedii nieposiadania...
...Twojej dłoni w mojej dłoni,
Twoich ust przy mojej skroni
i uderzeń Twego serca
do mej skóry przylepionych,
Twoich oczu wbitych w moje,
Twego głosu i zapachu,
szeptów nocy i spacerów...
Serca Twego kamiennego.
I nie myślę o Tobie już wcale.
Wciąż o skały się rozbijam uczuć moich błękitami, rzucam się falami ciepła na milczenie gór lodowych...
Ale gdy pozwolę się wkraść pod pokrywę świeżych ran Twoim oczom, Twojej woni i wspomnieniom pierwszych dni...
Chciałabym być martwa, naprawdę martwa.
Vuohi, 07.08.16
Otarłam z ust resztki Twojego imienia, wyprałam Twój zapach z pościeli i ubrań, wyrzuciłam do śmieci Twe łzy i uśmiechy, i w głowie mam czysto i...pusto.
Nie myślę o Tobie już wcale.
Mam teraz więcej czasu na łapanie motyli, leżenie na trawie i obserwowanie obłoków, których kształty mieliśmy razem...nieważne. Mam teraz serce i myśli w oddzielnych pokojach, a smutki na co dzień chowam pod łóżko i nocą wychodzą, nie dając mi usnąć, ale...nieważne.
Nie myślę o Tobie już wcale.
Patrząc w lustro staram się nie widzieć tego, co mówiłeś, że...kochałeś...
...i wtedy nie widzę siebie całej...
Tylko strzępki pozostały, przestraszone i nietrwałe, co żyją z dnia na dzień, byleby przetrwać.
Tylko ścinki pozostały, wysuszone i kruche, zamiast rzęs, co od ciężaru łez się połamały.
Nie myślę o Tobie już wcale.
To tylko przedmioty i głos podświadomości...nawołują Ciebie stale.
I choć tak bezmyślnie patrzę, widzę pośród świateł załamania niespełnionych marzeń...
Dziewięćdziesiąt sześć razy...to nawet nie sto.
To nawet nie pół, ani ćwierć, lecz dla Ciebie...już wystarczy.
Dziewięćdziesiąt sześć razy...mogłam uczyć się na pamięć Twojej twarzy,
a dziś wypruwać ten obraz na siłę z siebie muszę, by wyleczyć się z tragedii nieposiadania...
...Twojej dłoni w mojej dłoni,
Twoich ust przy mojej skroni
i uderzeń Twego serca
do mej skóry przylepionych,
Twoich oczu wbitych w moje,
Twego głosu i zapachu,
szeptów nocy i spacerów...
Serca Twego kamiennego.
I nie myślę o Tobie już wcale.
Wciąż o skały się rozbijam uczuć moich błękitami, rzucam się falami ciepła na milczenie gór lodowych...
Ale gdy pozwolę się wkraść pod pokrywę świeżych ran Twoim oczom, Twojej woni i wspomnieniom pierwszych dni...
Chciałabym być martwa, naprawdę martwa.
Vuohi, 07.08.16
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz