Trzeba wypluć wszystko, co nie mieści się w formie sprzed paru lat.
Należy niezwłocznie zwrócić nadprogramowe przemyślenia
niemogące wejść w teraźniejszą sukienkę albo spodnie.
Muszę pozbyć się siebie, by siebie odzyskać,
rozbić okno i posklejać odłamki szkła, ułożyć lustro.
Należy niezwłocznie zwrócić nadprogramowe przemyślenia
niemogące wejść w teraźniejszą sukienkę albo spodnie.
Muszę pozbyć się siebie, by siebie odzyskać,
rozbić okno i posklejać odłamki szkła, ułożyć lustro.
Muszę wyrzucić obecny kontur swoich ust i złamać parę kości,
by odgrzebać Twoją ukochaną, która wiedziała kiedy milczeć
(ale tylko przez chwilę, potem z tego rozkochania, roztrzęsienia
ogarnęła ją niepamięć i opuściła ciało - chciała wymierzyć Ci policzek,
ach, co za wstyd!), która wiedziała co ma ubrać, by Cię cieszyć.
Trzeba wypluć z siebie wszystko, co odstaje brzydką fałdą,
rozciąć skórę (poprawiając dawne ślady), aż wyleje się tłuszcz i gniew.
Należy paznokcie obciąć i zapuścić, obciąć i zapuścić,
aż się znajdą takie palce, które nie znają siebie same,
aż wytworzą się płytki i komórki bez pamięci.
Wtedy wrócę,
i założę coś na wzór firanki, coś pod kolor moich oczu
(już bezdennie czarnych), wcisnę się pod ramię i na wszelki wypadek
oddychać już nie będę;
Tam mnie znajdziesz,
gdy sprzątając kiedyś pokój odsuniesz łóżko
i rozpoznasz moją skórę zamieszkaną przez roztocza i pleśń
(ach, co za wstyd!), umyjesz po mnie ręce i nie przyznasz się,
że jakąkolwiek chciałeś mnie mieć.
Vuohi, 25.09.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz