Odsłonięte fragmenty skóry wpuszczają do środka ziąb
nigdy nie byłam mile widziana w Twoich ramionach
mogłam jedynie umykać Ci spod stóp
najciszej jak umiem przebiegać drogę
przynosząc nieszczęście jak czarny kot
Rękawiczki bez palców
wiodą dłonie przez mgłę
liże je wschodzące słońce
nigdy nie było dla mnie miejsca w Twojej piersi
musiałam wciskać się ustami do środka
po to by zostać wyplutą
najdelikatniej jak mogłam gładziłam
ściany Twojego gardła
ściany Twojego gardła
Zwróć mnie i wyrzuć na chłód
raz jeszcze
potrzebuję pieszczoty Twej obojętności
która wiruje spokojnie wokół mnie
bezbarwnym liściem ściąga nas w dół
Vuohi, 09.10.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz